888poker+_728X90
Blogi społeczności

BLOG: "Rafał "Jack Daniels" Gładysz - Blog"

Grać czy nie grać - Oto jest pytanie!

Dodano: 10.05.10 | Autor: JackDaniels

O ile w Olympicu już od jakiegoś czasu trwają turnieje to teraz z taką ofertą wyszło również kasyno w hotelu Hyatt. Co ciekawe, inicjatywa Casinos Poland spotkała się ze skrajnie różnymi emocjami i stołeczni pokerzyści mają bardzo podzielone zdania co do tego, czy w kasynach grać czy nie. Postaram się dziś w kilku zdaniach przedstawić moją opinię na ten temat.

 

POWRÓT DO NORMALNOŚCI???

Zacznijmy może od tego, co oferują nam warszawskie kasyna. Pierwsza oferta z Hiltona sprzed paru miesięcy nie wyglądała zbyt atrakcyjnie. Turnieje owszem, można było grać, ale formuła wypłacania nagród w zasadzie natychmiast zniechęciła większość graczy do udziału w rozgrywkach w Olympicu. Nikt nie chciał bowiem brać udziału w miesięcznym zdobywaniu punktów, aby dopiero na koniec miesiąca zagrać w jednym większym turnieju (początkowo miał to być event z wpisowym 1.500 zł z możliwością jednego rebuya, ale szybko okazało się, że nastąpiła zmiana i był to zwykły freezout). Frekwencja nie zachwyciła, podobnie zresztą jak w kilkunastu kolejnych tygodniach. Ludzi było mało, turnieje z niskim wpisowym nie przyciągnęły dotychczasowych „regularsów”, z miejsca kultowego dla warszawskiego pokera Hilton stał się miejscem mało uczęszczanym. Teraz jednak następuje jedna dość ważna zmiana w regulaminie. Mianowicie zdobywane w turniejach punkty można w zasadzie od razu wymieniać na gotówkę w kasie. Jest to na pewno poprawa warunków, bo zamiast kumulacji kasy przez dłuższy okres można ją mieć w kieszeni od razu. Oczywiście jest też opcja zamiany punktów na wpisowe do finału miesiąca, który obecnie kosztuje 1.000+100 złotych.

Zostawmy na chwilę Olympica i spójrzmy, co oferuje nam kasyno w Hyatcie. Trwający prawie dwa miesiące cykl z turniejami po 50 i 100 zł (choć biorąc pod uwagę fakt, że jest możliwość wzięcia jednego rebuya to są to bardziej turnieje za 100 i 200 zł), w bardzo dobrej strukturze (po rebuyu gracz ma 10.000 żetonów i 30-minutowe blindy), z finałem za 500+50 zł na koniec czerwca. Każdy gracz ma prawo po wygranej udać się do kasy i wypłacić pieniądze (po odjęciu zaliczki na podatek) lub przeznaczyć swoją wygraną na opłacenie kolejnych turniejów w kasynie. Dodatkowo Casinos Poland zakłada teraz każdemu graczowi osobistą „kartotekę” z jego wydatkami na wpisowe i wygranymi turniejowymi, co umożliwi na koniec czerwca, po turnieju finałowym, rozliczenie każdego gracza. Tak więc wygrywający gracze zapłacą podatek tylko od swoich zysków, a nie od wszystkich wygranych, co jest niewątpliwie dużym plusem.

Skąd więc te niezdrowe emocje u części zawodników? Wiadomo – ustawa wprowadziła chory, nienaturalnie wręcz duży podatek od wygranych w wysokości 25%. W jednym z komentarzy pod newsem mój redakcyjny kolega Góral (który chyba zna się trochę na finansach) rozpisał Czytelnikom, dlaczego gra live w kasynach się nie opłaca i że jest to ewidentnie EV-. Powiem szczerze, że połowy z tego, co on tam napisał to kompletnie nie zrozumiałem, a pewnie nawet jakbym zrozumiał to nie kumam niestety podejścia w stylu „nie grajmy w kasynach w ramach protestu”. Z jednym się zgadzam w 100% - tak wysoki podatek to złodziejstwo w biały dzień, tym bardziej, że do tej pory pokerzyści od swych wygranych żadnego podatku w kasynach nie płacili (płacony jedynie był oczywiście rake), więc teraz ciężko jest się nam wszystkim do tego przyzwyczaić. Ale nie grać na znak protestu? Przeciwko komu niby ten protest? Wątpię, żeby miał być on wymierzony w polskie kasyna, bo co one w sumie są winne? Więc przeciwko komu? Polskiemu rządowi? To chyba jedyne rozsądne wytłumaczenie, ale ja się pytam – a co to kogo w naszym rządzie obchodzi? Czy ci nawołujący do bojkotu gry w kasynach uważają może, że któryś z polityków przejmie się tym, że kilku zapaleńców pokera nie pojawi się w kasynie? Czy minister finansów albo premier będą sprawdzali czy przypadkiem chorymi zapisami w ustawie nie wyrządzili krzywdy polskim pokerzystom albo nawet polskim kasynom? Gdyby tak było to nie byłoby tej debilnej ustawy. Teraz musimy nauczyć się z nią żyć (przynajmniej do momentu jakiś zmian, ale te mogą nadejść za czas nieokreślony lub nie nadejdą wcale) i korzystać z tego, co dają nam kasyna. Uważam oczywiście, że w obecnych warunkach nie mamy co marzyć o kolejnych turniejach EPT czy Unibet Open w Polsce, ale żeby od razu bojkotować wszystkie turnieje? A jaką mamy alternatywę do gry live? Trzy czy cztery kluby pokerowe w kraju, które i tak cały czas działają na granicy opłacalności, a właściciele codziennie obawiają się kolejnych nalotów smutnych panów ze Służby Celnej?

Oczywiście marzy mi się model czeski czy austriacki – profesjonalne kluby stricte pokerowe, wysoka frekwencja na turniejach i wielkie festiwale organizowane przynajmniej raz na miesiąc. Ale wiadomą rzeczą jest, że to nam na razie nie grozi i musimy bardziej martwić się o to, czy będziemy mieli w ogóle gdzie grać. Załóżmy bowiem, że w tej chwili wszyscy olewamy grę w kasynach i nie chodzimy na żadne organizowane tam turnieje. Skutkiem tego będzie zapewne wycofanie pokera z oferty kasynowej (a każdy dobrze wie, że i tak poker w kasynie nie był nigdy sprawą specjalnie dochodową, więc jest to dość prawdopodobny scenariusz). Gramy więc we wspomnianych przeze mnie kilku klubach, w pubach czy piwnicach, gdy nagle komuś „na górze” przychodzi do głowy genialny pomysł, żeby polskim pokerzystom jeszcze trochę życie uprzykrzyć i w owych miejscach zaczynają się kontrole Służby Celnej albo naloty Policji. Kluby oczywiście natychmiast się zamykają (przykłady tego już w Polsce mieliśmy) i wszyscy, którzy mają ochotę na pokera na żywo nagle budzą się z ręką w nocniku, bo nie mają gdzie grać. Możliwe? Jak najbardziej! Co wtedy zrobimy? Będziemy błagać wtedy kasyna, żeby ponownie wzięły się za pokera? Zapytam wprost – jak fakt bojkotowania kasyn ma wpłynąć na poprawę obecnej sytuacji?? Zanim zaczniemy marudzić, że podatek za wysoki, że EV-, że się nie opłaca itd. to pomyślmy o tym, że turniej pokera na żywo to coś więcej niż tylko rywalizacja przy stoliku. To również możliwość spotkania się z kumplami, pogadania o pierdołach, wypicia drinka (albo nawet wielu drinków…) i miłego spędzenia czasu przy pokerze. Jeśli mamy wszystko przeliczać na pieniądze to lepiej idźmy wszyscy do roboty do fabryki skręcać śrubokręty – tam co miesiąc pensję każdy dostanie. A że beznadziejną i nie będzie funu z wykonywanej roboty to już inna sprawa…

Naprawdę uważam, że starania warszawskich kasyn to duży krok w kierunku powrotu do normalności. Przecież jeszcze na początku roku każdy z nas mógł tylko pomarzyć o legalnej grze, bo przepisy ustawy mówiły choćby o takich wymogach jak zgłoszenie listy graczy na 30 dni przez rozegraniem turnieju, wysokiej opłacie jednorazowej od kasyna za organizację eventu czy innych kompletnych bzdurach, których fizycznie nawet nie dało się wykonać. Teraz mamy już to, co mamy, a za chwilę może się okazać, że do kasyn wrócą również gry cash (już jest to po cichu zapowiadane), potem być może czekają nas następne ustępstwa ze strony Ministerstwa Finansów wywalczone przez kasyna. I jak mawiał trener Leo B. – „krok po kroku” dojdziemy do tego co chcemy. Ostatnie wydarzenia pokazują, że kasyna chcą nam pomóc i nie można tego lekceważyć.

Nie nawołuję tutaj oczywiście do zaprzestania gry w „naszych” klubach. Wręcz przeciwnie! Uważam, że wszystkim właścicielom klubów pokerowych, którzy działają i – co by nie mówić – nadstawiają karku, żeby grupki pokerowych świrów mogły regularnie pograć w turniejach live, należy się ogromny szacunek za ich pracę i poświęcenie. I chyba również za odwagę, bo łatwo to oni nie mają. Jestem stałym bywalcem obu warszawskich pokerowych „gralni” i wiem, że kokosy z tego prawie żadne, dogodzić każdemu ciężko, a na plecach odpowiedzialność ciąży spora. Podobnie jest przecież w Poznaniu, Krakowie i innych miastach, gdzie takie kluby działają. Tym bardziej respekt za to, że chłopakom nadal się chce i mają do tego cały czas zapał i chęci. Życzę im, żeby nadal się nie poddawali i robili tak dobrą robotę jak dotychczas!

 

PFPS I PZP – GDZIE JESTEŚCIE??

W tym miejscu trzeba sobie zadać niesamowicie ważne pytanie – gdzie są te nasze słynne pokerowe federacje i co robią, żeby nam pomóc w życiu? Gdzie spełnienie wszystkich obietnic przedwyborczych sprzed zjazdu PFPS i tych składanych w chwili powstawania PZP? Dlaczego nadal żadna z pokerowych organizacji nie zrobiła nic, żeby sytuacja pokera w Polsce choć odrobinę się polepszyła? Przypomnijmy sobie w skrócie jak to było…

Gdy w naszym kraju powstawała z inicjatywy Michała Wiśniewskiego Polska Federacja Pokera Sportowego cały nasz światek miał nadzieję, że wreszcie ktoś weźmie się za poprawę słabego wizerunku pokera w dość zaściankowej Polsce. Mit Wielkiego Szu i wszystkich złych skojarzeń z tego wynikających wisiał nad nami niczym miecz Damoklesa. Michał podjął się więc bardzo niewdzięcznego zadania. Musiał przekonać tych, którzy o pokerze nie wiedzieli nic, że texas holdem to nie gra dla bandytów, że to gra inteligencji i umiejętności, a gracze to nie oszuści i kanciarze wyciągający karty z rękawów. Rzeczywistość przerosła chyba jednak samego pomysłodawcę, bo nie spodziewał się on raczej, że pierwszy cios spadnie na niego od tyłu, czyli w plecy. Jego „dziecko”, którym była Federacja zostało mu bowiem w dość dziwny sposób odebrane podczas grudniowych wyborów do władz PFPS, w których większość głosów zdobył u uczestników zjazdu Paweł Abramczuk. Nie będę już wracał do tej sytuacji, bo w jednym z poprzednich moich blogów opisałem ją dość dokładnie. Powiem tylko, że w kręgach dużych korporacji nazywa się to chyba „hostile takeover” czyli „wrogie przejęcie”. Według mnie właśnie taka sytuacja miała miejsce na zjeździe. W grę nie wchodził oczywiście wykup akcji tylko działania „promocyjno-marketingowe” mające na celu zdobycie głosów potrzebnych do zwycięstwa, ale ostatecznie – jak śpiewała kiedyś Budka Suflera – „to nie tak miało być, zupełnie nie tak”… Stało się, opcja „promichałowa” z kandydatem Janim na czele w wyborach przepadła z kretesem, a rządy w swoje ręce przejął Paweł Abramczuk, który co prawda był również prezesem i przed wyborami to jednak do tej pory liczył się ze zdaniem założyciela PFPS, bo w świecie pokera był człowiekiem mało znanym i nieobytym (pomimo całego swojego doświadczenia z kierowania Stowarzyszeniem Gier Popularnych Mariasz). Jednak okazało się, że obu panom było wkrótce już „nie po drodze” i skończyło się tak jak się skończyło. Michał w odpowiedzi na taki rozwój wypadków założył więc kolejną organizację – Polski Związek Pokera. Cele nowej organizacji były oczywiście takie same jak PFPS, jednak inny miał być sposób ich osiągnięcia. W ten sposób dorobiliśmy się w kraju dwóch pokerowych organizacji. Polscy gracze na początku pewnie trochę zgłupieli (po co nam dwa identyczne w założeniu twory prawne??), ale potem czekali na to, co która z instytucji pokaże i która z nich jako pierwsza wykaże się skutecznością w walce ze zbliżającą się nieuchronnie ustawą zafundowaną nam przez rząd.

Paweł AbramczukPierwszy ruch wykonał Michał w imieniu… PFPS!! Skierowana do Ministra Finansów na ręce posła Halickiego interpelacja zaczęła być przygotowywana jeszcze przez wyborami do PFPS, gdy „Wiśnia” był jeszcze jej wiceprezesem. Na odpowiedź trzeba było czekać prawie dwa miesiące, a jak już przyszła to w swej treści była mniej więcej taka: weźcie nam dajcie święty spokój, my tu mamy ważniejsze sprawy na głowie. Innymi słowy – według MF poker to gra szczęścia i jako taka jest grą hazardową. Koniec, kropka. Co zrobiła z tym PFPS? No oczywiście napisała kontrpismo, w którym stało jak wół, że – tu pozwolę sobie na własną interpretację tego pisma - minister jest głupi, nie umie czytać, przepisów nie zna, a gra losową jest również piłka nożna, bo po boisku biega przypadkowy sędzia wypaczający często wyniki… Matko i córko, większych pierdół nie czytałem jak żyję na tym świecie 37 lat!! Nawet się jakoś specjalnie nie dziwię, że do dzisiaj żadna odpowiedź z MF do Federacji nie trafiła (a nie trafiła na pewno, bo prezes Abramczuk na pewno pochwaliłby się swoimi działaniami na rzecz poprawy sytuacji pokera w Polsce mediom, czyli pokerowym portalom). W tym samym czasie PZP również nijak się na razie nie pokazał szerszej publice, bo choć pomysłów jest sporo to na razie do ich realizacji jest na pewno dalej niż bliżej. Moim zdaniem cała ta sytuacja z PFPS mimo wszystko mocno zniechęciła Michała do bardziej spektakularnych działań i chyba będzie musiał nabrać „świeżości” zanim ponownie podejmie się niewdzięcznego zadania jakim jest działanie na rzecz pokera w Polsce. I wcale nie jest powiedziane, że mu się znowu zechce… Ciężko więc w zasadzie póki co oceniać Związek, bo na razie zwyczajnie nic się tam nie dzieje, chociaż od założenia organizacji minął już kwartał.

PFPS bryluje za to na polu organizacji polskim pokerzystom freerolli. Szumnie nazywane Pucharem Polski i Mistrzostwami Polski cykle, sponsorowane przez dwa poker roomy, mają ponoć nawet na celu wyłonienie polskiej kadry narodowej w pokera!! Co ta kadra ma robić, z kim i gdzie grać nie jest już nigdzie powiedziane, ale ważne, że będzie! A co!! Inna sprawa to jaki poziom czysto sportowy będzie prezentować kadra wyłoniona z grona początkujących freerollowców (nic nikomu nie ujmując)? I co, na WSOP czy EPT ich się wyśle? Znam kilku graczy, którzy chyba bardziej zasługują na taki zaszczyt… Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – cykle te organizowane są jedynie po to, aby sponsorom przyciągnąć na softy nowych graczy (wiadomo – rake), a Federacji nowych członków (wiadomo – składki). Jest to oczywiście jak najbardziej normalne podejście ze strony poker roomów, ale już niekoniecznie ze strony Federacji, która jak na mój gust członków powinna jednak szukać w trochę inny sposób. Jednak moje największe zaciekawienie wzbudził wywiad, którego dla Pokertexas jakiś czas temu udzielił Paweł Abramczuk przy okazji ogłaszania imprezy pod nazwą Puchar Polski. Mianowicie na pytanie „Dlaczego sponsorem Pucharu Polski został właśnie ten, a nie inny poker room?” (z premedytacją pomijam nazwę firmy, bo nie jest ona tutaj ważna) padła odpowiedź mniej więcej taka: „Nasze warunki były jasne, my dajemy organizację, a firma daje pieniądze. Ten poker room na nasze warunki się zgodził i nie było rozmów z innymi firmami”. Hmmmm… Może ja się nie znam za bardzo na biznesie i nie pokończyłem znanych uniwersytetów na kierunku marketingu, ale na mój prosty, chłopski rozum to coś tu śmierdzi! Jeśli ktoś organizuje tak dużą imprezę, która ma trwać ponoć przez 10 miesięcy, to nie jest nawet zainteresowany ofertami innych firm?? A kto powiedział, że to właśnie wybrany room zaoferował Federacji najlepsze warunki? Skąd wiadomo, że inny room nie dałby o wiele więcej? Dlaczego nie odbył się jakiś konkurs ofert (bo przetarg to może za duże słowo)? Dlaczego nie zostało to zrobione w cywilizowany sposób, na przykład „chcemy zrobić Puchar Polski, tu jest nasza propozycja całego cyklu, my dajemy od siebie to i to, nasze pytanie brzmi, co wy możecie dać nam”? Firmy obrabiają takie zapytanie ze strony PFPS od swojej strony, patrzą czy im się to opłaca, składają swoje propozycje, na koniec Zarząd otwiera koperty z ofertami i wybiera z nich tę najlepszą finansowo, bo na 99,9% ta propozycja byłaby po prostu najlepsza dla samych startujących zawodników (bo nadal łudzę się, że to o ich dobro najbardziej tutaj chodzi…). Proste? A tak to powiem szczerze, że jak przeczytałem ten wywiad to zapachniało mi tu działaniami zakulisowo-podstołowymi w starym, dobrym, komunistycznym stylu „ja tobie to, a ty mi tamto”. Jak było naprawdę pewnie się nie dowiemy, ale według mnie pewien smród jednak pozostał…

Reasumując – mamy dwie organizacje pokerowe: jedna „stara” udaje, że coś robi robiąc tak naprawdę niewiele, druga „nowa” nawet robić czegokolwiek na dobre nie zaczęła, bo jeszcze załatwia formalności z rejestracją. Poker od czasu powstania tej pierwszej w naszym kraju więcej stracił niż zyskał, Polacy nadal uważają, że poker to zło i patologia, bo tak im ktoś powiedział w telewizji, weszła ustawa, której nikt się nie przeciwstawił, a która urwała nam wszystkim jaja, kolejne rządowe projekty są w fazie produkcji (wciąż przecież nie wiadomo co stanie się z e-gamblingiem, w tym pokerem online) i ogólnie to wszystkim nam bardziej jest do płaczu niż do śmiechu.

 

TROCHĘ POZYTYWÓW

Po tym dość długim marudzeniu o niedolach polskich graczy pora napisać coś weselszego w treści. Po pierwsze to w ostatni czwartek rozpoczął się Betfair Poker Ibiza Team Challenge, czyli drużynowy turniej dla polskich graczy o wyjazd na turniej na słoneczną wyspę. Na starcie stanęło aż 49 drużyn, a więc walka w tym ciekawym sprawdzianie zapowiada się bardzo interesująco. Również Pokertexas wystawił swoją reprezentację w składzie Pawcio, Sadam oraz ja i jako „Patologia Team” chcemy zawojować najpierw sam challenge, a potem już turniej na Ibizie. Co prawda start mieliśmy nienajlepszy i pierwszy turniej skończyliśmy bez choćby punkcika, ale w myśl reguły „ostatni będą pierwszymi” mamy nadzieję na skuteczne występy w dalszych odsłonach cyklu. Będziemy twardzi jak żelki z „Biedronki”!

 Z kolei w najbliższy weekend w warszawskim After Darku odbędzie się bardzo ciekawy event z wpisowym 700+50 złotych. Turniej zaczyna się w sobotę o godzinie 16, na start zawodnicy dostaną 10.000 żetonów, a blindy zmieniać się będą co 60 minut. Cap ustalono na 100 osób, więc na pewno każdy chętny w turnieju zagra. Szansą na zdobycie wejściówki będzie również piątkowa satelita za 50 zł z rebuyami. Miejmy nadzieję, że impreza będzie równie udana jak choćby lutowy Jack Daniels Poker Cup III, gdzie rywalizacja była naprawdę na bardzo wysokim poziomie. No i oby turniej zakończył się tak samo jak ten w lutym!! Nie miałbym nic przeciwko temu!!

 

KĄCIK KINOMANIAKA

Dziś o sporcie pisał nie będę, bo szczerze mówiąc nie mam ochoty. Bo o czym tu pisać? Manchester United przegrał tytuł w Anglii o jeden punkt, Legia w żenującym stylu przegrała z Wisłą, a Pudzian i Mamed wygrali swoje walki (tak, wiem – Mamed zremisował) chyba tylko dlatego, że odbywały się w Katowicach. Robert Kubica zdobył kolejne punkty w F1, ale też szału nie było. Więc zajmę się dzisiaj dłużej filmami, które wkrótce wejdą na ekrany kin.

Pierwsza propozycja to oczywiście najnowszy film Ridleya Scotta „Robin Hood” z Russelem Crowe w roli głównej. Ten duet dał nam już jedno arcydzieło filmowe w postaci „Gladiatora” i szczerze mówiąc mam nadzieję, że i teraz nie zawiodę się na tych twórcach. Kim dla kina jest Ridley Scott chyba nie trzeba mówić. Wystarczy przypomnieć tylko kilka tytułów, które wyszły spod jego ręki – kultowy „Łowca androidów”, legendarna pierwsza część „Obcego”, genialny „Helikopter w ogniu”, trochę mniej znany, ale niezwykle poruszający „Sztorm”, widowiskowe „Królestwo niebieskie” czy ostatnie „American Gangster” i „W sieci kłamstw”. Co film to kolejne zachwyty, ogromne widownie na całym świecie i niezapomniane kreacje aktorów, którzy dostąpili zaszczytu pracy z Mistrzem. Czy w tej sytuacji „Robin Hood” może być filmem złym lub nieudanym? Osobiście wątpię! Oczywiście każdy ma w pamięci Robina zagranego przez Kevina Costnera lub słynny w latach 80’ serial telewizyjny z Michaelem Preadem w roli głównej i fantastyczną muzyką zespołu Clannad, ale założę się, że nowe dzieło Scotta nawet najbardziej wybrednych fanów kina zadowoli. Poniżej pełen akcji trailer filmu. Premiera już w najbliższy piątek!

Kolejna propozycja to zupełnie inny w stylu obraz kolejnego kultowego twórcy. O tym, że Roberto Rodriguez jest - podobnie jak jego przyjaciel Quentin Tarantino - pewnego rodzaju świrem nikogo nie trzeba chyba przekonywać. Jego filmy zazwyczaj dalekie są od kanonów obowiązujących we współczesnym kinie i zawsze czymś zaskakują. Wystarczy przypomnieć tak znane obrazy jak „Desperado”, „Od zmierzchu do świtu” czy „Sin City”. Nowym filmem tego reżysera jest „Machete”, historia zdradzonego agenta federalnego, który pragnie zemsty. Temat niby stary i oklepany, ale w wykonaniu Rodrigueza przedstawiony w niebanalnej formie inspirowanej kiczowatymi filmami akcji klasy C z lat 70’ i 80’. Do tego niesamowita obsada, m. in. Michelle Rodriguez, Jessica Alba, Robert de Niro, Don Johnson i Steven Seagal (cóż za zestawienie!!), a w roli głównej najbardziej charakterystyczna twarz Hollywoodu Danny Trejo - aktor znany już od dawna z dziesiątek ról filmowych, ale chyba nigdy nie nagrodzony za swą pracę taką dużą rolą u tak znanego reżysera. Trailer filmu jest naprawdę niezwykły!

Ostatni film, który chcę dziś zaproponować to najnowszy obraz Christophera Nolana, według mnie reżysera z wielką przyszłością, który już teraz zajmuje wysokie miejsce na liście gorących twórców w Hollywood, ale myślę, że jego czas dopiero na dobre nadejdzie. Mimo niewielkiego dorobku filmowego Nolan może pochwalić się już m.in. niesamowitym filmem „Memento” z Guy’em Pearcem, bardzo mroczną „Bezsennością” z Alem Pacino i Robinem Williamem oraz dwoma genialnymi częściami przygód Batmana z całą plejadą gwiazd. Jego najnowszy film to dzieło, które przypomina mi trochę pierwszą część „Matrixa”. „Inception” – bo o tym filmie mowa – to historia naukowca, który umożliwia ingerowanie w ludzki umysł za pomocą nowoczesnej technologii, w tym również wprowadzanie danych, przeglądanie myśli i zdobywanie informacji. W roli głównej gra Leonardo DiCaprio, aktor kiedyś przeze mnie zwyczajnie nie lubiany za swoje „cukierkowe” występy, ale ostatnio coraz bardziej zdobywający u mnie wysoką pozycję po kilku naprawdę świetnych rolach („Złap mnie, jeśli potrafisz”, „Infiltracja”, „Krwawy diament”, „W sieci kłamstw” czy choćby niesamowita „Wyspa tajemnic”). Sam trailer jest tak zakręcony, że spodziewam się niezłego odjazdu podczas oglądania filmu.

Dodaj artykuł do:
Ocena:
Oceń:

Poprzednie wpisy w tym blogu

Zemsta Kapicy

14.11.11
Dziś będzie trochę mniej o pokerze, zajmę się za to sprawami społeczno-politycznymi, które w jakimś sensie nas, pokerzystów, dotykają ostatnio najmocniej....

czytaj więcej » 44

Hello! To znowu ja!

07.11.11
Pogmatwane są moje blogerskie losy. Po różnych perypetiach postanowiłem po dłuższym namyśle wrócić ponownie na łamy Pokertexas z moimi tekstami, bo jakoś nie...

czytaj więcej » 55

Dobra passa trwa!

24.04.11
DSO W LLORET DE MAR – DOBRA GRA, SŁABY WYNIK W poprzednim blogu zapowiadałem kilka wyjazdów na turnieje w Europie. Pierwszym z moich zaplanowanych pokerowych...

czytaj więcej » 64

Duży sukces w After Darku

21.03.11
FERIE W ZAKOPANEM Zacznijmy jednak od początku. Ostatnio zapowiadałem swój familijny wyjazd do zimowej stolicy Polski na ferie. Wyjazd z rodziną nie zdarza mi się...

czytaj więcej » 40

W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400

Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »

Komentarze (55)

Ocena:
Oceń:

Kaniponk 12.05.2010 23:30

Wlasnie pykam turek na PS za 2.2 – to moj poziom, a moj rodziciel udowadnia mi ze lamie prawo =]

Po przeczytaniu tego arta, komentarzach ponizej i argumentach mojego rodziciela, juz wiem ze zmarnuje swoj glos w wyborach prezydenckich na “szalonego” Mike’a Korwina. On jako zawodowy brydzysta i do bólu racjonalna osoba, powinien mi (i innym pokerzystom) pomóc wyjsc z “podziemnia”. Go go mike ;]



PS.

JD zajebiaszczy blog :]



Ocena:
Oceń:

Stanko 12.05.2010 00:38

Dla mnie też bez różnicy. weźmy taki turniej w hyacie zakładając roi 100%. Turniej zaczyna się o 19, powiedzmy że o 17 trzeba się na niego zacząć szykować, średnio trwa jakieś 5h. Daje to łącznie 7h i 100zł zysku. Dlatego zawsze live się bawię bo samo wyjście na granie live jest dla mnie ev- ponieważ w tym czasie więcej zarobiłbym grając w necie. ALe dla przyjemności można pograć i o ile ten podatek nie wymaga załatwiania czegokolwiek to chętnie wpadnę:)



Ocena:
Oceń:

Arystotelesss 11.05.2010 23:52

Jack i tak zawsze byl EV- wiec dla niego to i tak bez roznicy



Ocena:
Oceń:

superdonk 11.05.2010 22:24

di caprio nie gra naukowca, baranie tylko “zlodzieja snow”. zanim zaczniesz swoje wypociny moze lepiej sprawdz…



Ocena:
Oceń:

JackDaniels 11.05.2010 16:44

Shywater, doskonały wpis :) Sam powinieneś zacząć pisać bloga :)



Ocena:
Oceń:

kaczor 11.05.2010 16:04

szyli stama bodajze w 2000 na ME w belgii i holandii… dobry motyw to byl!



Ocena:
Oceń:

shywater 11.05.2010 15:29

Zbierałem się zbierałem i w końcu postanowiłem że i ja dorzucę swoje skromne trzy grosze.



Na początek mała złośliwostka , spostrzeżenie – ten blog ukazuje się już w trzeciej odsłonie można powiedzieć i zauważyłem że na portalach pokerowych (obydwóch) nie żegna się autorów blogów nawet półsłówkiem (powitania też są rzadkością :)).



PRZYPOWIEŚĆ NR 1



Oglądam sobie tvn 24 kawałek czasu temu, reportaż z terenu można powiedzieć, pola, lasy, jeziora ładnie nawet (jezioro bodajże Otmuchowskie mniejsza z tym zresztą), na polu stoi ciągnik, na ciągniku siedzi rolnik.

Facet jakich tysiące w naszym kraju – za to z dość oryginalnym problemem, mianowicie te jeziora wokół są stacją przeładunkową wędrownego ptactwa z całej Europy, w tym wielotysięcznych stad kaczek bodajże. Kaczki sprytne bestie wykumały że w okresie wiosennym na okolicznych polach leży masa dobrej szamy w postaci wysypywanego podczas obsiewania ziarna, co powoduje że praca tego rolnika jest iście syzyfowym zadaniem, tzn co on zasieje to one szybko wcinają.

Rolnik opowiada że przeciwdziałać kaczkom metodami nazwijmy to doraźnymi nie może bo to zwierzątka chronione, i nawet by nie chciał – chciał by tylko dostawać od Skarbu Państwa odszkodowanie za straty a nie dostaje go ponieważ polski ustawodawca nie przewidział w ustawie szkodliwej działalności tego ptactwa i nie ma go na liście zwierzątek których szkodliwe działania państwo refunduje.

Mądrość wędrownych kaczek okazuje się znaczna jak nieskończona jest mądrość matki natury, mianowicie stołują się one tylko na tych okolicznych polach gdzie nie używa się zbyt dużej ilości środków chemicznych, stają się one swoistymi opierzonymi papierkami lakmusowymi jakości produkowanej na polach żywności i co najważniejsze przekazują sobie tą wiedzę w kaczych rodach

z pokolenia na pokolenie.

Skąd wiem o przekazywanej w tych kaczych rodzinach prawdzie o warunkach dobrego stołowania się?

Wiem mianowicie stąd ze podczas w wywiadu z wyżej wymienionym rolnikiem, następuje w pewnym momencie przebitka i na ekranie widzimy pola, lasy, jeziora ładne nawet, na polu stoi ciągnik, na ciągniku siedzi rolnik – i jest to dokładnie ten sam rzeczony nasz bohater tyle że dokładnie DZIESIĘĆ lat wcześniej, ma co prawda inaczej przystrzyżony zarost ale opowiada dziennikarzowi dokładnie tą samą historię o traumie związaną z kaczkami.

Rolnik jak i jego okoliczni koledzy dokładnie od 10 lat piszą listy , petycje, prośby w swojej sprawie, rzeczywistość wokół nich znalazła się w Unii Europejskiej, oni znaleźli się tam wraz nią.

I co ? I nic.

Gwoli kronikarskiego obowiązku uzupełniam przypowieść o informację iż ludzie ci nie dostawaliby nawet pieniędzy od państwa polskiego tylko ze specjalnego funduszu unijnego który przewiduje odszkodowania za tego typu sytuacje i specjalnie w tym celu został stworzony, żeby jednak polski rolnik mógł z tego dobra skorzystać polski prawodawca musiałby w sposób dość nieskomplikowany dostosować do tego ustawę – niestety jak pokazuje życie granica niemożności jest barierą nie do przebicia, kwa kwa po prostu.



Co to ma wspólnego z pokerem, ano ma , przypowieść można by łatwo dostosować do naszych pokerowych polskich realiów w wielu jej elementach. Jesteśmy troszkę grupowo i pojedynczo jak rolnik na tym polu i to muszę powiedzieć bardzo mnie martwi.



Boję się tego prawnego marazmu, który z każdym dniem koroduje środowisko pokerowe bo esencją

tego sportu jest gra live i to zarówno w wydaniu turniejowym jak i wersji cash. Obecna ustawa bardzo niweluje możliwość napływu nowych graczy do środowiska, a bez napływu nowych graczy nie będzie nowych Żelików, Górali itd.

Ja jestem rocznikiem z 81 i obserwując warszawską sceną mogę z pewną dozą pewności powiedzieć że w 60-70 % procentach tworzą ją koledzy z roczników lat osiemdziesiątych i młodsi.

Mam takie socjologiczne że tak powiem spostrzeżenie że dla wielu z nas ten prawny gniot zwany ustawą hazardową był pierwszą tak dojmującą konfrontacją z systemem prawnym naszego kraju, dla wielu młodszych kolegów jest to jedno z pierwszych doświadczeń życiowych w których w ich rzeczywistość tak mocno zaingerowała ignorancja armii biurewek a zły dotyk boli przecież przez całe życie.

Warto tą lekcję zapamiętać szczególnie jak się komuś po nocy grindowania nie będzie chciało wstać na wybory zarówno te parlamentarne jak i te samorządowe. Może to patetycznie zabrzmiało ale przekaz jest jasny pozostawiając sprawy same sobie , na każdym etapie życia będą się pojawiały różne kapice w mundurze , w kitlu, nawet w szlafroku we własnym łóżku, bez silnej i mocno wspartej przez środowisko działającej na transparentnych zasadach organizacji branżowej nie zdziałamy nic.

Uważam za dość żenujący fakt że chcąc przeciwdziałać przeciwko złemu prawu narzuconemu przez państwo w naszych organizacjach środowiskowych (już dwóch), sami popełniamy błędy które nas w działaniach tego państwa mówiąc z inteligencka wkurwiają (ja się nawet do tej pierwszej zapisałem, znaczek mam ale nigdy nie dostałem potwierdzenia przyjęcia nawet na maila, szczerze powiedziawszy to nie dostałem nigdy żadnego info od organizacji o czymkolwiek, skupiłem się na innych polach i aktualnie zagubionym jeleniem jestem w temacie organizacyjnym liżę sól w zimie po prostu i byłbym zobowiązany jakby jakaś organizacja zechciała podać mi dłoń i pozwoliła przynajmniej opłacać składki – mógłbym, naprawdę mógłbym napisać co myślę w bardziej dosadny sposób ale mamy tworzyć nie burzyć więc będę się mocno starał o ponowne przyjęcie do którejkolwiek instytucji, chodź chyba nie tak to powinno wyglądać).



Z takich bardzo konkretnych zagadnień – to ja osobiście nie rozumiem polityki roomów internetowych w sprawie ustawy , niech mi ktoś prostemu człowiekowi wytłumaczy, ta ustawa dobra jest dla nich czy zła, jeśli zła dla przykładu to dlaczego nie słychać o jakiś zorganizowanych działaniach i wspólnym froncie roomów działających na polskim rynku? Czyżbym nie zauważył jakiegoś jasnego przekazu? Dlaczego te roomy nie wsparły grupowo którejkolwiek z federacji?



Chciałbym też postawić publicznie takie pytanie może ktoś z federacji jednej bądź drugiej odpowie – opinii autora bloga tez jestem ciekawy – ja rozumiem że jeśli pod egidą federacji będzie w przyszłości organizowany turniej w jakimkolwiek warszawskim kasynie gdzie równocześnie obok funkcjonować będą wszelakie gry kasynowe to będzie jasna informacja od prowadzącego turniej

tournament directora przykładowo, że uczestnicy turniejów nie powinni brać w nich udziału bo jesteśmy tu na turnieju pokerowym. Głupia i naiwna kwestia ? Ja tak nie uważam – jeśli traktujemy poważnie hasło że poker to nie hazard – to głośno i oficjalnie odcinajmy się od tego typu rozrywek (oczywiście że każdy ma wolna wolę i własny rozum) – brak pewnych jednoznacznych stanowisk jest zwykłą hipokryzją .



Kończąc ten wątek chciałbym jeszcze wspomnieć o jednej kwestii której zupełnie nie rozumiem, miałem przyjemność poznać osobiście m.in. zarówno Michała W. jak i Janiego a są oni i słusznie wymieniani w gronie ludzi starających się coś dla środowiska zrobić, i obydwaj są to ludzie z szerokimi horyzontami myślowymi co więcej generalnie przykładowo w środowisku warszawskim (a podejrzewam że podobnie jest w innych miastach) jest bardzo wielu ludzi z naprawdę dużym potencjałem intelektualnym który objawiają na polach nie tylko pokerowych – za cholerę nie widać

masowego wykorzystania tego potencjału zasobów ludzkich w zaprzęgnięciu do pracy na rzecz zmiany sytuacji pokera w Polsce. Naprawdę pod względem human resources jest to jedno z najciekawszych środowisk jakie kiedykolwiek widziałem, jeśli państwo managerowie z pokeroomów tego nie wykorzystają to sami sobie strzelą w stopę czy w serwer (chodź dalej naprawdę nie wiem co oni o tej ustawie myślą).



PRZYPOWIEŚĆ NR 2 SRACZKA PO TRUSKAWKACH



Śledząc niejako z przymusu wydarzenia w polskim futbolu od wielu już lat uważam że potrzebuje on rewolucji co najmniej tak doniosłej jak fantastyczna idea depilowania cipek przez większość kobiet zamieszkujących naszą planetę, idea ta nastała szczęśliwie w czasach w których żyjemy a że do Polski wiele trendów ma złośliwy zwyczaj przychodzenia z pewnym opóźnieniem, to cipki rodaczek są już w porządku, natomiast piłkarstwo polskie jako takie nadal wyczekuje przełomu.



Obejrzałem sobie ostatnio spotkanie Legia Warszawa – Wisła Kraków i wprowadziło ono mój zwichrowany umysł w stan nazwałbym to , dyskomfortem tak dokładnie nazwijmy to tak.

Nie umiem mianowicie zrozumieć dlaczego ludzie , polscy majętni biznesmeni odnoszący olbrzymie sukcesy na polu biznesowym, liderzy swoich branż nie są w stanie zatrudniać w swoich drużynach piłkarskich ludzi którzy tak rażąco nie odbiegaliby od zarówno zachodnioeuropejskich jak i wschodnioeuropejskich (tak dokładnie tak zarówno ukraińskich jak i rosyjskich) standardów kopania skórzanej piłki.

Gdyby Walter w życiu biznesowym dawał się wodzić za nos tak jak rolują go kolejni managerowie (zaciąg brazylijski , zaciąg hiszpański), to zamiast posiadać imperium medialne posiadałby radionadajnik dzięki któremu po pijaku, wchodziłby na częstotliwości radiowe swoich sąsiadów ostrzegając ich przed nalotami bombowymi siedząc na piaskownicy pod blokiem,.

To samo tyczy się potężnego developera Wojciechowskiego (to akurat sponsor mojej drużyny w niczym nie lepszy pod pewnymi względami), albo niejakiego Solorza właściciela rewelacyjnego teamu Śląska Wrocław, drużyny w tym roku powalającej poziomem (Cupiała chwilowo zostawię w spokoju – choć kto się ze mną założy że jak na początku drugiej połowy nie trafił w puściutką bramkę z dwóch metrów Boguski to Cupiała żonka musiała go solidnie walnąć w plecy bo sobotnie drugie stanęło akurat w gardle?).



Podsumowując grę Legii Warszawa w tym widowisku (chodź nie oszukujmy się w polskim sezonie ligowym takich drużyn i takich widowisk jest naprawdę od cholery) to jakby do szatni wszedł Roman Szewczyk to by ich wszystkich rozpierdol.., nie wiem dlaczego ten Roman Szewczyk akurat mi przyszedł do głowy ale jakoś tak pojawił się w sobotnie popołudnie i został , pewno nie wszyscy wiedzą o kogo chodzi ale trudno w kwestii piłki jestem snobem i coś mam ostatnio jakieś takie nostalgie za czasami minionymi, ale o tym za chwilę.



Męczący jest ten cały polski futbol w odbiorze i meczący swą miernotą są aktorzy tych widowisk.

Nie wiem kto i dla kogo będzie przychodził na areny Euro 2012 jak już przestaną być arenami Euro 2012 tylko stadionem takiego Śląska Wrocław dla przykładu, bo duża ilość kibiców na małym stadionie, staje się małą ilością kibiców na dużym stadionie,jeśli będą przychodzić tylko ci którzy chodzą na mecze teraz, a nie będzie żadnej przyczyny dla której mieliby pojawić nowi fani.



Ostatni akapit :) , mam takie dojmujące uczucie w kwestiach futbolu który towarzyszy mi od najmłodszych lat i jest jedną z moich największych miłości życiowych, które na zachodzie Europy ludzie zamykają w zdaniu ‘‘against modern football’‘.

Może to kwestia zbliżania się do trzydziestki ale jak patrze na wspólczesny futbol w telewizji to tęsknie za Stuartem Pearcem , Franco Baresim, Paulem Gascoignem, Ericiem Cantona,Roberto Baggio,Rogerem Milla, Rudi Voellerem (kto by pomyślał że będę kiedyś tęsknił za nim), Cirio Ferrara, Dennisem Bergkampem, Franceso Redondo, Jaapem Stamem (pamięta ktoś jak podczas któryś mistrzostw bodajże szyli mu powiekę przy linii bocznej, a teraz w telewizorku przy sobocie wyskakuje mi niejaki ‘‘Pączek’‘ Iwański:)), Royem Keanem czy Zinedinem Zidanem, tęsknie za tymi graczami (i za wieloma innymi również) bo byli pełnokrwistymi ludźmi, tworzyli i opowiadali swoją grą ,swoimi osobowościami i swoim życiem legendy i widowiska i nie potrzebowali do tego tony żelu , tony hajsu, metroseksualnosci czy tatuażu srającej małpy który sobie ostatnio sprawił Arti Boruc. Coraz mniej jest piłkarzy symboli, coraz więcej pieniężnej prostytucji w tym sporcie, takie mam wrażenie że hajs coraz bardziej ją zmienia i to zmienia na gorsze a może się starzeje po prostu:).



Heh zdecydowanie się rozpisałem pod blogiem , przepraszam za to nadużycie to chyba jeden z dłuższych postów jaki się pod nim ukazał ale rzadko to robię , chodź czytam regularnie i bardzo dobrze że ten blog już spory przecież kawałek czasu istnieje – pozdrowienia dla Autora i wszystkich kolegów pokerzystów.



ps. zabawna sprawa bo ja funkcjonuje w środowisku pod zupełnie inna ksywką , ostatnio troszkę z niego zniknąłem z powodu problemów zdrowotnych i osobistych, serdeczna prośba o nie używanie tego drugiego pseudo tutaj jak się ktoś domyśli kim jestem (chodź i tak oczywiście nikim specjalnie znaczącym nie jestem:)).



Ocena:
Oceń:

Wdowa 11.05.2010 13:44

Wczorajszy turniej był niewątpliwym sukcesem kasyna. Pokerzyści pokazali, że brakuje im gry, a pokerroom zrobił wszystko by wyjśc nam naprzeciw. Podatek jest już traktowany, prawie, jak dochodowy, a nie obrotowy, więc warunki sa zdecydowanie korzystniejsze, nie jest to rozwiązanie idealne dla graczy, jednak w obecnym systemie optymalne i powinnismy być względnie zadowolenie, że coś ruszyło, a wątpie by bojkot cokolwiek mógł zmienić, gdyż nie jesteśmy dużą grupą i nie będzie miało to wpływu na decyzję ministerstwa.



Ocena:
Oceń:

Murphy 11.05.2010 08:56

Znałem kiedyś lekarza który powiedział jak się człowieka odpowiednio przydusi, to haust spalin, będzie wydawał mu się łykiem świeżego powietrza.



I tak jest teraz z tym co się dzieje w kasynach.



A co do gry, nie tyle nie grać w ramach protestu, co nie grać, żeby nie wspierać państwa złodziejskim podatkiem od zysków.

Poza tym jak Góral wytłumaczył mimo wszystko jest to EV- więc jaki w tym sens?



Ocena:
Oceń:

JackDaniels 11.05.2010 07:07

W poniedziałek w Hyatcie komplet – 40 osób. Na dodatek kilkanaście odeszło od kasy z kwitkiem. Ludzie sami zagłosowali nogami i pokazali czy chcą grać czy nie…



Aby dodać komentarz musisz się zalogować!

$600 PokerStars
$500 bwin
€1.000 ParadisePoker
$500 PartyPoker
$500 BetClic
€1.000 CardCasino
$400 888 Poker
€500 Unibet
$2.500 BetFair
$2.000 HeyPoker
$2.000 Poker770