DOBRY POWRÓT DO GRY, A POTEM?
Tuż po powrocie z Portugalii zgłosiłem się na sobotniego freezouta w Hiltonie i od razu udało
się zanotować dobry występ i zająć drugie miejsce. Turniej udany, pomimo dość słabego
początku. W końcówce jednak zacząłem grać bardzo dobrą grę i w zasadzie bez showdownów
na stole finałowym zbudowałem porządny stack, który pozwolił na walkę. W HU popełniłem
jednak mały błąd i chyba zbyt szybko poszedłem na całość, a była szansa na zwycięstwo. No
trudno, drugie miejsce też niezłe?
Po tym turnieju nastąpiła jednak fatalna seria turniejów bez jakichkolwiek sukcesów. Najpierw
od poniedziałku rozpoczął się w Hiltonie festiwal. W poniedziałek grałem satelitę za 200 zł z
rebuyami do main eventu, który miał kosztować 4300 zł. Satelita poszła mi koszmarnie. W fazie
rebuyów wygrałem chyba tylko jedno rozdanie i do dalszej gry przystępowałem z minimalnym
możliwym stackiem. Nie pograłem jednak długo, bo odpadłem z gry w pierwszym rozdaniu po
rebuyach. Moje AQ nie dało rady AK u Artura Waska i było po zawodach. Następne dwa turki
również słabo, choć w środę w Terminatorze doszedłem nawet do siódmego miejsca. W związku
z tym postanowiłem nie grać w main evencie tylko pojechać z Pawciem do Poznania na otwarcie
klubu pokerowego.
Rising Sun to naprawdę świetne miejsce do gry w pokera i można pozazdrościć poznaniakom
takiego lokalu w ich mieście. Na turnieju otwarcia stawiłem się więc i ja chcąc zobaczyć ?czym
to się je?, czyli spróbować swoich sił w rywalizacji ze sporą rzeszą graczy. Turniej poszedł mi
tak jak większość większych turów ostatnio ? pierwszy dzień świetnie, drugi dzień katastrofa.
Trafiłem na bardzo ciężki stół z Rado, Prawiczkiem i Pawciem, gdzie tych dwóch pierwszych
cały czas próbowało sobie udowodnić, który z nich jest bardziej szurnięty przy stole pokerowym
i akcji nie brakowało. W zasadzie w każdym rozdaniu czyjś stack mógł szybko zmienić swojego
właściciela. Mi karta nie szła i powoli traciłem żetony, bo nie chciałem się wdawać w wojenkę
z dwoma świrami. Jednak od pewnego momentu, gdy wyeliminowałem jednego gracza z gry,
w karcie coś drgnęło, przesadzono mnie do innego stołu i tam w kilka leveli ze stanu 16k
doszedłem do ponad 50k na koniec dnia 1B. Był to największy stack w drugim dniu turnieju,
a chyba czwarty czy piąty wśród wszystkich graczy, którzy przeszli do dnia drugiego. Co z tego?
Już na początku gry w drugim dniu mój stack powiększył się do 72k i byłem jednym z liderów.
Jednak w jednym z rozdań wpakowałem się pod pociąg i było w zasadzie po herbacie. Podbiłem
z późnej pozycji z KcTs. Sprawdził mnie tylko gracz na BB. Flop QJ8, same trefle. Mam więc
open draw do strita i draw do koloru na królu, a po checku od rywala gram c-beta. On dokłada.
Na turnie spada król, który daje mi dodatkowo top parę, gram więc za mniej więcej pulę. Mój
przeciwnik odwija się all inem, ja dokładam, a on pokazuje mi T9 w treflach, czyli pokera z
flopa! As dający mi na riverze strita już raczej mi wiele nie pomógł? Resztę żetonów oddałem
zaraz potem trafiając na nutsowy kolor u rywala i odpadłem na 20 miejscu. Shit happens!
Ten tydzień wcale nie jest lepszy. Terminator poszedł słabo, a odpadłem w dość dziwnym
rozdaniu. Po kilku limpach do mnie podnoszę na CO dwa walety. Blindy 75/150, kilka limpów
po drodze, robię więc 1050, aby zostać najwyżej z jednym graczem. Dokłada mi jednak dwóch ?
Serginho na UTG i siedzący za nim AArtino. Flop T87, w tym dwa kara. Obaj czekają, ja mam
6k w stacku, w puli jest już ponad 4k. Najpierw chciałem zagrać za jakieś 2500 i zobaczyć co się
wydarzy, ale pomyślałem, że jeśli któryś z nich postawi mnie na all inie to i tak dołożę z over
parą i gut shotem do strita, więc lepiej zagrać od razu za wszystko i nie dać im szansy taniego
drawowania do koloru czy strita. Nagle Serginho gra all in za 8300 i po chwili namysłu AArtino
również to sprawdza! Pierwszy pokazuje KK (sic!!!), a drugi seta siódemek! Ratowała mnie
więc tylko dziewiątka lub walet, jednak spadły dwie szóstki i AArtino wygrał ze swoim fullem
eliminując nas obu z turnieju.
We wtorek z kolei pojechałem najpierw do Hyatta, aby zagrać turniej Strefy za 200 zł, ale już
na miejscu okazało się, że prawie nikogo nie ma w kasynie! Było chyba z sześciu chętnych, więc
uznałem, że to bez sensu grać i pojechałem na nowy turniej do Hiltona. Wpisowe też 200 zł, ale
gra się na zmianę jeden poziom texasa i jeden poziom dealers choice?a. Odpadłem już na tym
drugim levelu? Turniej fajnie pomyślany, ale moim zdaniem powinno być tam w stacku nie
8 ale 20 tysięcy na start albo DC powinien być rozgrywany w limicie. Pot limit buduje takie
pule, że jedna pomyłka/bad beat/nietrafiony draw i gracz żegna się z turniejem.
TURNIEJ CHARYTATYWNY
W międzyczasie udałem się z Pawciem na turniej charytatywny do Hyatta, aby pomóc jednemu
piłkarzowi Stali Stalowa Wola choremu na białaczkę. Kuba Ławecki ? bo o nim mowa ? nie jest
gwiazdą polskich boisk, ale akurat jego historia wpadła mi wcześniej w oko, bo została opisana
w Przeglądzie Sportowym. Został on zostawiony przez swój klub sam sobie i nie ma żadnej
pomocy ze strony swojego niedawnego pracodawcy. Cel był więc szczytny, a ja na takie akcje
jestem zawsze gotowy. Pawcio już zamieścił relacje z tego turnieju , więc nie będę powtarzał
jak było. Powiem tylko jedno ? byłem bardzo zażenowany zachowaniem wielu ?gwiazd?, które
stawiły się na tej imprezie. Krótko mówiąc dało się zaobserwować węża w kieszeni u wielu z
nich i chyba sam więcej wydałem na rebuye niż cała ta plejada gwiazd zebrana na turnieju. Już
na samym początku organizatorzy musieli zmienić trochę zasady gry, bo wpisowe dla gwiazd
miało wynosić 1000 zł, ale nie było chętnych do zapłacenia takich pieniędzy, więc grali za
darmo i mieli robić tylko rebuye. Okazało się, że nie było ich zbyt wiele i stolik dziennikarzy,
przy którym siedziałem między innymi ja, zrobił ?obrót? kilka razy większy niż suto opłacane
gwiazdy naszych boisk. No cóż, można i tak? Dodatkowo wygrałem aukcję o koszulkę Jacka
Bąka z Austrii Wiedeń i piłkę z autografami graczy tego klubu i już niedługo pomyślę co z nią
zrobić dalej. Pewnie zorganizuję jakiś turniej albo oddam ją na kolejną charytatywną aukcję
(coś mi Autek wspominał, że jego żona organizuje coś takiego we Wrocławiu). W każdym razie
sama akcja pomocy młodemu człowiekowi bardzo mi się spodobała i będę na pewno w każdej
takiej następnej brał udział. Kto wie kiedy ktoś z nas będzie potrzebował takiego wsparcia??
POŻEGNANIE Z TEAMEM
Od powrotu z Algarve i zakończenia Unibet Open przestałem być graczem Teamu Unibetu.
Dla wielu z Was jest to być może zaskoczenie, ale stało się tak jak się stało i współpraca z
tym poker roomem w tym zakresie została definitywnie zakończona. Złożyło się na to kilka
przyczyn, o których pisał tutaj oczywiście nie będę, bo jest to sprawa ?wewnętrzna?, ale w
tym miejscu chciałbym złożyć wielkie podziękowania całej ekipie Unibetu ? Kasi, Dominice,
Leszkowi i Wiśni oraz wszystkim innym ? za te kilka miesięcy owocnej współpracy. Nadal
będę jednak wykonywał swoje komentatorskie obowiązki (choćby podczas USOP lub przy
pracy nad WSOP dla Canal+). No cóż, pora chyba na kolejne nowe wyzwania?
Z OSTATNIEJ CHWILI!
Właśnie wróciłem z Hiltona. Miałem już nie grać aż do soboty, czyli do finału Strefy, ale dziś
mnie coś ?wzięło? na czwartkowy donkfest i o 18:45 podjąłem decyzję, że jadę. I co z tego
wyszło? Ano wygrałem! WOW! Sam nie mogę w to uwierzyć, bo akurat ten turniej mi nigdy
nie podchodził i wyniki w nim miałem słabe. Gracze robią co chcą, grają z czym popadnie i
ciężko coś w tym wariatkowie rozsądnego zagrać. Tym razem było podobnie, ale na szczęście
miałem doskonały początek. Wpadłem spóźniony, siadam do stołu, na późnej pozycji dostaję
KJ i po kilku limpach robię ?przesiew? za 225. Dwóch mi dokłada, a na flopie spada KJ9.
Niezły flop! Po checkach gram c-beta za 700 i nagle jeden z rywali przebija do 1400. No cóż,
ja w tym turnieju nie wywalę nawet top pary z dobrym kickerem, więc all in! On sprawdza i
pokazuje mi? K6 off!! Dzień dobry nutsie! Double up w pierwszym rozdaniu! To lubię!
Potem szło różnie, ale generalnie do przodu. Bezlitośnie wykorzystałem chyba każdy błąd
graczy na moim stole, a że robili ich naprawdę dużo to żetoniki jakoś się kręciły w moją
stronę. Od poziomu 300/600 ante 50 miałem jednak niesamowicie długą serię bezkarcia i
zaczęło być krucho. Na szczęście w rozdaniu ?ratunkowym?, w którym po długim czasie
dostałem w końcu jakieś AJ wyeliminowałem z gry Kilera i podreperowałem stack. W końcu
doszło do ciekawego rozdania. Na shorcie gram all in z KT, sprawdza mnie dwóch graczy.
Flop i turn obaj czekają i już mi się wydaje, że jestem w czarnej dupie, kiedy na riverze spada
karta kompletująca mi strita, ale zarazem trzeciego kiera na stole. Raczej pewny wygranej
patrzę na rozwój wypadków, jeden z graczy czeka, a drugi nagle gra all in!! Gruby all in!!
Myślę sobie ? jest niedobrze! Pewnie ma kolor! Gracz pierwszy wyrzuca dwie pary (!!) bojąc
się właśnie strita lub koloru, a drugi pokazuje? nic! A4! Kompletny rozjazd z flopem! Ja
oczywiście wygrałem rozdanie, ale sama akcja według mnie chora! Dodam jeszcze, że było
to już tuż przed FT i miejscami płatnymi, więc zagranie tym bardziej karygodne! Ale to nic,
lepiej było dalej.
11 graczy w grze, bubble. Przy blindach 1500/3000 jestem na SB i mam
12400. Do mnie same foldy, więc oczywiście gram all in z any two i liczę na fold przeciwnika,
który ma około 20k. Ten jednak mnie sprawdza z K4!! Ja odsłaniam karty, mam 65, trafiam
szóstkę na flopie i podwajam się. O rany, ale się zaczęło! Jak ja mogę zagrać z takim gównem
all ina??!! Co ze mnie za gracz??!! I tego typu teksty. Oczywiście wygłaszał je mój przegrany
przeciwnik, który notabene przez cały turniej wygłaszał mi bałwochwalcze pieśni o tym, jaki
to ja nie jestem dobry gracz i mógłbym go pewnie wiele nauczyć? Próby tłumaczenia mu
czegokolwiek spełzły na niczym. W końcu pękł bubble buble zaczął się stół finałowy. W parę
minut zostało nas pięciu, bo jakoś wyjątkowo szybko chłopcy sobie zaczęli radośnie odpadać.
Krótko mówiąc będąc turbo shortem nie zdążyłem nawet zagrać ręki, a już byłem na piątym
miejscu. Nieźle! Gdy doszedł do mnie big blind gracz z małego blinda postawił mnie na all
inie, dołożyłem z QT i wygrałem z jego Q5. Za chwilę kolejny double up, następny gracz
wyeliminowany przeze mnie, jakaś większa pula i nagle jestem liderem na stole i gra nas
tylko czterech! No to takiej okazji już nie można przepuścić, tym bardziej, że rozdawała moja
ulubiona krupierka Jola (pozdrawiam Cię kochana gorąco!!) i kręciła softem jak należy! Moja
para dwójek kontra 98 ? 9 na flopie i riverze, ale po drodze dwójeczka na turnie! Moje 98
kontra Q7 na flopie Q9x ? ósemka na river. I wreszcie ostatnie rozdanie ? moje A7 kontra AK
rywala i siódemka na turnie dająca mi wygraną w turnieju. Czasami trzeba mieć też trochę
farta, nie?! Oby to był dobry znak na następne dni, bo już zaczynałem się martwić? Dziś
jednak humor mi się wyraźnie poprawił!
CARLOS MENCIA ? MÓJ IDOL!!!
Ostatnio oglądam namiętnie filmy na Youtube z przedstawieniami najlepszych komików
amerykańskich i uważam, że są po prostu genialni! Takiego rodzaju humoru nie ma u nas w
Polsce w ogóle, za to tam ludzie tacy jak Carlos Mencia, Pablo Francisco, Freddy Soto, Jeff
Dunham czy wielu innych to gwiazdy pierwszej wielkości zarabiające miliony dolców. Od
dziś będę się starał w moim blogu umieszczać jakiś filmik z występem któregoś z tych gości.
Na pierwszy ogień cała prawda o kobietach w wykonaniu Carlosa Mencii. Jest naprawdę
nieziemski, choć temat jest dość drażliwy, a on sam klnie jak szewc!! Zapraszam!!
PS. Gratulacje Łysy!! Czekamy na Vuelta de Palace z Hot Dogiem w roli głównej!!
W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (42)
tymek113 05.06.2009 11:35
co do komików sprawdź jeszcze klasykę – Richard Pryor, Eddie Murphy i z nowszych Chris Rock, Dave Chappelle – mistrzostwo…
pros 05.06.2009 11:25
Czy bedzie jeszcze wykop JD na unibet?