Jeżeli nie macie nic przeciwko to pozwolę sobie zabrać niektórym trochę czasu i opisać swoje przeżycia z pierwszego pokerowego wyjazdu.
Zastanawiałem się długo czy opisywać swoje wrażenia.
Mam świadomość, że dla większości z Was będę śmiesznym jak to jeden z Was określił ?dziadkiem?...ale może trafi na tą stronę jakiś znudzony emeryt i potraktuje te wypociny jako podręcznik dla ruszającego w świat.
W dalszym ciągu będę się upierał, że spotkało mnie w życiu coś na co nie zasłużyłem, coś co odebrałem z dużą satysfakcją ale i ze świadomością, że to coś może mnie przerosnąć .
Nie podjąłem w swoim już długim życiu żadnej pochopnej decyzji bez gruntownego do niej przygotowania. Piszecie w postach z EPT, że Hajjer pojechał nieprzygotowany.
Odpowiadam:
Jeżeli ktoś mi odpowie, że o czymś zapomniałem... to nadrobię stracony materiał przed następnymi EPT.
Niestety jednego już się nauczyć nie zdążę... gry poprawnej w pokera i tu szansa dla innych na podwojenie swojego stacka w spotkaniu przy stoliku pokerowym.
Niestety żetony mogę oddać tylko w turniejach EPT (czasami sympatycznym kolegom na turnieju w Gdyni).
Walka o przetrwanie
Do rzeczy.
Przed wyjazdem do Kopenhagi nie interesował mnie poker tylko jak tam dojechać a potem w jednym kawałku wrócić.
Przypomnę, że mam swoje lata i różni mnie od dzisiejszych przystojnych i zdolnych młodzieńców czasami różnica dwóch pokoleń. A od już tych najstarszych przynajmniej 20 lat.
Nie mogę się oprzeć pokusie żeby nie wspomnieć o Karellim ( ukłony ), który napisał o sobie na łamach Card Player , że gdyby miał o 10 lat mniej to.....a ma dopiero lat 40.
Wniosek prosty nie zabieraj się dziadku do poważnej gry w pokera (chyba, że rekreacyjnie ).
Problemy zaczęły się wraz z dojazdem do lotniska w Gdańsku (z Koszalina).
Odlot zaplanowany na godzinę 10:50, wyjazd na wszelki wypadek z zapasem czasowym.
Po 20 km Honda dotychczas niezawodna zdechła. Zerwana rodzina ( bracia dostarczają pomoc w postaci nowego samochodu a uszkodzony zostawiam im w prezencie ).
Do samolotu wsiadam z duszą na ramieniu. Ostatni raz leciałem samolotem do Warszawy 30 lat temu. Po za domem dłużej niż 12 godzin byłem ostatnio 20 lat temu.
Lot trwał 40 minut i oto już Kopenhaga.
Przydał się trening chodzenia w ciemnościach po omacku. Już taksówkarz kiwał ze zrozumieniem głową (chyba wiedział, że wiezie donka) ale jakoś dostarczył mnie do hotelu.
Recepcja ? jakaś chinka albo wietnamka długo ze mną nie pogadała (znała tylko trzy języki plus wietnamski), wydała mi jakąś kartę prawie bankomatową, pokazała nr pokoju i kierunek marszu do windy.
Razem ze mną do windy wpadły dwa pingwiny ? wietnamcy i rozpoczęła się walka o wyjazd do góry. Po kilku minutach wszedł jakiś czarny i z miną człowieka wyższej rasy pokazał klasę w obsługiwaniu windy. Po dwóch dniach kapnąłem się o co chodzi z tą windą i udzielałem innym biedakom instrukcji na migi (podróże kształcą).
Pokój nr 925 otworzyłem samodzielnie (byłem dumny z siebie) ale zapalenie świateł w pomieszczeniach trochę czasu mi zajęło.
Instrukcje w pokoju hotelowym i jakieś przewodniki z obrazkami były po duńsku i po angielsku. Po dłuższej lekturze kapowałem już wszystko czyli nic.
Poszedłem do Kasyna zarejestrować się do turnieju...po kilku minutach i wstydliwych tekstach dostałem następną kartę prawie bankomatową z nazwiskiem (byłem już ktoś).
Pamiętałem, że Góral wylatuje z Warszawy o godzinie 16:00 więc prawdopodobnie dojedzie około 18:00 do hotelu.
Krążyłem w okolicy recepcji kiedy pojawił się mężczyzna przypominający Górala ale bez okularów i słynnych słuchawek.
Na mój widok Góral powiedział: ? To ty hajjer?.
Wniosek prosty musiałem wyglądać jak zagubiony pies skoro Góral, który mnie nie znał rozpoznał mnie prędzej niż ja jego (to jest spostrzegawczość pokerzysty).
Wieczorem poszedłem pooglądać turniej pokerowy poboczny. Po jakimś czasie poszedłem do pokoju hotelowego ze świadomością ?co ja tutaj robię?.
Kolejny punkt treningowy okazał się pomocny poszedłem głodny spać po całym dniu na diecie, żeby coś dostać do jedzenia trzeba powiedzieć co się chce a jak się nie wie co powiedzieć to się idzie głodnym spać (Góral w tym czasie był na jakimś bankiecie Pokerstarsa).
Bez jedzenia długo nie pociągnę. Rozpocząłem przygotowania do śniadania.
Moje przygotowania szczególnie myślowe trwały od 03:00 w nocy.
Małżonka Górala przesympatyczna Pani Karolina pokazała mi wcześniej gdzie się jada śniadania (restauracja vis a vis wyjścia z windy).
Godzina 08:00 jadę na śniadanie. Zatrzymuje mnie sympatyczna Pani więc pokazuje jej numer pokoju na co ona drukuje jakiś kwit ja podpisuję i walę na salę. Stoliki wolne przy każdym zastawa stołowa i termos z kawą. Siadam nalewam, kawę zabielam mleczkiem i czekam na obsługę. Po kilku minutach podchodzi sympatyczna Pani i palcem pokazuje jakieś stoły w oddali suto zastawione przy których kręcą się inni... chyba goście hotelowi.
Prowadzę ośrodek wczasowy, podejmuje różnych gości niekiedy ważnych ( Szewińska, Bożena Dykiel, Stanisław Tym, Andrzej Rosiewicz i inni ) a łapię się na głupi numer z żywieniem typu bufet.
Proszę powiedzcie sami gdzie tu myśleć o turnieju pokerowym jak tu trzeba walczyć o przetrwanie a przede mną jeszcze 6 dni ( wylot w niedzielę o 21:00 ).
Poker
13:45 wynurzam się z pokoju wystrojony w firmową koszulkę (polo własne, logo wyciąłem z przysłanej przez expekt za małej koszuli ).
Lista startowa prawie tak duża jak ściana a na niej moje nazwisko ? table 33 poz 8.
Niedobrze trójka to najbardziej znienawidzona przeze mnie cyfra a tu aż dwie.
Zasiadam jako drugi, obok chyba Duńczyk pomaga mi wypełnić jakiś druczek (oczywiście z kłopotami bo i ten facet nie kumał nic po polsku ).
Patrzę na żetony...tragedia...cztery kolory ale nominały wytarte....czerwony, czarny, zielony, niebieski...czeski film.
Nagle ratunek, za sobą słyszę po polsku ?zielone dwadzieścia pięć, czarne sto, czerwone pięćset, niebieskie tysiąc?...odwracam się a tu sympatyczny człowiek mówi: ?Mateusz jestem z Pokertexas? i wszystko jasne.
Krupier ? totalny zawodowiec ( jak wszyscy ) wzbudza w każdym geście i uśmiechu przyjazne uczucia.
Zawodnicy dookoła stołu jak na pogrzebie, dzwonią żetonami, surowe miny...zaraz będzie masakra.
Coś tam padło przez mikrofon i karty poszły w ruch. Poustawiałem żetony równo kolorami od zielonych do niebieskich i w kółko powtarzam w myśli ?25, 100, 500, 1000? karty rozdane i nagle cud. Karty wyglądają tak samo jak w internecie, ludzie za maskami jest ok.
Stres i trema uleciały, w jednej chwili poczułem się jak ryba w wodzie. Pamiętam, że kiedyś bardziej się denerwowałem przy grze w warcaby.
Przy stoliku chyba sami Duńczycy jeden z nich jak potem wydedukowałem w dodatkach o turnieju to mistrz Danii w Omaha, obok mnie też Duńczyk ale o karnacji greka czy coś takiego.
Ten greko-duńczyk zaczął ze mną rozmawiać w języku kosmitów i po kilku minutach rozmawialiśmy na dobre...ja po swojemu on po swojemu i co najciekawsze rozumieliśmy się.
Założyliśmy towarzystwo wzajemnej pomocy. Jak Duńczyk chciał przebić to mówił do mnie "sorry friend", ja odpowiadałem "no problem". Tak zabawa trwała godzinami nikt nie przebił wyżej niż 200 żetonów (same murki).
Chociaż przepraszam w pewnym momencie po godzinie morderczej walki nr 5 stolika zaatakował i stracił pół stacka. Następne rozdanie i oglądam AA, otwieram za 150 nr 5 dokłada na flopie AKx (AK kier), czekam, a nr 5 zagrywa za 600 i tu moim zdaniem popełniam błąd pierwszy tego dnia ?przebijam do 2000 nr 5 fold. (nr 5 był chyba stiltowany i pewnie po moim call zagrałby all in) szkoda. Ten nr 5 potem doszedł do 20 miejsca w turnieju (zabrał moją kasę).
Skoro był pierwszy błąd to musiał być i drugi: siedzę na SB dostaję 9 7, cztery ręce dokładają do BB ja zrzucam karty a miałem dopłacić tylko 200 żetonów na flopie 9 7 A i murki się pobiły na drobne żetony a frajer oblizał się tylko smakiem (stary i chytry).
Wspominałem ? stolik murków, po 7 godzinach odpadł tylko jeden gracz więc siłą rzeczy stacki wszystkich wynosiły po około 11 000 żetonów... wszyscy byliśmy w tej fazie turnieju shortami. Ale za to wszyscy do wszystkich zaczęli się po kilku godzinach uśmiechać aż przyszedł jakiś facet i nas rozpędził do innych stołów.
Wracając do kart to przez 7 godzin dostałem 2 x AA i 2 x KK. Na asy raz ograłem nr 5 (hahaha) drugi raz wziąłem ciemne. Na KK raz wziąłem ciemne a za drugim razem gostek dobrał A na flopie i pewnie zabrałby mi więcej żetonów gdyby nie przestraszył się trzeciego kiera na turnie i mojego uśmiechu szczęścia w tym momencie (symulka udana).
Raz zablefowałem z BB z 8 i 2 w ręku ale długo myślący po mojej prawej ręce spasował.
Pokazałem karty żeby świadomie stiltwać nic niewinnego człowieka. (mam wroga do śmierci)
Dotarłem na ostatnie tego dnia 30 minut do stolika 21. Faceci napakowani a ja ze swoimi żetonami mieszczącymi się w jednej ręce siadam mówię grzecznie "Hi" i odpowiada mi jakaś Pani w słusznym wieku z oczami o źrenicach wąskich jak kotka a z prawej mojej ręki dwa miejsca wcześniej wita mnie mój wybawca Góral.
Na widok szorta wszyscy się ucieszyli. Wyczułem, że przetrwanie 30 minut w tym towarzystwie może być trudne ? taktyka prosta ? pasować wszystko poniżej AA.
Drugie rozdanie- J 9 karo blindy 300 i 600 wchodzę do gry (gdzie moje słowo) flop J 6 6 w grze tylko Góral i ja. Myślę jak przegram to do Górala to nic się nie stanie, jestem mu to winien. Nie pamiętam czy Góral zagrał w każdym bądź razie rzuciłem 3K Góral po namyśle fold. Pokazałem J9 Góral pokiwał głową i powiedział, że zrzucił JT. Przeprosiłem i powiedziałem, że zagrałem jak sympatyczna Agnieszka Rylik ( Góral skwitował to wszystko uśmiechem ).
Dlaczego o tym rozdaniu piszę...otóż w głównej roli wystąpiły tu J9, to te same karty, które potem pokonały Górala ( AA Górala vs J9 karo ).
Końcówka tego dnia bez emocji.
Ps. Jeżeli nie otrzymam totalnej krytyki i ośmieszenia z Waszej strony to w następnym wejściu dokończę opowiadanie o mojej dalszej przygodzie z pokerem i Kopenhagą.
I jeszcze jedno proszę was bardzo nie traktujcie mnie jak człowieka, który ma zamiar cokolwiek namieszać w środowisku pokerowym (czyli coś tam wygrać). Jako Polak i chyba patriota nie chciałbym się skompromitować na żadnym odcinku ale proszę nie wiązać z moimi występami nadziei, że dzięki mnie o polskim pokerze będzie głośno.
Pozdrawiam i dziękuję tym wszystkim, którzy wyczuwają we mnie ducha faceta bez wybujałej ambicji. Szczególnie pozdrawiam Górala, jego sympatyczną małżonkę Karolinę, redaktora Mateusza, mojego prawie przyjaciela Obywatela_g i Gajowego z Trójmiasta.
Jerzy ?Hajjer?

Cały czas z mniejszym lub większym nasileniem pojawiają się głosy o programach wspomagających grę typu Holdem Manager czy Poker Tracker.

Przeżyjcie jeszcze raz niedawne zwycięstwo Jarka Barglika na Unibet Open w Paryżu!
czytaj więcej » 4 +14(ocena)

Dzisiaj trzy kolejne kontrowersyjne sytuacje i opinie tournament directorów. Pierwsza sytuacja to ewidentny błąd dealera, druga to dość często...

Fanteam Crew zaprasza do trzeciego artykułu omawiającego grę w 180 osobowych turniejach Sit&Go w formule turbo na PokerStars.
czytaj więcej » 39 +8(ocena)
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (50)
Zbig 26.02.2008 14:21
Dzisiaj takie czasy, że by wyróżniać się z tłumu “miszczów” wystarczy być normalnym, skromnym człowiekiem.
To cechy niezwykle rzadkie.
Blog Hajjera, który jak sądzę tu powstanie, będzie miał wielu stałych czytelników, ja nie ominę żadnego wpisu na 100%.
Gratulacje i powodzenia Panie Jerzy!
anonim 26.02.2008 13:24
Indy: ja mysle ze redakcja nie ma wyjscia tylko musi zlozyc taka propozycje…
a) pan Hajjer pisac potrafi
b) pan Hajjer jeszcze kila razy ma zagwarantowana walke o przetrwanie i moze miec naprawde duzo do powiedzenia :P
poligraf86 26.02.2008 13:09
Tak jak napisali poprzednicy prosze o więcej takich relacji :) Zgodze sie również z Łysym że musi pan bardziej wierzyć w siebie w koncu nie kazdy wygrywa taka nagrode a i umiejetnosci trzeba miec odpowiednie żeby wygrac tego typu pakiet:)
Pozdrawiam i powodzenia w kolejnych turniejach EPT
maly 26.02.2008 13:07
pisz Pan, graj Pan jak najwięcej :)
Indy 26.02.2008 13:05
Co redakcja myśli o założeniu piątego bloga na stronie :)?
anonim 26.02.2008 12:49
Relacaja – rewelacja!! Oby wiecej takich no i chyba Panie Jurku, troche wiecej wiary w siebie!! Jakies umiejetnosci trzeba miec,zeby taka nagrode wywalczyc, wiec z podniesionym czolem wchodzi Pan na FT nastepnego turnieju!
som 26.02.2008 12:42
Super relacja. Wielki szacunek i ogromne brawa za odwage. Pozdrawiam
anonim 26.02.2008 12:40
Mi się bardzo podobało! Świetnie się czyta. Czekam na ciąg dalszy.
anonim 26.02.2008 12:34
Panie Jurku, to jest świetne, proszę o więcej i ciąg dalszy!! Pierwsze koty za płoty, na kolejnych turniejach będzie już lepiej!
Heinz 26.02.2008 12:31
Fajna notka Hajjer:) wpadnij na Lige do trojmiasta w wolnym czasie :)