Historię życia Jacka Straussa zamiast standardowej biografii lepiej opisać jako zbiór ciekawych historii, których wystarczyłoby prawdopodobnie na solidnej grubości książkę. Jack Strauss był nie tyle pokerzystą ile zawodowym hazardzistą, który bez względu na wyniki swoich zakładów cieszył się życiem. Strauss zakładał się o wszystko, a najchętniej o sportowe wyniki, również tych rozgrywek, w których sam uczestniczył (pojedynki golfowe).
Strauss dzięki swojemu niezwykle optymistycznemu podejściu do życia w ogóle nie przejmował się pieniędzmi, co powodowało, że stawką jego zakładów były czasami wszystkie pieniądze jakich aktualnie posiadał. Tak było w 1970 roku, kiedy postawił wszystko co miał na zespół Kansas City Chiefs w finale Super Bowl, jak to najczęściej w jego życiu bywało wybór okazał się trafny i Straussowi udało się uniknąć bankructwa.
Z tamtych czasów pochodzi jedna z bardziej znanych anegdot o Straussie, który potrafił znaleźć wyjście z każdej sytuacji. W pewnym momencie swojego życia nie miał za dużo pieniędzy, a akurat zbliżał się termin rozliczenia z długów u jednego z bukmacherów. Strauss umówił się z nim na ulicy, ale wcześniej umówił się z dwoma kolegami, którzy w momencie, kiedy Strauss zbliżał się do bukmachera z torbą "pieniędzy", którymi były wycinki z gazet, "napadli" na niego i zabrali mu wszystkie pieniądze. Po tym co bukmacher zobaczył uznał, że Strauss może mu oddać dług dopiero za kilka tygodni, co też ten uczynił.
Co ciekawe Jack Strauss nie zadowalał się tylko hazardem i grą w pokera, ale uwielbiał twórczość Ernesta Hemmingwaya i chcąc naśladować jego przygody zainteresował się polowaniami i wybrał do Afryki, gdzie udało mu się ustrzelić lwa. Na pamiątkę tej ważnej dla niego przygody Strauss nosił przez pewien czas na szyi łapę zabitego przez siebie lwa, na której widniało jego życiowe motto "Lepiej przez jeden dzień być lwem niż przez całe życie owcą".
Pokerowe początki Straussa wyglądały tak samo jak prawie wszystkich graczy z tamtych czasów, czyli uczestniczenie w nielegalnych grach w Texasie i Oklahomie, gdzie podczas każdej rozgrywki gracze ryzykowali nie tylko utratę pieniędzy, ale także zdrowia i życia. W tamtych czasach Strauss poznał się z innymi pokerowymi legendami Doylem Brunsonem, Johnny Mossem czy Amarillo Slimem. Pokerowa strategia gry Straussa była podobna do jego życiowej filozofii grał więc agresywnie, nie bojąc się ryzykować wszystkich żetonów, a przy tym nie brakowało mu fantazji z czym wiąże się kolejna ciekawa historia.
Podczas jednej z gier cash game Strauss był na rushu i wygrywał rozdanie za rozdaniem w związku z czym postanowił, że w kolejnej ręce również podbija nie zwracając uwagi na karty jakie dostanie. Zerknął w karty zobaczył 2-7, ale i tak postanowił podbić zostając sprawdzony przez bardzo tight gracza. Na flop spadły 7-3-3, czyli całkiem niezłe karty dla Straussa, który zagrał, ale jego tight przeciwnik postanowił przebić co jasno dało do zrozumienia Straussowi, że ma on over parę. Pomimo tego sprawdził on zagranie przeciwnika, a gdy na turn spadła w zasadzie nic nie zmieniająca dwójka Strauss wykonał bardzo duży bet. Jego przeciwnik zaczął długo myśleć zastanawiając się co zrobić, Strauss wiedział, że za żadne skarby nie chce sprawdzenia więc postanowił zaryzykować i zaproponował przeciwnikowi, że za $25 będzie on mógł obejrzeć jedną z kart Straussa. Rywal się zgodził, zapłacił, wybrał kartę i zobaczył dwójkę. Po dłuższej chwili rywal musiał najwyraźniej dojść do wniosku, że Strauss ma na ręku 2-2 i spasował lepszą rękę. Z tego też czasu bierze się kolejne słynne powiedzenie Straussa, który uważał, że "Jeśli to pieniądze są dla Ciebie najważniejsze zapomnij o grze w No Limit Holdem".
Pierwszy większy turniejowy sukces Straussa to wygranie w 1973 roku turnieju $3,000 2-7 Draw Lowball co oznaczało zdobycie pierwszej bransoletki WSOP. Jednak największym sukcesem, a przy okazji najgłośniejszą pokerową anegdotą Straussa było zwycięstwo w Turnieju Głównym WSOP w 1982 roku. W tym turnieju Strauss w pewnym momencie postanowił zablefować na river i wsunął wszystkie swoje żetony, został sprawdzony i przegrał rozdanie. Wstał od stołu i już odchodził, kiedy okazało się, że jeden jego żeton o wartości $500 zawieruszył się pod serwetką. Ponieważ Strauss nie powiedział allin i został tylko sprawdzony pozwolono mu wrócić do stołu i grać dalej. Strauss kilkukrotnie się podwoił i zanim ktokolwiek zdążył się zorientować co się dzieje był już liderem na swoim stole, a następnie wygrał mistrzostwo świata. Według Doyla Brunsona właśnie od tej historii wzięło się pokerowe powiedzenie "chip and chair" oznaczające, że dopóki gracz ma chociaż jeden żeton to nadal ma szanse na wygranie turnieju.
Kolejna ciekawa historia związana jest z dużym turniejem, w którym gdy doszło do gry na bubblu to Strauss był short stackiem. Jednak wszyscy pozostali pokerzyści zaczęli grać tak zachowawczo, że Strauss grając aktywnie i agresywnie szybko stał się chipliderem. Po długim okresie gry na bubblu jeden z shortów wsunął allina a Strauss mająć KK sprawdził i wyeliminował pechowca. Jednak jak później powiedział Howardowi Ledererowi to był najprawdopodobniej najgorszy call jego życia. Strauss uznał, że powinien był spasować i dalej spokojnie kraść sobie blindy przestraszonych przeciwników, a tak po pęknięciu bubbla ci zaczęli grać odważniej i Jack Strauss odpadł z turnieju na 5-6 miejscu.
Jack Strauss zmarł na atak serca w 1988 roku podczas pokerowego maratonu w Bicycle Casino w Los Angeles. Całe swoje życie związał z hazardem, w końcu pokochał grę w pokera i wiele osób podejrzewa, że zakończył swoje życie w taki sposób jaki tylko mógł sobie wymarzyć. Strauss często pytany o to jak swobodnie traktuje swoje pieniądze odpowiadał "Jeśli nie ma ryzyka przegranej, nie ma radości z wygranej. Ja mam tylko określony czas na tym świecie i zamierzam wykorzystać każdą jego sekundę, dlatego grać będę z każdym o każde pieniądze." W tym samym roku 1988 Jack Strauss został włączony do Pokerowej Galerii Sław i do dzisiaj jest pamiętany jako niezwykle barwna osoba i znakomity pokerzysta.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (48)
nuskei 04.05.2011 22:31
Mowicie tu o EV , o longrunie itp, ale gdyby byla taka sytuacja ze jestescie na ft wsop main event , zostalo 4 graczy i wy, macie mniej wiecej rowne staki , koles robi all in ,trzech go calluje i akcja dochodzi do was – callujecie to majac AA?
Foldujac macie na 99% 2 miejsce (bo staki nigdy nie beda rowne i napewno ktos tam zostanie z 2 bb) i dodatkowo macie HU w stosunku 1:5 czyli jeszcze nic straconego zeby ten turniej wygrac.
Sprawdzajac ten multiway macie niecale 50% zeby wygrac turniej ale tez AZ 50% zeby odpasc na 5 miejscu i wygrac 1/6 tego co moglibyscie wygrac foldujac.
Watpie ze znalazlbym sie w takiej sytuacji drugi raz i na 100% bym to spasowal
Fessster 26.02.2011 06:53
Zmieńcie proszę te literówkę – Jack Straus, przez jedno “s”.
andrzej_farmazon 18.03.2010 09:23
Anoxic – myślałem, że jesteś trochę bardziej ogarnięty.
Przy 5 graczach, równych stakach oraz 4 allinach do nas na BB nie patrzę nawet w karty i instant zwracam je dilerowi. Zakładając, że chociaż jeden z graczy przed nami posiada QQ/KK/AA a reszta posiada random range szanse na wygraną z AA mamy na moje oko mniejsze niż 48%, więc to nawet nie jest coinflip.
pozdrowienia z Azji :)
daro 29.01.2010 16:13
wystarczyło rzucić przykład że zostało nas dziewięciu i 8 graczy przed nami gra allin ;)
Pneumokok 29.01.2010 14:48
Dzięki Daro. Chodziło mi o to aby obalić mit jaki tutaj się wytworzył, że nie może być sytuacji, kiedy w turnieju który nie jest satelitą ani d or n spasowanie AA będzie ewidentnie najlepszym zagraniem, a call błędem.
daro 29.01.2010 14:33
@Pneumokok
chodzi ci o to ?
http://www.pokertexas.pl/poker-analiza/fold-asy
w tym wypadku sytuacji jest inna, ponieważ jestesmy na bubble’u oraz mamy mniej żetonów od pozostałych graczy, więc w wypadku przegranej zawsze zajmujemy 4 miejsce i nie wygrywamy nic…
Pneumokok 29.01.2010 13:21
ad Pawcio
Jak dobrze pamiętam, kiedyś (ponad rok temu) zamieszczałeś takie rozdanie z AA po kilku all in przy nietypowych stackach i wypowiadali się pod nim min. Goral. Nie mogę go teraz znaleźć w archiwum portalu, bo nie wiem jak zostało zaklasyfikowane. Jakby Ci się udało mógłbyś znaleźć link i tutaj wkleić dla niedowiarków ? Będę zobowiązany
daro 29.01.2010 13:00
nie tyle ekstremalna co niemożliwa, suma żetonów na stole to 3999? Poza tym ciężko byłoby znaleźć MTT z 3 miejscami płatnymi…Wiem, wiem, czepiam się ;)
kuszes 29.01.2010 04:10
jak pokazal wtk300 zrzucenie asow w MTT moze byc +EV (raczej teoretyczne przypadki), a nie zrzucenie ich, nie bedzie nawet bledem(jak sie trafi raz w zyciu taka sytuacja), wiec nie ma sie nad czym zastanawiac
exilim 29.01.2010 02:43
ja pierdziele co za ludzie ja po prostu nie zrzucam asow i zyje:)