888poker+_728X90
Blogi społeczności

BLOG: "Rafał "Jack Daniels" Gładysz - Blog"

Z wieżą Eiffela za oknem

Dodano: 22.08.10 | Autor: JackDaniels

 

NAJCIĘŻSZY TURNIEJ MIPIEGO

Ostatnie kilka dni stoi pod znakiem jednego, bardzo ważnego w życiu naszego środowiska wydarzenia. Nasz kolega, jeden z warszawskich graczy Mipi zdecydował się opowiedzieć światu o swojej bardzo ciężkiej sytuacji życiowej i poprosić nas o pomoc. Jeśli wydaje Wam się, że była to decyzja łatwa to wyprowadzam was z błędu – Michał bardzo długo po prostu nie chciał tego robić (choćby z tego powodu przestał m.in. pisać bloga na Pokertexas) i dopiero za namową rodziny i przyjaciół dał się przekonać do tego, żeby poprosić o pomoc w walce z ciężką chorobą. Jak myślę o sytuacji Michała to zastanawiam się jak los bywa czasem niesprawiedliwy. Umówmy się – większość z nas, warszawskich graczy, to ludzie nie stroniący od wszelkiego rodzaju używek, palący, pijący, lubiący mocno zakrapiane imprezy, szlajający się po nocach i robiący mnóstwo durnych rzeczy w swoim życiu. Mipi jest z kolei jedną z nielicznych osób, która jest całkowitym tego zaprzeczeniem, a to właśnie jego, a nie któregoś z nas – ostatnich, najgorszych łajz - spotkał taki okropny los. Jeśli jest więc ktoś, komu warto naprawdę pomóc to jest to właśnie Michał. Jestem bardzo zbudowany postawą naszego środowiska. Sam byłem świadkiem pewnej sytuacji, w której spora suma pieniędzy została spontanicznie przekazana na leczenie Mipiego. W trzy dni udało się zebrać już naprawdę pokaźną kwotę, ale nadal nie jest to nawet połowa tego, co jest potrzebne, aby Mipi mógł udać się za granicę na leczenie. Dlatego namawiam wszystkich do tego, żeby nadal wpłacać pieniądze. Nie wypijecie kolejnego piwa, nie zagracie kolejnego turnieju, nie oddacie na stoliku kolejnego buy ina, nie pójdziecie na kolejną imprezę, ale będziecie wiedzieli, że Wasze pieniądze poszły na o wiele ważniejszy cel. W walce z taką chorobą najważniejsza jest wiara w końcowy sukces i nadzieja na wyleczenie. Tego Michałowi nie brakuje, a z naszym wsparciem jego wiara będzie na pewno jeszcze silniejsza. Jeśli można porównać walkę Michała do pokerowego turnieju to po raz pierwszy chcę powiedzieć te słowa bez cienia ironii – Mipi, graj tak dalej!! Choćbyś miał nawet jednego outa to ja wierzę, że wygrasz!!

Swoja cegiełkę już oczywiście wysłałem, ale chciałbym zrobić coś więcej, więc ogłaszam małą aukcję. Nie wiem czy pamiętacie, ale kilka miesięcy temu wraz z kilkoma kolegami wziąłem udział w turnieju charytatywnym zorganizowanym w kasynie hotelu Hyatt. Celem tej pokerowej imprezy było zebranie pieniędzy na leczenie Kuby Ławeckiego, chorego na białaczkę piłkarza Stali Stalowa Wola, który został w ciężkiej chwili pozostawiony przez klub sam sobie, bez środków do życia. Zebrano dość niezłą kwotę 16.000 zł i 1.000€, a ja sam wylicytowałem na aukcji piłkarskich pamiątek koszulkę Jacka Bąka z autografem oraz piłkę jego klubu – Austrii Wiedeń – z autografami całej drużyny. Teraz chciałbym wystawić te pamiątki po wielokrotnym reprezentancie Polski ponownie na licytację, a uzyskane z tego tytułu pieniądze przekazać oczywiście Michałowi na dalsze leczenie. Podczas imprezy z Hyatcie za koszulkę i piłkę zapłaciłem na aukcji 700 zł, teraz proponuję kwotę wywoławczą w wysokości 100 zł i podbicia tej kwoty o 10 zł. Wasze oferty zamieszczajcie w swoich komentarzach pod blogiem. Czas trwania aukcji – do końca sierpnia. Mam nadzieję, że kilka złotych z tego tytułu będę mógł wpłacić na konto Mipiego!


PARYSKI URLOP

Kilka dni temu wróciłem z krótkiego urlopu. Ostatni tydzień spędziłem wraz z rodziną w Paryżu. Jako, że już jakiś czas temu obiecałem mojej żonie wizytę w stolicy Francji to nie mogłem sobie wybrać lepszej okazji do spełnienia tej obietnicy jak nasza 18 rocznica ślubu i jej urodziny (przypadające notabene tego samego dnia – taki sobie kiedyś rewelacyjny prezent urodzinowy wybrała!!). Tak więc w tym roku świętowaliśmy kolejny rok razem pod wieżą Eiffela!

 Od dawna uważam, że podstawą każdego udanego wyjazdu jest jego dobra organizacja. Gdy człowiek ma wszystko poukładane, wie „co, gdzie, kiedy”, nie musi się o nic martwić będąc już na miejscu. Mam na tym punkcie lekkie zboczenie i nienawidzę „spontanów”. Być może to kwestia tego, że się starzeję i nie jest mi wszystko jedno jak dotrę na miejsce, gdzie będę spał oraz gdzie i co będę jadł. Tak więc każdy wyjazd (głównie z rodziną) staram się przygotować logistycznie na kilka ładnych tygodni wcześniej. Nie inaczej było i tym razem. Bilety lotnicze kupiłem odpowiednio wcześniej, zaklepałem hotel i można było wyjeżdżać na wielkie zwiedzanie. Francuskie linie lotnicze Air France niczym szczególnym mnie nie zaskoczyły, ale ich upierdliwość w sprawdzaniu biletów przeszła wszelkie granice. W obie strony bilety przed wejściem na pokład samolotu sprawdzano nam chyba po osiem razy! Prawdziwy rekord! Dobrze, że obyło się chociaż bez klasycznego klaskania po lądowaniu…

Rezerwując hotel nie wiedziałem, że trafi nam się naprawdę świetna miejscówka. Apartament o powierzchni około 60 metrów kwadratowych, na 24 piętrze hotelu, z pięknym widokiem z okna na wieżę Eiffela z jednej strony i Łuk Triumfalny z drugiej. A wszystko to za naprawdę bardzo rozsądną cenę. Również samo położenie hotelu świetne – nad samą Sekwaną, do wieży Eiffela około kilometra spacerkiem, wokół kilka stacji metra, którym można dostać się dosłownie w każdy zakątek Paryża w krótkim czasie. Czego można chcieć więcej?

 Nasz pobyt rozpoczęliśmy oczywiście od wycieczki w najbardziej znane i rozpoznawalne miejsce Paryża – od wieży Eiffela. Niewiele rzeczy zrobiło na mnie w życiu wrażenie, bo widziałem już to i owo, ale na pewno słynna paryska wieża należy do tych budowli, przy których człowiekowi lekko uginają się nogi w kolanach. Widziałem już olbrzymie budynki, choćby słynne Twin Towers w Kuala Lumpur (wysokość 452 metry!!), ale również wieża Eiffela niższa o prawie 130 metrów jest czymś niesamowitym. Zbudowana z ponad 18.000 metalowych części i 2,5 miliona nitów konstrukcja sprawiła na nas ogromne wrażenie. Okazało się oczywiście, że wjazd na górę wcale nie jest taką łatwą sprawą. Pod kasami krąży dziki tłum turystów, a kolejki są po prostu nieprawdopodobne! Aby kupić bilet i wjechać na któryś z trzech poziomów trzeba postać w kolejce nawet 3 godziny!! Postanowiliśmy więc odpuścić sobie stanie w kilometrowych kolejkach i ponowiliśmy atak dopiero wieczorem. Pomysł okazał się bardzo dobry, bo pomimo tego, że kolejki nadal były, to ludzi było jednak o wiele mniej i czas oczekiwania okazał się o wiele krótszy niż w południe. Po mniej więcej 30 minutach już wjeżdżaliśmy na górę. Ciekawostką jest też fakt, że zanim ktokolwiek dostanie się na wieżę zostaje sprawdzony mniej więcej tak samo dokładnie jak przed wejściem na pokład samolotu. Widać, że nawet Francuzi obawiają się ataków terrorystycznych. Ale po przejściu bramek, wykrywaczy metali i ochrony można już załadować się do windy i wjeżdżać na jeden z trzech poziomów z tarasami widokowymi. A widoki – nawet późnym wieczorem – są niesamowite!! Tym bardziej, że wieża przez całą noc jest pięknie podświetlona, a co godzina dodatkowo oglądaliśmy rewelacyjną iluminację z tysięcy migających lampek.

 Następne dni spędzaliśmy podobnie. Pobudka, śniadanie i w metro do kolejnych miejsc wartych zwiedzenia i zobaczenia. Podczas naszego pobytu zaliczyliśmy „paryski krótki program obowiązkowy”, czyli oczywiście Łuk Triumfalny, katedra Notre Dame, bazylika Sacre Court, muzeum Luwr z Mona Lizą i Wenus z Milo w rolach głównych, spacer po Montmarte, plac Pigalle, Moulin Rouge, długi spacer po przepięknych o tej porze roku Polach Elizejskich, obelisk na placu Concorde i rejs statkiem po Sekwanie. Nie będę tutaj opisywał jak to jest w Paryżu pięknie i cudownie, bo każdy powinien to zobaczyć sam i ocenić czy mu się podoba czy nie. Nam się miasto bardzo podobało i na pewno jeszcze tam kiedyś wrócimy na dalsze zwiedzanie. Na zakończenie naszej wycieczki zostawiliśmy sobie spacer po słynnym cmentarzu Père-Lachaise. Od wielu lat chciałem bowiem odwiedzić grób niezapomnianego, legendarnego wokalisty The Doors - Jima Morrisona. Cmentarz Père-Lachaise to takie nasze Powązki – pochowani są tutaj tacy znani artyści jak Honoriusz Balzak wraz z żoną Eweliną Hańską, Oscar Wilde, Maria Callas, Georges Bizet, Marcel Marceau, Isadora Duncan, Yves Montand czy Edith Piaf. W tym zacnym towarzystwie spoczęło również wielu Polaków z Fryderykiem Chopinem na czele. I właśnie te dwa groby – Jima Morrisona i Fryderyka Chopina – diametralnie różnią się od tysięcy innych na tym cmentarzu…

Miejsce pochówku genialnego wokalisty The Doors jako jedyne na całym cmentarzu odgrodzone jest barierkami, aby odwiedzający jego grób nie zbliżali się zbyt blisko. Spowodowane jest to tym, że przez wiele lat na grobie tym odbywały się regularnie imprezy, palono trawkę, pito alkohol, uprawiano seks, a płyta grobowca już dawno temu została po prostu rozbita i po kawałku rozkradziona przez fanów zespołu i Jima. Odwiedzając grób Morrisona można teraz zobaczyć pojedyncze kwiaty, wrzucone papierosy, małe karteczki z liścikami lub fragmentami tekstów piosenek, kilka zdjęć Jima… Całość sprawia niesamowite wrażenie tajemniczości i kultu, jakim otoczona jest do dzisiaj postać tego artysty.

 Drugi grób, który odróżnia się od innych to miejsce pochówku naszego największego kompozytora. Jest to jedyny chyba pomnik na całym Père-Lachaise, na którym stoją cały czas palące się znicze i świeże, najczęściej biało-czerwone kwiaty. Widać, że miejsce to jest cały czas odwiedzane przez turystów z całego świata. Gdy patrzy się na ten grób na tle dziesiątków innych, bardzo często starych, zapomnianych i zniszczonych grobowców wygląda to trochę jak oaza na środku pustyni. Wśród wielu liścików czy pamiątkowych kartek włożonych w kwiaty znalazłem też na przykład proporczyk z Teatru Wielkiego w Warszawie, którego pracownicy złożyli wieniec z okazji trwającego roku chopinowskiego.

Z innej beczki - bardzo rzucającą się w oczy sprawą jest fakt, że Paryż jest dosłownie oblężony przez czarnoskórych. Powiem szczerze - momentami zastanawiałem się jak wygląda obecnie klasyczny mieszkaniec stolicy Francji, bo wychodziło na to, że przypomina najbardziej obywatela Tunezji, Algierii lub Kongo. Z jednej strony nie ma się może czemu dziwić, wystarczy spojrzeć na reprezentację Francji w piłkę nożną, gdzie białych jest może ze dwóch czy trzech, a reszta to czarnoskórzy. Osobiście nie mam nic do Murzynów, nie jestem rasistą, ale zastanawiam się jednocześnie, jaką cenę płaci obecnie Francja za swoją politykę kolonialną. Trzeba bowiem pamiętać, że jeszcze w połowie XX wieku Francja miała olbrzymie kolonie na terenach Afryki, Indonezji czy na Karaibach. Jako, że do dziś językiem urzędowym w wielu z tych krajów jest francuski to imigracja trwa w najlepsze i tysiące mieszkańców dawnych kolonii przenosi się do Francji szukając lepszego życia. Stąd jadąc teraz metrem przez Paryż naprawdę ciężko jest zobaczyć białego. Chyba nie tego spodziewał się Napoleon Bonaparte zdobywając kolejne kolonie…

WHEN YOU’RE STRANGE

Jak już jesteśmy przy Jimie Morrisonie i grupie The Doors to muszę wspomnieć o filmie, który właśnie wchodzi na ekrany naszych kin. Rzadko filmy dokumentalne można obejrzeć u nas w kraju na dużym ekranie, więc tym bardziej na ten trzeba się wybrać. A przynajmniej na pewno powinni pójść fani legendarnego zespołu i wielbiciele Morrisona. „When You’re Strange” to kolejna próba pokazania The Doors od innej strony i oddzielenia faktów od mitów na temat zespołu i jego ekscentrycznego wokalisty. Nie brakuje oczywiście wypowiedzi pozostałych członków zespołu – Raya Manzarka, Robby’ego Kriegera i Johna Densmore’a oraz wielu fragmentów materiałów archiwalnych z lat 1966-1971. Poniżej trailer tego niezwykłego, wielokrotnie nagradzanego na wielu festiwalach dokumentu, w którym narratorem jest sam Johnny Depp.

TO SIĘ NAZYWA WYZWANIE!!

Uwaga, uwaga! Wreszcie, po 21 latach palenia papierosów postanowiłem rzucić w cholerę ten paskudny nałóg! Z zamiarem tym nosiłem się gdzieś tam wewnętrznie już od dłuższego czasu, ale cały czas palenie sprawiało mi po prostu przyjemność i nie mogłem się zmobilizować, żeby moje ukochane fajeczki rzucić w kąt. Jednak ostatnie wydarzenia w moim życiu, a szczególnie śmierć Taty, którego wszystkie problemy ze zdrowiem wzięły się właśnie z nałogowego palenia papierosów przez całe życie w ilościach hurtowych, spowodowały, że coś we mnie w końcu pękło i decyzja zapadła. Nie wiem czy mi się uda, ale wierzę w to mocno, tym bardziej, że razem ze mną fajki mają rzucać też Pawcio i Losadamos, co spowodowało oczywiście małe side bety pomiędzy nami. Dodatkowo przyjąłem zakład o skrzynkę Jacka Danielsa z Wiśnią, więc mam już dodatkową motywację, aby mi się udało. O moich sukcesach (lub ich braku) w rzucaniu fajek będę na pewno informował w blogu. A może ktoś chce jeszcze przyjąć jakiś zakładzik?

KĄCIK MUZYCZNY

Na koniec chwila muzyki - klip z najnowszej płyty Eminema. Piosenka ta chodzi za mną już od paru tygodni. W ogóle ostatni album Eminema uważam za doskonały, a dwa hiciory z tej płyty urywają głowę. Kawałek „Not Afraid” i przedstawiany poniżej numer zaśpiewany wspólnie z Rihanną (za którą generalnie nie przepadam, nie moje klimaty…) okupują od pewnego czasu listy przebojów. Teledysk jest o tyle ciekawy, że występują w nim znana z filmu „Transformers” Megan Fox i gwiazda seriali „Lost” i „Flash Forward” Dominic Monaghan. Enjoy!

Dodaj artykuł do:
Ocena:
Oceń:

Poprzednie wpisy w tym blogu

Zemsta Kapicy

14.11.11
Dziś będzie trochę mniej o pokerze, zajmę się za to sprawami społeczno-politycznymi, które w jakimś sensie nas, pokerzystów, dotykają ostatnio najmocniej....

czytaj więcej » 44

Hello! To znowu ja!

07.11.11
Pogmatwane są moje blogerskie losy. Po różnych perypetiach postanowiłem po dłuższym namyśle wrócić ponownie na łamy Pokertexas z moimi tekstami, bo jakoś nie...

czytaj więcej » 55

Dobra passa trwa!

24.04.11
DSO W LLORET DE MAR – DOBRA GRA, SŁABY WYNIK W poprzednim blogu zapowiadałem kilka wyjazdów na turnieje w Europie. Pierwszym z moich zaplanowanych pokerowych...

czytaj więcej » 64

Duży sukces w After Darku

21.03.11
FERIE W ZAKOPANEM Zacznijmy jednak od początku. Ostatnio zapowiadałem swój familijny wyjazd do zimowej stolicy Polski na ferie. Wyjazd z rodziną nie zdarza mi się...

czytaj więcej » 40

W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400

Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »

Komentarze (44)

Ocena:
Oceń:

nieistotne 23.08.2010 17:57

Poszukaj:

ALLEN CARR “łatwy sposób na rzucenie palenia”

Nie wiem na ile jestes podatny na “pranie” mózgu… z pewnością nie zaszkodzi ;)



Ocena:
Oceń:

Ikillyou 23.08.2010 15:48

nie rozumiem cie, uwielbiam klaskanie przy lądowaniu



Ocena:
Oceń:

JackDaniels 23.08.2010 15:20

Ja miałem pomysł, żeby rzucać fajki na tabexie, ale wczoraj Pawcio mi wyczytał z ulotki, że biorąc tabex nie powinno się pić, a tego już nie mam w planach!! :) Więc zostały teraz plastry… Dziś je kupię, zobaczę jak to działa…



Ocena:
Oceń:

NESSIE_RK 23.08.2010 15:15

DZIĘKI KARTKA ZA WSPARCIE ! Chyba jednak Twój sposób jest lepszy. Muszę tylko wybrać odpowiedni czas bo “wolę to mam bardzo silną – robi ze mną co chce” pozdr.



Ocena:
Oceń:

Chessfriend 23.08.2010 15:01

Przy okazji relacji z Père-Lachaise aż się prosi wspomnieć o związku The Doors z Chopinem.

What are they doing in the Hyacinth House?



Ocena:
Oceń:

JackDaniels 23.08.2010 14:53

@Arystoteles – akurat leciałem w obie strony klasycznym Airbusem 320, bez żadnych ekstrawagancji, nawet posiłku w tamtą stronę nie podali żadnego, więc nie było się czym podniecać. Co do Paryża – jest to na pewno miasto ze specyficznym klimatem, więc jeśli ktoś się tam dobrze poczuje to będzie zadowolony. Słyszałem już teksty, że to miasto brudne i śmierdzące, ale osobiście tak nie uważam. Poza tym jeśli jest brudne to przez turystów odwiedzających Paryż, a nie mieszkańców. Nie wiem gdzie piłeś browar za 12€, ale ja na Champs Elysees to jadłem obiady z rodziną za 80-90€ (i tez piłem duże piwo).



@Kartka – na pewno będe tęsknił i wzdychał, ale jak zacznę ponownie czuć lepiej smaki to mi ta tęsknota pewnie przejdzie :)



Ocena:
Oceń:

Pneumokok 23.08.2010 11:30

Ostatnio rozmawiałem z kimś kto był w Francji w odwiedzinach u rodziny. Widać,że ponad 50% to czarni, a nie rodowici Francuzi. Powód jest banalny. Otóż, ktoś kto przybędzie do Francji legalnie, ma prawo sprowadzić swoje dzieci. Wtedy cała wioska w odpowiednim wieku, dopisuje się jako dzieci, jeżeli chce wyjechać do Francji. Łatwo tam przekupić miejscowego urzędnika a administracja nie jest zbytnio rozbudowana, aby to kontrolować.



Ocena:
Oceń:

Blasco666 23.08.2010 11:21

czarni jak najczarniejszy Kafka



Ocena:
Oceń:

makumba 23.08.2010 10:52

arabowie z krajów Maghrebu, stanowiący znaczną część imigracji do Francji oczywiście nie są biali ale żeby od razu nazywać ich czarnymi?



Ocena:
Oceń:

Marique 23.08.2010 10:12

Świetny odcinek:)Niby dość długi, ale… chętnie jeszcze bym poczytała;)



I na zakończenie nuta, która także za mną “chodzi” od kilku tygodni.



Aby dodać komentarz musisz się zalogować!

$600 PokerStars
$500 bwin
€1.000 ParadisePoker
$500 PartyPoker
$500 BetClic
€1.000 CardCasino
$400 888 Poker
€500 Unibet
$2.500 BetFair
$2.000 HeyPoker
$2.000 Poker770