Zacznę od paskudnego wydarzenia sprzed kilku dni. Sytuacja, która miała miejsce we wtorek i środę jest na tyle nieprzyjemna, że opiszę ją Wam dość szczegółowo i może w ten sposób uchronię inne osoby od padnięcia ofiarą oszusta. A więc od początku – wtorek to jak wiadomo dzień gry w Barze Alternatywnym, a więc po powrocie z Wiednia wpadłem do Clippera, bo tego dnia były imieniny Piotra i Pawła i swój udział zapowiedziało wielu solenizantów. Jak można się było spodziewać dla wielu uczestników wtorkowego baletu poker był tylko przerywnikiem pomiędzy kolejnymi wizytami przy barze i konsumpcją kolejnych porcji elementu baśniowego. Krótko mówiąc – działo się! Wraz z solenizantami w osobach Żelika i Clippera balowałem do wczesnych godzin porannych. Pobudkę miałem więc w środę dość ciężką, ale nawet mając cały czas w głowie „syndrom dnia poprzedniego” od razu po odpaleniu mojego komputera zauważyłem, że coś mi tu nie gra… Zazwyczaj codziennie rano do porannej kawy przeglądałem sobie nowe treści na portalach pokerowych i Facebooku, ale tym razem na FB nie mogłem się zalogować. Sprawdziłem więc pocztę, ale okazało się, że mój adres mailowy również mi nie działa. Szybko odzyskałem hasło do poczty, potem przy pomocy e-maila odnowiłem hasło na FB. I wtedy się zaczęło!
Okazało się, że jakaś menda włamała mi się na konto na FB i za jego pośrednictwem zaczęła wyłudzać pieniądze od moich znajomych. Oszust próbował uzyskać „pożyczki” na Full Tilt Poker lub MB. Oczywiście robił to całkowicie bez głowy, bo oprócz tego, że może zna się na oszustwach komputerowych to poza tym jest totalnym debilem, bo strzelał na chybił trafił i pytał nie tych ludzi, których powinien. Chciał też np. „pożyczyć” kasę na FTP od Maćka, managera PS w Polsce! Idiota! W każdym razie nieszczęśliwie zdarzyło się, że jednego z moich kolegów akurat „trafił” we wtorek wieczorem na całkiem wysoką sumkę. No a tego wybaczyć już temu skurwielowi nie mogę! Tym bardziej, że po kolejnych nieudanych próbach ponownie odezwał się do swojej pierwszej ofiary i chciał bezczelnie wyciągnąć kolejne pieniądze. Co za łajza!!
Oczywiście podjąłem wszelkie próby uzyskania informacji na temat tego, co się działo podczas mojej nieobecności na Facebooku, czyli od godziny 18 we wtorek do godziny 13 w środę. Rozpocząłem na FB poszukiwania kolejnych osób, do których - podszywając się pode mnie - odezwał się oszust. W tym momencie, najprawdopodobniej widząc co robię, około godziny 16 ta sama gnida ponownie włamała się na moją pocztę, potem na mojego Facebooka i… całkowicie skasowała moje konto na FB! Wniosek prosty – zaczął usuwać ślady swojej działalności. Na szczęście jest kretynem, więc zrobił to już za późno i wszystkiego, co powinienem zdążyłem się już dowiedzieć i ustalić.
Sprawa trafiła już oczywiście na Policję, rozmawiałem też kilkukrotnie z operatorem mojego konta pocztowego i administratorami Facebooka. Nie po to 13 lat pracowałem w windykacji i szukałem ludzi po najróżniejszych dziurach, żeby teraz nie znaleźć takiego gnoja. Daję Wam słowo – zdjęcie tego skurwiela z ukradzioną kasą w zębach pojawi się już wkrótce na tym blogu!! A że jest to raczej ktoś ze środowiska pokerowego to zrobię to z ogromną satysfakcją… Z tego co wiem nie tylko ja padłem tego dnia ofiarą włamania do komputera, kilka innych osób również potraciło swoje hasła do maila, Facebooka czy poker roomów. Uważajcie więc teraz koniecznie na dziwne prośby o kasę, próby pożyczek i przelewów na poker roomach, w szczególności na konto BadBeatPoland na FTP, które zostało użyte do wyciągnięcia pieniędzy. Jeśli macie na ten temat pomiędzy sobą rozmawiać to róbcie to wyłącznie telefonicznie.
Swoją drogą bardzo nie spodobało mi się podejście supportu FTP do całej sprawy. Mój kolega, który został naciągnięty opisał całą sprawę w mailu, podał wszystkie szczegóły i sposób, w jaki oszustwo zostało przeprowadzone, a w odpowiedzi dostał lakoniczny tekst, że Full Tilt Poker nie odpowiada za przelewy między graczami. No może i nie odpowiada, ale chyba dział bezpieczeństwa mógł zablokować przynajmniej po zgłoszeniu oszustwa takie konto i sprawdzić, co się stało z przelanymi tam pieniędzmi, prawda? Jeśli tak ma działać ten room w Polsce to ja skasuję tam swoje konto, bo moja kasa nie będzie tam nigdy bezpieczna…
Nie mówię już nawet o tym, jakim trzeba być frajerem i gównożercą, żeby dla paru marnych dolarów zrobić z siebie taką szmatę, mendę i – co by nie mówić – kryminalistę. Zrobię naprawdę wszystko, co tylko w mojej mocy, skorzystam ze wszystkich starych kontaktów z pracy w windykacji, żeby ten śmieć trafił do pierdla i przy każdym schylaniu się po mydło pamiętał o tym, co zrobił i z kim zadarł…
POKEROWY RAJ W MONTESINO
Pora przejść do ciekawszych tematów. Jak już pisałem ostatnio zostałem zaproszony przez właścicieli klubu pokerowego Montesino w Wiedniu do współpracy. Z tej okazji pojechałem na kilka dni do stolicy Austrii, aby przedyskutować warunki tej naszej kooperacji i przy okazji pograć trochę w pokera w cywilizowanych warunkach. O tym, że Montesino to prawdziwy raj dla graczy nie trzeba nikogo przekonywać. 40 stołów do pokera w wielkiej sali, gra trwająca w zasadzie 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, ciekawa oferta turniejowa i mnóstwo cash games – czego chcieć więcej? Na wypad do Wiednia udałem się razem z moim druhem Mariem, który Montesino odwiedzał ostatnio już dwukrotnie i do wyjazdu namawiałem go całe 12 sekund. Wsiedliśmy w samochód w czwartek około 13, aby nie spiesząc się dotrzeć na miejsce po niecałych 10 godzinach jazdy (w tym oczywiście przerwy na obiad, tankowanie itd., a okazało się, że wynik był raczej słaby, bo drogę powrotną zrobiliśmy w 8 godzin). Trasa z Warszawy do Wiednia jest dość dobra. Jadąc przez Bratysławę mamy w zasadzie przez cały czas bardzo dobrą dwupasmową drogę z krótkim 60-kilometrowym odcinkiem słabszej drogi pomiędzy Cieszynem a Żiliną. Tam jednak wpadamy już na autostradę, z której zjeżdżamy w zasadzie pod samo Montesino. Jazda jest więc łatwa i cała droga minęła nam naprawdę szybciutko. Klub mieści się w wielkim centrum handlowo-rozrywkowym Gasometer i zajmuje całe piąte piętro tego kompleksu. W środku oprócz pomieszczeń stricte pokerowych znajdują się też bar z kilkunastoma telewizorami, w których cały czas leci sport z wielu kanałów telewizyjnych, jest część restauracyjna oraz kilka wygodnych stołów z fotelami dla graczy, którzy mają akurat ochotę pograć sobie online (internet jest oczywiście dostępny w całym lokalu bezpłatnie, ale nie wolno siedzieć z laptopami przy stołach do gry live).
Już po mojej krótkiej wizycie w Montesino w lutym pisałem o tym, że poziom tamtejszych graczy jest o kilka klas niższy niż przeciętnego gracza z WLP. Po moim ostatnim narzekaniu na umiejętności graczy biorących udział w turniejach w Hyatcie muszę chyba teraz wszystko odszczekać, bo oni prezentują się na tym tle całkiem przyzwoicie – tam to jest dopiero donkanarium!! Matko kochana!! Takich rozdań to nie widziałem jak gram w pokera ładnych parę lat! W turniejach miałem takie składy na stole, że po paru pierwszych rozdaniach obstawiałem sobie w głowie zakłady kto mi pierwszy odda swój stack. Co prawda rzeczywistość okazała się trochę bardziej okrutna, ale opowiem Wam wszystko od początku…
Już w czwartek usiadłem do stołu cashowego TH NL na stawkach 1€/2€, żeby rozgrzać się przed następnymi grami w kolejnych dniach. Poziom na stole był taki, jaki pamiętałem z poprzedniej wizyty – sami pasywni calling station, tylko jeden Węgier ogarniający grę i stosujący fajnego small balla, który jednak na tym stole słabo się sprawdzał, bo każde podbicie tego gracza spotykało się z kilkoma sprawdzeniami i zazwyczaj miał problemy z grą po flopie. Ale widać było, że wie co robi i ma pojęcie o grze, a jak zobaczył, że ja również „poluję” na dawców na stole to starał się nie wchodzić ze mną w żadne większe rozdania wiedząc, że oni sami w dystansie powinni zacząć oddawać nam kasę. Akurat złożyło się tak nieszczęśliwie, że to jednak nam dwóm gra się niezbyt układała. Węgier po nabudowaniu stacka do około 350€ miał na przykład takie rozdanie – podbija z wczesnej pozycji i dostaje trzy czy cztery calle. Tuż za nim siedział od kilku minut miejscowy dziadek, który od razu jak tylko usiadł to oczami wyobraźni zobaczyłem go wmurowanego w ścianę i robiącego za bankomat. No po prostu dawca totalny!! Już w swojej pierwszej ręce oddał 100€ sprawdzając do końca jakiegoś gościa ze swoją czwartą parą. Po tej stracie nastąpiło szybkie doładowanie i dziadek znowu sięgnął do portfela. On również znalazł się akurat w rozdaniu z Węgrem. Na flopie Kxx Węgier zagrał c-beta do puli około 30€ betując za 25€. Na to nagle dziadek prawie podskoczył w swoim fotelu i wepchnął swojego all ina! Węgier długo nie myśląc włożył swoją kasę i odsłonił AK. Dziadek zaczął coś mamrotać pod nosem nie pokazując kart, ale gdy na river spadła trójka uradowany odsłonił swoje K3 off!! W tym momencie doszło notabene do ciekawej sytuacji – Węgier zaczął odliczać wygraną dla dziadka i okazało się, że lokalny dawca pozwolił sobie na mały przekręt – zamiast 100€ dołożył sobie do stacka 200€ i miał przed sobą 300€ zamiast dozwolonych maksymalnie 200€. Krupier tego nie zauważył, rozdanie poszło, pieniądze znalazły się w puli, Węgier kasę przegrał. I co teraz? Przyszedł menadżer i po interwencji Węgra i moim wsparciu (lokalni gracze nie widzieli w tym zajściu żadnego problemu! LOL!) przegrane nadprogramowo 100€ zwróciło Węgrowi… Montesino! Inspektor przyniósł mu po prostu kasę do stolika. Bardzo fajne zachowanie!
Mi szło raczej średnio. Nie miałem przez kilka godzin żadnej premium hand, kilka rozdań wygrałem, bo po prostu grałem z „lokalsami” tak jakbym widział ich karty, parę razy płoszyłem ich z puli agresywnie rozgrywając drawy (bo tego dnia wyjątkowo nic mi nie siadało i albo wywalałem ich z puli albo przegrywałem rozdania). W końcu oddałem cały swój stack, gdy sprawdziłem preflop standardowe podbicie od jednego z miejscowych z moim JT i na flopie spadły JT2. Rywal zagrał szybko c-beta za pulę i już było wiadomo, że ma AA lub KK, bo aż się trząsł z radości, gdy dostał ode mnie raise. Oczywiście zagrał od razu all ina, ja go sprawdziłem, miał te asy, a na river dostał drugą dwójkę dającą mu starsze dwie pary. No cóż, bywa i tak.
Tego dnia po zakończeniu gry na żywo posiedzieliśmy jeszcze w Montesino kilka godzin grając sobie jakieś turnieje online. Przy tej okazji wyszła w ogóle śmieszna akcja, bo gdy siedzieliśmy sobie w fotelach przy laptopach obok nas usiadł jeden z miejscowych regularsów. Też odpalił komputer i zaczął grać w sieci. My po jakimś czasie poszliśmy do hotelu spać, a gdy w Montesino pojawiłem się znowu następnego dnia około 14, a ten sam gracz nadal siedział w tym samym fotelu! Okazało się, że około 2 w nocy odpalił sobie jakiś turniej na PS i zaczął go grać. Po pewnym czasie jednak zasnął. Widząc to jego kumpel przechodzący obok stolika zaczął grać turniej za niego i grał go do 6 rano, bo wtedy właściciel komputera się obudził. A była to już późna faza turnieju, wchodził właśnie na stół finałowy i – co najlepsze w tej historii – dograł już samodzielnie turniej do końca i go wygrał! Za wygraną przyjął „jedynie” 7 tysięcy dolarów! Słabo?!
W piątek zagrałem pierwszy turniej. I tu od razu pierwsza miła niespodzianka – do kasy udałem się jakieś 1,5 godziny przed turniejem i za sam ten fakt dostałem w prezencie talon na darmowe jedzenie w restauracji i wpisowe do turnieju w dniu następnym! Całkiem niezła promocja! Kilkadziesiąt euro w prezencie! Piątkowy turniej miał wpisowe 36€ i pulę gwarantowaną w wysokości aż 10.000€. W turnieju zagrało około 200 osób, więc jak łatwo policzyć organizatorzy sporo dołożyli do interesu, co zresztą jest ponoć normą w codziennych turniejach. Wybrałem sobie oczywiście stolik dla palących (przy zapisywaniu się na turniej istnieje możliwość wyboru), a po paru rozdaniach turnieju już wiedziałem, że mam na stole poziom masakrycznie słaby. Za przykład niech służy takie oto rozdanie – pewna pani chwilę wcześniej przegrała ze swoim AA przeciwko KK rywala (król spadł oczywiście na river). Z 8k na start zostało jej więc około 2k i zaczęło się wielkie użalanie na bad beaty. Trwał pierwszy poziom blindów 25/50, idzie kolejne rozdanie. Jako, że normą na turniejach w Montesino jest limpowanie puli preflop przez kilku graczy to po czterech graczach wrzucających do puli swoje 50 stiltowana pani postanowiła podbić i zagrała za… 150. Oczywiście następni gracze za nią nie odczuli różnicy i znowu poszło za nią kilka kolejnych sprawdzeń. No i ja teraz na SB podnoszę AK i mam cały swój stół w puli! Oczywiście chciałem zostać z paniusią sam na sam w rozdaniu i pozbyć się reszty towarzystwa. Przebiłem więc po raz kolejny do 575 (11,5BB!!) na co dostałem… uwaga, uwaga – 7 calli!! Oczywiście już wiedziałem, że tej puli raczej nie wygram. Na flopie 942 zaczekałem, kolejne osoby również grzecznie check, aż do babeczki od AA, która momentalnie zagrała all in za 1500. Po kolei wszyscy gracze się poskładali, aż do jednego starszego pana, który postanowił sprawdzić lokalną zawodniczkę. No więc call i mamy showdown. Powiem tak – spodziewałem się, że można w takim składzie osobowym zobaczyć cuda w turnieju, ale tego się nie spodziewałem i chyba żaden z Was by się również tego nie spodziewał. Na showdownie zobaczyliśmy bowiem Q5 u pani i J8 u pana, który ją sprawdzał!! Tak, tak, flop był 942 w tęczy!! Oczywiście pulę wygrała pani na swoją damę high. Pasuje? Jedyną większą pulę w tym turnieju też wziąłem po absolutnie chorej akcji. Podbiłem z JT, dostałem 3 calle, a na flopie Q94 zagrałem c-beta z moim open ended i dostałem jeden call od gracza, który miał oglądalność flopów na poziomie 99,99%. Turn w postaci asa, ja nadal mocno leję, a on mi znowu dokłada. Wreszcie na river spadł upragniony król, mam więc nutsa i zaszczepionego do puli dawcę. Uderzyłem więc za pot i dostałem insta call. Czekałem aż pokaże mi jakieś pechowo przegrane na river dwie pary albo nawet seta, jednak mój rywal mógł się pochwalić „monsterem” w postaci 64 off!! Piąta para, trzy calle na każdej ulicy!! Mistrz!!
Szczerze mówiąc za cholerę nie mogę sobie przypomnieć rozdania, w którym odpadłem z tego turnieju, ale na pewno nie pograłem w nim jakoś specjalnie długo. Jako, że formuła turniejów w Montesino jest dość turbo (zazwyczaj 20-minutowe blindy, brak poziomu 75/150) decyzje należy podejmować dość szybko i albo postarać się nabudować albo odpaść i iść na cash games. W każdym razie odpadłem gdzieś na poziomie 200/400 i szału nie było. Jednak już następnego dnia gra od samego początku układała mi się znakomicie. Ponownie beznadziejny poziom na stole, sami megadawcy. Ale tym razem różnica była taka, że mi karta szła dość fajnie i prowadziłem grę na stole wedle mojego pomysłu. Inaczej mówiąc – lałem bezlitośnie w zasadzie każdą większą pulę, jak nic nie miałem to wyrzucali, a jak miałem monstera to akurat mi płacili. Znalazłem więc kupców na dwukrotnie otrzymane AA, QQ czy JJ. W ten sposób stack rósł bardzo szybko. Gdy miałem około 16k w stacku dostałem na rękę 99. Oczywiście znowu mój raise preflop został sprawdzony przez parę osób i obejrzeliśmy flopa 766. Nagle megadonk w wieku około 60 lat do puli około 1500 zagrał mi all ina za 7k! No i co teraz? Call czy nie? W normalnej sytuacji to moje dziewiątki szybko poleciałyby do mucka, ale nie w Wiedniu. Tam overpara to jest megamonster na większość chorych zagrań rywali. Tak było i tym razem. Dziadek po moim callu pokazał A7 i był bardzo zdziwiony, że nie ma najlepszego układu w rozdaniu. Aby dopełnić formalności na turnie złapałem dziewiątkę, skompletowałem fulla i powiększyłem stack do 24k. Zaraz było 30k, potem 40k, aż doszedłem do 55k przy średniej około 36k. Ale blindy wynosiły już 2000/4000 ante 500, więc nie była to jakaś świetna sytuacja. Miałem jednak największy stack na moim stole, w grze zostało już tylko 18 graczy i każda wzięta pula preflop to był zysk na poziomie prawie 10k. Gdy na SB dostałem więc A9 i wszyscy gracze do mnie sfoldowali swoje karty postawiłem gracza z SB na all inie za 40k. Ten szybko sprawdził i pokazał A6. Gdy już się cieszyłem, że mój stack wzrośnie do 100k i będę teraz dopiero mógł zacząć szaleć w turnieju na river spadła szóstka i zostałem shortem, po czym po chwili odpadłem z turnieju na 17 miejscu. Bardzo mi było szkoda tego turka, bo prowadziłem w nim naprawdę fajną, agresywną grę i straciłem szansę na stół finałowy po przegranej na trzy outy. Ale z występu mimo wszystko byłem bardzo zadowolony, bo po prostu nauczyłem się w nim grać z tak słabymi przeciwnikami i wykorzystywać ich wszystkie błędy.
Kolejnego dnia znowu był kolejny turniej, tym razem za 25€ z rebuyem za 10€. I tutaj kolejna ważna uwaga – miejscowi gracze kompletnie nie dają sobie szansy na prowadzenie dobrej gry i albo w ogóle nie biorą rebuya czy addona, albo robią go dopiero wtedy, gdy przegrają swoje żetony. Jest to oczywiście świetna opcja na terroryzowanie stołu stackiem w początkowej fazie turnieju, bo przegrać dużo nie można, za to miejscowi szybko wyrzucają swoje średnie układy albo drawy jak muszą zainwestować większą część żetonów. Niestety, ten turniej kompletnie nie szedł po mojej myśli. Z 6k na start (po rebuyu) już w pierwszej ręce dostałem JJ i oddałem 2k przeciwko T8 na boardzie T2388. W czwartej ręce dostałem AA na BB i wszyscy do mnie wyjątkowo wyrzucili karty (a widziałem taką akcję raz przez 3 turnieje!!). Potem traciłem kolejne żetony nie trafiając kompletnie flopów z dobrymi kartami na ręku. W ten sposób zostało mi około 2k i zagrałem w końcu all in mając A9. Największy donk na stole nie zastanawiał się nawet sekundy i mając samemu 2,5k sprawdził mnie z 33. Trafiłem dziewiątkę i miałem już 4,5k. W tym momencie na stół trafił kolejny miejscowy dawca, którego znałem z pierwszego dnia. Na przywitanie ze stołem oddał w jakiejś chorej akcji połowę stacka i zostało mu około 5k. Zaraz przyszło rozdanie, w którym dostałem KQs. Podbiłem preflop do 550 przy blindach 100/200 i dostałem call od jedynego rozsądnego gracza na stole (oczywiście nietutejszy, chyba kolejny Węgier) i od nowego przy stole, który był na BB. Flop przyjaciel – KQJ, a donk z dużego blinda wpycha od razu swoje wszystkie żetony na środek stołu. Oczywiście było kilka układów, które mnie biły, ale takich graczy nauczyłem się tam sprawdzać z gorszymi układami niż dwie top pary. Pokazał mi K9, oczywiście zdziwił się, że mam lepiej, zaczął błagać krupiera o pomoc i w prezencie za swoje genialne zagranie dostał na river dziesiątkę dającą mu strita. Odpadłem z turnieju po niecałych trzech levelach. Mario grający w tym samym turnieju również nie był szczęśliwy – na drugim poziomie blindów jego 4-bet preflop z KK został sprawdzony przez kolejnego z lokalnych dawców, na flopie Q high poszły all iny, donk pokazał Q7 (LOL!) i trafił oczywiście swoją drugą parę łamiąc Mariowi króle.
Generalnie można śmiało powiedzieć, że Montesino to kopalnia pokerowych lamusów. Graczy, którzy mają niezłe pojęcie o grze jest około 5% plus spora grupa przyjezdnych, którzy kręcą się po klubie (na pomysł dojenia „lokalsów” wpadli już oprócz Polaków Węgrzy, Rosjanie i kilka innych nacji). Akcji z donkami w roli głównej mam do opisania na blogu naprawdę mnóstwo, ale nie będę was zanudzał kolejnymi przykładami beznadziejnych zagrań. Opowiem Wam tylko jedno w ramach ciekawostki. W pierwszym turnieju widziałem taką akcję – blindy 50/100, sześć limpów do gracza na BB, który co prawda ogarniał grę, ale siedział już na shorcie (ten sam co zasnął przy laptopie – jeszcze nie poszedł do domu!). Zagrał on all in za 2200 i czekał na to, co zrobią jego rywale. W tym momencie dostał call od gracza, który limpował jako piąty. Za nim siedziała jakaś laska (dorzuciła do puli swoje 100 jako szósta!), która nad zagraniem myślała chyba z 5 minut zanim wrzuciła do puli swoją resztę żetonów (około 1500). Mamy showdown i co widzimy? Gość grający all in z BB pokazał JJ, sprawdzający go gracz AA (limpowane!!), a paniusia KK (również limpowane!!)!! Słabo?!
Sama organizacja klubu stoi na naprawdę wysokim poziomie. Świetni krupierzy, szybko rozdający karty zarówno w turniejach tasując ręcznie jak i na cashu, gdzie są w stołach maszynki do tasowania. Redukcje stołów trwają dosłownie moment, inspektorzy działają bardzo szybko. Poza tym na miejscu jest bardzo smaczne i stosunkowo tanie jedzenie (za to napoje są raczej drogie). Krótko mówiąc my z Mariem w zasadzie z Montesino nie wychodziliśmy przez całe 4 dni naszego pobytu. Jak nie live to graliśmy online, jak nie turnieje to cash, a jak nam się znudziło to zawsze można było obejrzeć mecz Mundialu w sport-barze. Żyć nie umierać!
Wspomniałem, że nawiązałem bliższą współpracę z Montesino. Już wkrótce podam Wam bardziej szczegółowe propozycje klubu dla naszych graczy. Teraz powiem Wam tylko tyle, że szykuje się całkiem przyjemna promocja dla polskich zawodników na wielki turniej w dniach 1-4 września. Pula w tym turnieju wynosić będzie gwarantowane 100.000€, choć już teraz można śmiało powiedzieć, że będzie przynajmniej o połowę większa. Wpisowe do tego turnieju wynosić będzie 100€ z jednym rebuyem i addonem, a struktura turnieju przewiduje możliwość aż trzykrotnego przystąpienia do gry. W ostatnim takim turnieju w maju zagrało aż 620 osób z całej Europy, mam więc nadzieję, że tym razem pojawi się na nim duża grupa graczy z Polski. Ja będę tam na pewno!
W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (66)
jdx 06.07.2010 18:10
Niezły odcinek sponsorowany. Aż mnie zainteresował. :) W związku z tym mam dwa pytania:
1. Czy grają tam PLO8 i/lub PLO? Cash oczywiście.
2. Czy bezproblemowo można się tam dogadać po angielsku? Bo ja co prawda na maturze z niemieckiego miałem 5, ale to było ponad 20 lat temu. :)
JackDaniels 06.07.2010 18:07
Rado, odejdź w pokoju, naprawdę… Nie prowokuj mnie…
Puciek 06.07.2010 18:07
@dafi – zaden z nich de facto nie promuje gamblerki wiec nijak.
@Rado, o co ci wlasciwie chodzi ? Bo czytam, czytam i nie umiem zrozumiec. O to ze dzeku reklamuje to za co mu placa, czy za to ze za reklamowanie w ogole mu placa ? Bo urywasz sie jak filip z konopi z jakims pasywno agresywnym komentarzem z ktorym nie wiadomo co zrobic.
PS. Jaka kolwiek rekomendacja jajkiejkolwiek osoby jest ZAWSZE “biased” ze wzgledu na jego prywatny interes/gust.
Rado 06.07.2010 18:01
Ja natomiast zawsze jestem otwarty do merytorycznej dyskusji z Tobą na pokerowe tematy. Nie ukrywam też, że mam nadzieję, że pewnego dnia nabierzesz wreszcie trochę kultury osobistej, przez co będzie można porozmawiać w cywilizowany sposób.
pozdrawiam
d_fi 06.07.2010 17:56
Moze nie taktowne pytanie,ale dla zorientowanych:ile mozna zgarnac za taki baner reklamowy poker roomu i jak te reklamy maja sie do obowiazujacego w Polsce prawa?? A co do powrotu na Poker Texas dobrze zrobiles.Roundersi daleko nie zajda ze swoja marnie wczytujaca sie witryna,blogami aktualizowanymi raz na dwa miesiace(oprocz Mariki)i twarza portalu,ktora na konstruktywne opinie dotyczace tego co mozna w portalu poprawic pisze cos w stylu “ nie podoba sie to wypad”
JackDaniels 06.07.2010 17:20
Albo ty Rado jesteś naprawde idiotą, albo tylko takiego udajesz. Juz nie wiem nawet czy jest sens komentowac twoje wieczne uwagi kierowane w m oim kierunku, bo to jak rzucanie grochem o ścianę. Ale po raz kolejny spróbuję…
Od zawsze powtarzasz, że w pokerze chodzi tylko o zarabianie pieniędzy, a teraz jak zarabianie pieniędzy dotyczy mojej osoby to nagle okazało sie, że uważasz mnie za sprzedajną dziwkę. OK, to twój problem, na pewno nie mój. Ja mam rodzinę i dom na utrzymaniu i wybieram zawsze to co dla mnie jest najlepsze. Po drugie to gówno wiesz o moich umowach zarówno z Unibetem jak i Betfairem i Montesino. Moja praca dla tych firm (zaznaczam – praca!!) to jednak nie działalność charytatywna i chyba nikogo nie dziwi, że pobieram za nią jakieś wynagrodzenie. Ciekaw jestem czy ty za reklamy na swoim portalu nie pobierasz kasy? Pewnie rozdajesz miejsca reklamowe za darmo, co?
Co do mojego powrotu na PokerTexas to akurat finansowo wyszedłem na tym o wiele gorzej niż miałem na PR. Ale nie kwestie finansowe były przyczyną mojego powrotu, o czym tez gówno wiesz, ale oczywiście musisz udawać, że pozjadałes wszystkie rozumy…
Twoja ostatnia postawa w stosunku do mojej osoby jest po prostu żałosna, tym bardziej, że znając mnie od lat nie masz jaj, żeby cokolwiek takiego powiedzieć mi wprost, w cztery oczy. Ale pisałem ci już nie raz – dorośnij, wtedy będzie dla mnie partnerem do rozmowy…
pinio 06.07.2010 17:09
uuuuu grubo!
Rado 06.07.2010 16:55
Dobrze to ująłeś Jacku – zawsze wybierasz to co ci bardziej pasuje od strony finansowej.
Pisałeś w poprzednim blogu, że zostałeś przedstawicielem Montesino więc pobierasz za to forsę. W związku z tym za pieniądze (przecież nie z przekonania) reklamujesz ich turnieje nawet gdy tak jak w przypadku Wiedeń – USOP są ewidentnie gorsze od innych.
Kiedy forsę sypał Unibet – wtedy USOP był najlepszy. Kiedy coś rzuci Betfair – niech będzie i Betfair, imprezę Unibetu warto uwalić.
Kiedy sypnął grosze konkurencyjny portal od razu przeniosłeś tam swego bloga. Kasa się skończyła wróciłeś na PokerTexas. Jest sens wyliczać dalej? :)
Jeśli jest ktoś w Polsce kto wierzy w uczciwość Twoich rad poglądów i rekomendacji to nie jest zbyt rozgarniętym człowiekiem.
JackDaniels 06.07.2010 16:35
Stasiu, ja nie napisałem, że USOP jest be. Ale mam chyba prawo wybrać co dla mnie jest lepsze od strony zarówno pokerowej jak i finansowej, prawda? Jak może zauważyłeś nie gram USOP Online, w Pradze za pierwszy mrazem nie byłem, ale chciałem jechać teraz w lipcu. Jednak jak mam do wyboru Prage i Wiedeń to wolę Wiedeń – niższe koszty, więcej gry, większe pule nagród. To chyba logiczny wybór? Nikogo nie namawiam do rezygnacji z USOPa, kto chce niech jedzie. Ale jak już napisałem – nie każdy tam sie wybiera.
Poza tym odnoszę wrażenie, że działalność Unibetu w Polsce na polu pokera powoli dobiega końca, co jest według mnie calkowitym zmarnowaniem wszystkiego co udało sie nam wypracować w zeszłym roku. Ale to już temat na oddzielny tekst…
JackDaniels 06.07.2010 16:30
@o8lover – wierz mi, że mój komputer jest zabezpieczony od zawsze dość dobrze. Okazało sie, że niewystarczająco. Nie mam powodów do składania tu jakiejś samokrytyki, bo są szpenie, dla których takie zabezpieczenia to bułka z masłem. W jaki sposób sie włamał – nie wiem. Ale swojej działalności i tak już długo kontynuował nie będzie…