Powodów może być kilka. Może dlatego, że grę w karty traktuje przede wszystkim jako źródło pieniędzy, a nie sławy i popularności? A może z powodu przykrych wspomnień, jakie wyniósł po dziewięciomiesięcznym pobycie w więzieniu - właśnie z powodu pokera? Poza tym Billy Baxter ma wystarczająco dużo innych zajęć - zakłady sportowe, organizowanie walk bokserskich, bilard i remik. Może zwyczajnie nie starcza mu czasu, by odcinać kupony od swych pokerowych sukcesów - skoro woli w tym czasie zajmować się zarabianiem pieniędzy i na
innych polach?
Baxter urodził się w 1940 r. w Augusta w Georgii. Jako synowi urzędnika rządowego, pracującego w bazie wojskowej oraz urzędniczki z firmy ubezpieczeniowej, pisana była mu równie stabilna, co nudna kariera. Kiedy jednak jako czternastolatek zaczął pomagać matce w pracy i objeżdżać okoliczne mieściny, o wiele bardziej niż sprzedawanie ubezpieczeń zainteresowało go odwiedzanie licznych klubów bilardowych. Młody Billy szybko się uczył - nie tylko jak uderzać bilę, ale przede wszystkim jak znajdować słabszych i bogatszych przeciwników - i już jako szesnastolatek mógł się pochwalić pięcioma tysiącami dolarów na koncie (pamiętajmy, mamy połowę lat 50')! Bilardowa kariera rozwijała się do momentu, w którym matka zorientowała się, skąd syn bierze pieniądze i zabroniła właścicielowi salonu, by ten wpuszczał tam Billego. A Billy, grzeczny nastolatek z Georgii, ze zdaniem matki się liczył.
Przynajmniej do chwili uzyskania pełnoletności. Baxter po skończeniu 18 lat wrócił do bilardu, a przy okazji obserwował innych bywalców salonu, grających w remika i pokera. Wkrótce sam zapragnął, by zarabiać także na grze w karty, ale przez rok wszystko, co zarobił na bilardzie, tracił w pokera. Dzięki serii przegranych, zdołał jednak dostrzec słabe punkty swojej gry i poprawić swe pokerowe umiejętności. Podobnie jak w przypadku bilardu, skupił się na starannym dobieraniu swych przeciwników - gry z bogatymi amatorami-biznesmanami kończył już na dużym plusie.
Ukoronowaniem tej strategii były wydarzenia pewnej szczęśliwej nocy z końca lat 50', kiedy grając z właścicielami największego w Augusta, pół-legalnego kasyna, Baxter wygrał w remika 40 tysięcy dolarów, a pokonani biznesmeni w zamian za gotówkę zaoferowali mu... połowę kasyna. Billy długo się nie zastanawiał i tym sposobem z budynku, do którego wchodził jako gość, wyszedł jako... współwłaściciel!
Jakby tego było mało, jeden z pokonanych biznesmenów pałał tak dużą żądzą rewanżu, że regularnie przegrywał swoją część zysków na rzecz młodego Baxtera. Billy szybko przejął prawa do całego kasyna i dysponował majątkiem, który "ustawiał" go na całe życie. A nie ukończył jeszcze nawet 20 lat!
Życie to jednak nie bajka i wkrótce pojawiły się problemy. Prawny status kasyna z Augusta był wówczas niejasny i kiedy miejscow
y szeryf bez ogródek oświadczył Bexterowi, że "albo Baxter zamknie kasyno, albo szeryf zamknie Baxtera", Billy nie miał wyjścia i musiał zlikwidować swój dochodowy, świeżo zdobyty interes.
Chwilowo zniechęcony do kart i kasyn, zajął się zakładami sportowymi, co także przynosiło mu duży zysk. Wieczna chęć do pomnażania swego majątku, zainspirowała go jednak do powrotu do źródeł - wykorzystując fakt, że w trakcie popularnych zawodów golfowych z cyklu Masters, do miasta przejeżdżały setki wielbicieli zakładów, kart i hazardu, Billy zorganizował na podmiejskiej farmie nielegalny salon gier. Interes kręcił się świetnie, tysięcy na koncie przybywało, a i w życiu prywatnym układało się jak należy - Billy właśnie się zaręczył. Raj trwał do chwili, gdy do drzwi farmy zapukali agenci FBI.
Tym razem nie skończyło się na delikatnej groźbie szeryfa. Baxterowi wytoczono proces, choć on sam - z groźbą odsiadki nad głową - udał się z żoną na miodowy miesiąc na Hawaje. Stamtąd młodzi małżonkowie szybko przenieśli się do miejsca, gdzie pozostali już na zawsze. Oczywiście do Las Vegas.
W Vegas szybko odnalazł się w grupie najlepszych wówczas pokerzystów. Z sukcesami konkurował z Doylem Brunsonem, Puggy Pearsonem czy Sidem Wymanem. Baxter wspomina te czasy z mieszaniną nostalgii i właściwej sobie skromności: "Czasami pule były tak wielkie, że znajdowało się w nich ponad milion dolarów - wspominał w jednym z wywiadów - Było tam wielu właścicieli wielkich hotelów i kasyn, którzy uwielbiali grać, ale nie potrafili grać dobrze... Wygrywałem tak dużo, że aż czasami miałem poczucie winy".
Kiedy po paru miesiącach dochodowej gry, poczuł się w Nevadzie jak u siebie w domu, dotarła do niego przykra informacja. Zapadł wyrok, 9 miesięcy i 21 dni w więzieniu stanowym. Baxter, mający już siedmiocyfrowy bankroll, zmuszony był przerwać swe '"żniwa" i zająć się odsiadką. By czas spędzony za kratami nie był czasem całkowicie straconym, założył się z Doylem Brunsonem i Jackiem Binionem o 5 tysięcy dolarów, że w więzieniu zrzuci co najmniej 40 funtów. I zrzucił 43. Choć tyle zysku z dziewięciu przesiedzianych miesięcy.
Po powrocie do Las Vegas, znowu zajął się grami na wysokie stawki. Zaczął także odnosić
sukcesy w turniejach WSOP. Już w 1975 r. zdobył pierwszą bransoletkę w 2-7 single draw $5,000, a w 1978 i 1982 r. wygrywał w tej samej grze, tyle że z wpisowym dwukrotnie wyższym. W 1982 r. zdobył dwie bransoletki, drugą też w grze typu low, $2,500 Ace to Five Draw. Baxter w kolekcjonowaniu swych bransoletek jest równie systematyczny, co monotonny. Średnio co kilka lat nowy tytuł i zawsze w odmianach lowball. A zatem w 1987 i 1993 r. kolejne wygrane w 2-7 ($5,000) i dopiero w 2002 r. mała odmiana - triumf w RAZZ $1,500 - grze też co prawda low, ale tym razem typu stud, nie draw. Pytany, dlaczego to akurat odmiana 2-7 single draw stała się jego specjalnością, Baxter podkreśla, że w tej grze o wiele większą rolę niż np. w Texas Hold'em, odgrywa umiejętność blefowania i czytania przeciwników - a te umiejętności opanował on, jak widać, doskonale.
To także w Las Vegas Baxter poznał Stu Ungara, z którym szybko się zaprzyjaźnił. Połączyła ich miłość do remika. Baxter często wspomina ich pierwszą wspólną grę, kiedy to wygrał Ungar. Pierwszy raz i ostatni. Stu był genialnym graczem, ale to Baxter wiedział, jak (np. poprzez różnorakie zakłady boczne) podejść Ungara, by samemu kończyć sesje na plusie. Ostatnim aktem ich osobliwej przyjaźni, połączonej z wzajemnym ogrywaniem się, była pomoc, jakiej Baxter udzielił wyniszczonemu już Ungarowi przed Main Eventem WSOP 1997. Baxter pożyczył mu 10 tysięcy dolarów na wpisowe, a Ungar osiągnął swój legendarny sukces, zwyciężając po raz trzeci w turnieju głównym. Obaj panowie podzielili się milionem dolarów nagrody, po czym Stu oczywiście swoje 500 tysięcy szybko roztrwonił, a Baxter - zainwestował i pomnożył.
W sumie w turniejach WSOP wygrał ponad 1,1 mln dolarów, a z siedmioma bransoletkami na kocie (tyle samo ma Phil Ivey), w generalnej klasyfikacji wszechczasów wyprzedza go jedynie pięciu pokerzystów: Eric Seidel (8), Johnny Moss (9), Doyle Brunson (10), Johnny Chan (10) i Phil Hellmuth (11).
Na swoje miejsce w historii pokera Baxter zasłużył sobie nie tylko zdobywając kolejne bransoletki i tysiące dolarów, ale i dzięki głośnej sprawie sądowej z przełomu lat 70 i 80'. Sprawa "William E. Baxter Jr. v. United States" stała się jednym z kamieni milowych na drodze wychodzenia pokera z podziemia. Baxter zaskarżył amerykańskiego fiskusa, który jego dochody z gry w latach 1978-1981 opodatkował na tych samych zasadach jak wygrane np. z loterii (a więc bardzo wysoko, 70%!). Baxter domagał się, by zarobki z gry pokera opodatkować na tych samych zasadach, jak normalne dochody (czyli z najwyższym progiem w wysokości 50%), a tym samym uznać grę w pokera za rodzaj działalności, w której liczą się umiejętności, wiedza i zdobyte doświadczenie gracza. Sąd przychylił się do stanowiska Baxtera, i mimo kolejnych odwołań strony rządowej, także wyższe instancje podtrzymały pierwotne postanowienie. Dzięki pionierskiej sprawie Baxtera doszło do swego rodzaju legalizacji zawodu "profesjonalnego pokerzysty" - mogli oni rozliczać swe wygrane jako zwyczajne dochody, odliczać przegrane jako koszty oraz korzystać z ubezpieczeń emerytalnych.
Cóż, także ze starcia z amerykańskimi sądami były więzień Billy Baxter wyszedł w końcu jako zwycięzca.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (6)
vdr 03.09.2009 01:21
Moglby ktos napisac wiecej na temat rozliczania sie z fiskusem w przypadku przegranych? :)
szpoker 12.08.2009 20:35
Baxter to HAZARDZISTA – ktoremu sie wszystko udaje,czpki z glow. Ale zdecydaowana wiekszosc “graczy” – to splukani ludzie,wszak musi ktos przegrywac,by wygrac mogl ktos…
kraksi 12.08.2009 15:18
Wedlug mnie przy kazdym takim artykule powinno byc chociaz kilka omowionych rozdan charakteryzujacych gre tego gracza.
jdx 12.08.2009 10:32
IMO to Baxter jest najbardziej znany właśnie dzięki temu procesowi wytoczonemu rządowi USA.
anonim 12.08.2009 09:59
bardzo przyjemny artykuł, powinno być więcej takich o pokerzystach, mniej lub słabo znanych, ale za to barwnych :)
MaraXus 12.08.2009 09:23
Faktycznie, wielki człowiek, wielka historia :) Super się czytało artykuł.