O ile w Olympicu już od jakiegoś czasu trwają turnieje to teraz z taką ofertą wyszło również kasyno w hotelu Hyatt. Co ciekawe, inicjatywa Casinos Poland spotkała się ze skrajnie różnymi emocjami i stołeczni pokerzyści mają bardzo podzielone zdania co do tego, czy w kasynach grać czy nie. Postaram się dziś w kilku zdaniach przedstawić moją opinię na ten temat.
Zacznijmy może od tego, co oferują nam warszawskie kasyna. Pierwsza oferta z Hiltona sprzed paru miesięcy nie wyglądała zbyt atrakcyjnie. Turnieje owszem, można było grać, ale formuła wypłacania nagród w zasadzie natychmiast zniechęciła większość graczy do udziału w rozgrywkach w Olympicu. Nikt nie chciał bowiem brać udziału w miesięcznym zdobywaniu punktów, aby dopiero na koniec miesiąca zagrać w jednym większym turnieju (początkowo miał to być event z wpisowym 1.500 zł z możliwością jednego rebuya, ale szybko okazało się, że nastąpiła zmiana i był to zwykły freezout). Frekwencja nie zachwyciła, podobnie zresztą jak w kilkunastu kolejnych tygodniach. Ludzi było mało, turnieje z niskim wpisowym nie przyciągnęły dotychczasowych „regularsów”, z miejsca kultowego dla warszawskiego pokera Hilton stał się miejscem mało uczęszczanym. Teraz jednak następuje jedna dość ważna zmiana w regulaminie. Mianowicie zdobywane w turniejach punkty można w zasadzie od razu wymieniać na gotówkę w kasie. Jest to na pewno poprawa warunków, bo zamiast kumulacji kasy przez dłuższy okres można ją mieć w kieszeni od razu. Oczywiście jest też opcja zamiany punktów na wpisowe do finału miesiąca, który obecnie kosztuje 1.000+100 złotych.
Zostawmy na chwilę Olympica i spójrzmy, co oferuje nam kasyno w Hyatcie. Trwający prawie dwa miesiące cykl z turniejami po 50 i 100 zł (choć biorąc pod uwagę fakt, że jest możliwość wzięcia jednego rebuya to są to bardziej turnieje za 100 i 200 zł), w bardzo dobrej strukturze (po rebuyu gracz ma 10.000 żetonów i 30-minutowe blindy), z finałem za 500+50 zł na koniec czerwca. Każdy gracz ma prawo po wygranej udać się do kasy i wypłacić pieniądze (po odjęciu zaliczki na podatek) lub przeznaczyć swoją wygraną na opłacenie kolejnych turniejów w kasynie. Dodatkowo Casinos Poland zakłada teraz każdemu graczowi osobistą „kartotekę” z jego wydatkami na wpisowe i wygranymi turniejowymi, co umożliwi na koniec czerwca, po turnieju finałowym, rozliczenie każdego gracza. Tak więc wygrywający gracze zapłacą podatek tylko od swoich zysków, a nie od wszystkich wygranych, co jest niewątpliwie dużym plusem.
Skąd więc te niezdrowe emocje u części zawodników? Wiadomo – ustawa wprowadziła chory, nienaturalnie wręcz duży podatek od wygranych w wysokości 25%. W jednym z komentarzy pod newsem mój redakcyjny kolega Góral (który chyba zna się trochę na finansach) rozpisał Czytelnikom, dlaczego gra live w kasynach się nie opłaca i że jest to ewidentnie EV-. Powiem szczerze, że połowy z tego, co on tam napisał to kompletnie nie zrozumiałem, a pewnie nawet jakbym zrozumiał to nie kumam niestety podejścia w stylu „nie grajmy w kasynach w ramach protestu”. Z jednym się zgadzam w 100% - tak wysoki podatek to złodziejstwo w biały dzień, tym bardziej, że do tej pory pokerzyści od swych wygranych żadnego podatku w kasynach nie płacili (płacony jedynie był oczywiście rake), więc teraz ciężko jest się nam wszystkim do tego przyzwyczaić. Ale nie grać na znak protestu? Przeciwko komu niby ten protest? Wątpię, żeby miał być on wymierzony w polskie kasyna, bo co one w sumie są winne? Więc przeciwko komu? Polskiemu rządowi? To chyba jedyne rozsądne wytłumaczenie, ale ja się pytam – a co to kogo w naszym rządzie obchodzi? Czy ci nawołujący do bojkotu gry w kasynach uważają może, że któryś z polityków przejmie się tym, że kilku zapaleńców pokera nie pojawi się w kasynie? Czy minister finansów albo premier będą sprawdzali czy przypadkiem chorymi zapisami w ustawie nie wyrządzili krzywdy polskim pokerzystom albo nawet polskim kasynom? Gdyby tak było to nie byłoby tej debilnej ustawy. Teraz musimy nauczyć się z nią żyć (przynajmniej do momentu jakiś zmian, ale te mogą nadejść za czas nieokreślony lub nie nadejdą wcale) i korzystać z tego, co dają nam kasyna. Uważam oczywiście, że w obecnych warunkach nie mamy co marzyć o kolejnych turniejach EPT czy Unibet Open w Polsce, ale żeby od razu bojkotować wszystkie turnieje? A jaką mamy alternatywę do gry live? Trzy czy cztery kluby pokerowe w kraju, które i tak cały czas działają na granicy opłacalności, a właściciele codziennie obawiają się kolejnych nalotów smutnych panów ze Służby Celnej?
Oczywiście marzy mi się model czeski czy austriacki – profesjonalne kluby stricte pokerowe, wysoka frekwencja na turniejach i wielkie festiwale organizowane przynajmniej raz na miesiąc. Ale wiadomą rzeczą jest, że to nam na razie nie grozi i musimy bardziej martwić się o to, czy będziemy mieli w ogóle gdzie grać. Załóżmy bowiem, że w tej chwili wszyscy olewamy grę w kasynach i nie chodzimy na żadne organizowane tam turnieje. Skutkiem tego będzie zapewne wycofanie pokera z oferty kasynowej (a każdy dobrze wie, że i tak poker w kasynie nie był nigdy sprawą specjalnie dochodową, więc jest to dość prawdopodobny scenariusz). Gramy więc we wspomnianych przeze mnie kilku klubach, w pubach czy piwnicach, gdy nagle komuś „na górze” przychodzi do głowy genialny pomysł, żeby polskim pokerzystom jeszcze trochę życie uprzykrzyć i w owych miejscach zaczynają się kontrole Służby Celnej albo naloty Policji. Kluby oczywiście natychmiast się zamykają (przykłady tego już w Polsce mieliśmy) i wszyscy, którzy mają ochotę na pokera na żywo nagle budzą się z ręką w nocniku, bo nie mają gdzie grać. Możliwe? Jak najbardziej! Co wtedy zrobimy? Będziemy błagać wtedy kasyna, żeby ponownie wzięły się za pokera? Zapytam wprost – jak fakt bojkotowania kasyn ma wpłynąć na poprawę obecnej sytuacji?? Zanim zaczniemy marudzić, że podatek za wysoki, że EV-, że się nie opłaca itd. to pomyślmy o tym, że turniej pokera na żywo to coś więcej niż tylko rywalizacja przy stoliku. To również możliwość spotkania się z kumplami, pogadania o pierdołach, wypicia drinka (albo nawet wielu drinków…) i miłego spędzenia czasu przy pokerze. Jeśli mamy wszystko przeliczać na pieniądze to lepiej idźmy wszyscy do roboty do fabryki skręcać śrubokręty – tam co miesiąc pensję każdy dostanie. A że beznadziejną i nie będzie funu z wykonywanej roboty to już inna sprawa…
Naprawdę uważam, że starania warszawskich kasyn to duży krok w kierunku powrotu do normalności. Przecież jeszcze na początku roku każdy z nas mógł tylko pomarzyć o legalnej grze, bo przepisy ustawy mówiły choćby o takich wymogach jak zgłoszenie listy graczy na 30 dni przez rozegraniem turnieju, wysokiej opłacie jednorazowej od kasyna za organizację eventu czy innych kompletnych bzdurach, których fizycznie nawet nie dało się wykonać. Teraz mamy już to, co mamy, a za chwilę może się okazać, że do kasyn wrócą również gry cash (już jest to po cichu zapowiadane), potem być może czekają nas następne ustępstwa ze strony Ministerstwa Finansów wywalczone przez kasyna. I jak mawiał trener Leo B. – „krok po kroku” dojdziemy do tego co chcemy. Ostatnie wydarzenia pokazują, że kasyna chcą nam pomóc i nie można tego lekceważyć.
Nie nawołuję tutaj oczywiście do zaprzestania gry w „naszych” klubach. Wręcz przeciwnie! Uważam, że wszystkim właścicielom klubów pokerowych, którzy działają i – co by nie mówić – nadstawiają karku, żeby grupki pokerowych świrów mogły regularnie pograć w turniejach live, należy się ogromny szacunek za ich pracę i poświęcenie. I chyba również za odwagę, bo łatwo to oni nie mają. Jestem stałym bywalcem obu warszawskich pokerowych „gralni” i wiem, że kokosy z tego prawie żadne, dogodzić każdemu ciężko, a na plecach odpowiedzialność ciąży spora. Podobnie jest przecież w Poznaniu, Krakowie i innych miastach, gdzie takie kluby działają. Tym bardziej respekt za to, że chłopakom nadal się chce i mają do tego cały czas zapał i chęci. Życzę im, żeby nadal się nie poddawali i robili tak dobrą robotę jak dotychczas!
W tym miejscu trzeba sobie zadać niesamowicie ważne pytanie – gdzie są te nasze słynne pokerowe federacje i co robią, żeby nam pomóc w życiu? Gdzie spełnienie wszystkich obietnic przedwyborczych sprzed zjazdu PFPS i tych składanych w chwili powstawania PZP? Dlaczego nadal żadna z pokerowych organizacji nie zrobiła nic, żeby sytuacja pokera w Polsce choć odrobinę się polepszyła? Przypomnijmy sobie w skrócie jak to było…
Gdy w naszym kraju powstawała z inicjatywy Michała Wiśniewskiego Polska Federacja Pokera Sportowego cały nasz światek miał nadzieję, że wreszcie ktoś weźmie się za poprawę słabego wizerunku pokera w dość zaściankowej Polsce. Mit Wielkiego Szu i wszystkich złych skojarzeń z tego wynikających wisiał nad nami niczym miecz Damoklesa. Michał podjął się więc bardzo niewdzięcznego zadania. Musiał przekonać tych, którzy o pokerze nie wiedzieli nic, że texas holdem to nie gra dla bandytów, że to gra inteligencji i umiejętności, a gracze to nie oszuści i kanciarze wyciągający karty z rękawów. Rzeczywistość przerosła chyba jednak samego pomysłodawcę, bo nie spodziewał się on raczej, że pierwszy cios spadnie na niego od tyłu, czyli w plecy. Jego „dziecko”, którym była Federacja zostało mu bowiem w dość dziwny sposób odebrane podczas grudniowych wyborów do władz PFPS, w których większość głosów zdobył u uczestników zjazdu Paweł Abramczuk. Nie będę już wracał do tej sytuacji, bo w jednym z poprzednich moich blogów opisałem ją dość dokładnie. Powiem tylko, że w kręgach dużych korporacji nazywa się to chyba „hostile takeover” czyli „wrogie przejęcie”. Według mnie właśnie taka sytuacja miała miejsce na zjeździe. W grę nie wchodził oczywiście wykup akcji tylko działania „promocyjno-marketingowe” mające na celu zdobycie głosów potrzebnych do zwycięstwa, ale ostatecznie – jak śpiewała kiedyś Budka Suflera – „to nie tak miało być, zupełnie nie tak”… Stało się, opcja „promichałowa” z kandydatem Janim na czele w wyborach przepadła z kretesem, a rządy w swoje ręce przejął Paweł Abramczuk, który co prawda był również prezesem i przed wyborami to jednak do tej pory liczył się ze zdaniem założyciela PFPS, bo w świecie pokera był człowiekiem mało znanym i nieobytym (pomimo całego swojego doświadczenia z kierowania Stowarzyszeniem Gier Popularnych Mariasz). Jednak okazało się, że obu panom było wkrótce już „nie po drodze” i skończyło się tak jak się skończyło. Michał w odpowiedzi na taki rozwój wypadków założył więc kolejną organizację – Polski Związek Pokera. Cele nowej organizacji były oczywiście takie same jak PFPS, jednak inny miał być sposób ich osiągnięcia. W ten sposób dorobiliśmy się w kraju dwóch pokerowych organizacji. Polscy gracze na początku pewnie trochę zgłupieli (po co nam dwa identyczne w założeniu twory prawne??), ale potem czekali na to, co która z instytucji pokaże i która z nich jako pierwsza wykaże się skutecznością w walce ze zbliżającą się nieuchronnie ustawą zafundowaną nam przez rząd.
Pierwszy ruch wykonał Michał w imieniu… PFPS!! Skierowana do Ministra Finansów na ręce posła Halickiego interpelacja zaczęła być przygotowywana jeszcze przez wyborami do PFPS, gdy „Wiśnia” był jeszcze jej wiceprezesem. Na odpowiedź trzeba było czekać prawie dwa miesiące, a jak już przyszła to w swej treści była mniej więcej taka: weźcie nam dajcie święty spokój, my tu mamy ważniejsze sprawy na głowie. Innymi słowy – według MF poker to gra szczęścia i jako taka jest grą hazardową. Koniec, kropka. Co zrobiła z tym PFPS? No oczywiście napisała kontrpismo, w którym stało jak wół, że – tu pozwolę sobie na własną interpretację tego pisma - minister jest głupi, nie umie czytać, przepisów nie zna, a gra losową jest również piłka nożna, bo po boisku biega przypadkowy sędzia wypaczający często wyniki… Matko i córko, większych pierdół nie czytałem jak żyję na tym świecie 37 lat!! Nawet się jakoś specjalnie nie dziwię, że do dzisiaj żadna odpowiedź z MF do Federacji nie trafiła (a nie trafiła na pewno, bo prezes Abramczuk na pewno pochwaliłby się swoimi działaniami na rzecz poprawy sytuacji pokera w Polsce mediom, czyli pokerowym portalom). W tym samym czasie PZP również nijak się na razie nie pokazał szerszej publice, bo choć pomysłów jest sporo to na razie do ich realizacji jest na pewno dalej niż bliżej. Moim zdaniem cała ta sytuacja z PFPS mimo wszystko mocno zniechęciła Michała do bardziej spektakularnych działań i chyba będzie musiał nabrać „świeżości” zanim ponownie podejmie się niewdzięcznego zadania jakim jest działanie na rzecz pokera w Polsce. I wcale nie jest powiedziane, że mu się znowu zechce… Ciężko więc w zasadzie póki co oceniać Związek, bo na razie zwyczajnie nic się tam nie dzieje, chociaż od założenia organizacji minął już kwartał.
PFPS bryluje za to na polu organizacji polskim pokerzystom freerolli. Szumnie nazywane Pucharem Polski i Mistrzostwami Polski cykle, sponsorowane przez dwa poker roomy, mają ponoć nawet na celu wyłonienie polskiej kadry narodowej w pokera!! Co ta kadra ma robić, z kim i gdzie grać nie jest już nigdzie powiedziane, ale ważne, że będzie! A co!! Inna sprawa to jaki poziom czysto sportowy będzie prezentować kadra wyłoniona z grona początkujących freerollowców (nic nikomu nie ujmując)? I co, na WSOP czy EPT ich się wyśle? Znam kilku graczy, którzy chyba bardziej zasługują na taki zaszczyt… Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – cykle te organizowane są jedynie po to, aby sponsorom przyciągnąć na softy nowych graczy (wiadomo – rake), a Federacji nowych członków (wiadomo – składki). Jest to oczywiście jak najbardziej normalne podejście ze strony poker roomów, ale już niekoniecznie ze strony Federacji, która jak na mój gust członków powinna jednak szukać w trochę inny sposób. Jednak moje największe zaciekawienie wzbudził wywiad, którego dla Pokertexas jakiś czas temu udzielił Paweł Abramczuk przy okazji ogłaszania imprezy pod nazwą Puchar Polski. Mianowicie na pytanie „Dlaczego sponsorem Pucharu Polski został właśnie ten, a nie inny poker room?” (z premedytacją pomijam nazwę firmy, bo nie jest ona tutaj ważna) padła odpowiedź mniej więcej taka: „Nasze warunki były jasne, my dajemy organizację, a firma daje pieniądze. Ten poker room na nasze warunki się zgodził i nie było rozmów z innymi firmami”. Hmmmm… Może ja się nie znam za bardzo na biznesie i nie pokończyłem znanych uniwersytetów na kierunku marketingu, ale na mój prosty, chłopski rozum to coś tu śmierdzi! Jeśli ktoś organizuje tak dużą imprezę, która ma trwać ponoć przez 10 miesięcy, to nie jest nawet zainteresowany ofertami innych firm?? A kto powiedział, że to właśnie wybrany room zaoferował Federacji najlepsze warunki? Skąd wiadomo, że inny room nie dałby o wiele więcej? Dlaczego nie odbył się jakiś konkurs ofert (bo przetarg to może za duże słowo)? Dlaczego nie zostało to zrobione w cywilizowany sposób, na przykład „chcemy zrobić Puchar Polski, tu jest nasza propozycja całego cyklu, my dajemy od siebie to i to, nasze pytanie brzmi, co wy możecie dać nam”? Firmy obrabiają takie zapytanie ze strony PFPS od swojej strony, patrzą czy im się to opłaca, składają swoje propozycje, na koniec Zarząd otwiera koperty z ofertami i wybiera z nich tę najlepszą finansowo, bo na 99,9% ta propozycja byłaby po prostu najlepsza dla samych startujących zawodników (bo nadal łudzę się, że to o ich dobro najbardziej tutaj chodzi…). Proste? A tak to powiem szczerze, że jak przeczytałem ten wywiad to zapachniało mi tu działaniami zakulisowo-podstołowymi w starym, dobrym, komunistycznym stylu „ja tobie to, a ty mi tamto”. Jak było naprawdę pewnie się nie dowiemy, ale według mnie pewien smród jednak pozostał…
Reasumując – mamy dwie organizacje pokerowe: jedna „stara” udaje, że coś robi robiąc tak naprawdę niewiele, druga „nowa” nawet robić czegokolwiek na dobre nie zaczęła, bo jeszcze załatwia formalności z rejestracją. Poker od czasu powstania tej pierwszej w naszym kraju więcej stracił niż zyskał, Polacy nadal uważają, że poker to zło i patologia, bo tak im ktoś powiedział w telewizji, weszła ustawa, której nikt się nie przeciwstawił, a która urwała nam wszystkim jaja, kolejne rządowe projekty są w fazie produkcji (wciąż przecież nie wiadomo co stanie się z e-gamblingiem, w tym pokerem online) i ogólnie to wszystkim nam bardziej jest do płaczu niż do śmiechu.
Po tym dość długim marudzeniu o niedolach polskich graczy pora napisać coś weselszego w treści. Po pierwsze to w ostatni czwartek rozpoczął się Betfair Poker Ibiza Team Challenge, czyli drużynowy turniej dla polskich graczy o wyjazd na turniej na słoneczną wyspę. Na starcie stanęło aż 49 drużyn, a więc walka w tym ciekawym sprawdzianie zapowiada się bardzo interesująco. Również Pokertexas wystawił swoją reprezentację w składzie Pawcio, Sadam oraz ja i jako „Patologia Team” chcemy zawojować najpierw sam challenge, a potem już turniej na Ibizie. Co prawda start mieliśmy nienajlepszy i pierwszy turniej skończyliśmy bez choćby punkcika, ale w myśl reguły „ostatni będą pierwszymi” mamy nadzieję na skuteczne występy w dalszych odsłonach cyklu. Będziemy twardzi jak żelki z „Biedronki”!
Z kolei w najbliższy weekend w warszawskim After Darku odbędzie się bardzo ciekawy event z wpisowym 700+50 złotych. Turniej zaczyna się w sobotę o godzinie 16, na start zawodnicy dostaną 10.000 żetonów, a blindy zmieniać się będą co 60 minut. Cap ustalono na 100 osób, więc na pewno każdy chętny w turnieju zagra. Szansą na zdobycie wejściówki będzie również piątkowa satelita za 50 zł z rebuyami. Miejmy nadzieję, że impreza będzie równie udana jak choćby lutowy Jack Daniels Poker Cup III, gdzie rywalizacja była naprawdę na bardzo wysokim poziomie. No i oby turniej zakończył się tak samo jak ten w lutym!! Nie miałbym nic przeciwko temu!!
Dziś o sporcie pisał nie będę, bo szczerze mówiąc nie mam ochoty. Bo o czym tu pisać? Manchester United przegrał tytuł w Anglii o jeden punkt, Legia w żenującym stylu przegrała z Wisłą, a Pudzian i Mamed wygrali swoje walki (tak, wiem – Mamed zremisował) chyba tylko dlatego, że odbywały się w Katowicach. Robert Kubica zdobył kolejne punkty w F1, ale też szału nie było. Więc zajmę się dzisiaj dłużej filmami, które wkrótce wejdą na ekrany kin.
Pierwsza propozycja to oczywiście najnowszy film Ridleya Scotta „Robin Hood” z Russelem Crowe w roli głównej. Ten duet dał nam już jedno arcydzieło filmowe w postaci „Gladiatora” i szczerze mówiąc mam nadzieję, że i teraz nie zawiodę się na tych twórcach. Kim dla kina jest Ridley Scott chyba nie trzeba mówić. Wystarczy przypomnieć tylko kilka tytułów, które wyszły spod jego ręki – kultowy „Łowca androidów”, legendarna pierwsza część „Obcego”, genialny „Helikopter w ogniu”, trochę mniej znany, ale niezwykle poruszający „Sztorm”, widowiskowe „Królestwo niebieskie” czy ostatnie „American Gangster” i „W sieci kłamstw”. Co film to kolejne zachwyty, ogromne widownie na całym świecie i niezapomniane kreacje aktorów, którzy dostąpili zaszczytu pracy z Mistrzem. Czy w tej sytuacji „Robin Hood” może być filmem złym lub nieudanym? Osobiście wątpię! Oczywiście każdy ma w pamięci Robina zagranego przez Kevina Costnera lub słynny w latach 80’ serial telewizyjny z Michaelem Preadem w roli głównej i fantastyczną muzyką zespołu Clannad, ale założę się, że nowe dzieło Scotta nawet najbardziej wybrednych fanów kina zadowoli. Poniżej pełen akcji trailer filmu. Premiera już w najbliższy piątek!
Kolejna propozycja to zupełnie inny w stylu obraz kolejnego kultowego twórcy. O tym, że Roberto Rodriguez jest - podobnie jak jego przyjaciel Quentin Tarantino - pewnego rodzaju świrem nikogo nie trzeba chyba przekonywać. Jego filmy zazwyczaj dalekie są od kanonów obowiązujących we współczesnym kinie i zawsze czymś zaskakują. Wystarczy przypomnieć tak znane obrazy jak „Desperado”, „Od zmierzchu do świtu” czy „Sin City”. Nowym filmem tego reżysera jest „Machete”, historia zdradzonego agenta federalnego, który pragnie zemsty. Temat niby stary i oklepany, ale w wykonaniu Rodrigueza przedstawiony w niebanalnej formie inspirowanej kiczowatymi filmami akcji klasy C z lat 70’ i 80’. Do tego niesamowita obsada, m. in. Michelle Rodriguez, Jessica Alba, Robert de Niro, Don Johnson i Steven Seagal (cóż za zestawienie!!), a w roli głównej najbardziej charakterystyczna twarz Hollywoodu Danny Trejo - aktor znany już od dawna z dziesiątek ról filmowych, ale chyba nigdy nie nagrodzony za swą pracę taką dużą rolą u tak znanego reżysera. Trailer filmu jest naprawdę niezwykły!
Ostatni film, który chcę dziś zaproponować to najnowszy obraz Christophera Nolana, według mnie reżysera z wielką przyszłością, który już teraz zajmuje wysokie miejsce na liście gorących twórców w Hollywood, ale myślę, że jego czas dopiero na dobre nadejdzie. Mimo niewielkiego dorobku filmowego Nolan może pochwalić się już m.in. niesamowitym filmem „Memento” z Guy’em Pearcem, bardzo mroczną „Bezsennością” z Alem Pacino i Robinem Williamem oraz dwoma genialnymi częściami przygód Batmana z całą plejadą gwiazd. Jego najnowszy film to dzieło, które przypomina mi trochę pierwszą część „Matrixa”. „Inception” – bo o tym filmie mowa – to historia naukowca, który umożliwia ingerowanie w ludzki umysł za pomocą nowoczesnej technologii, w tym również wprowadzanie danych, przeglądanie myśli i zdobywanie informacji. W roli głównej gra Leonardo DiCaprio, aktor kiedyś przeze mnie zwyczajnie nie lubiany za swoje „cukierkowe” występy, ale ostatnio coraz bardziej zdobywający u mnie wysoką pozycję po kilku naprawdę świetnych rolach („Złap mnie, jeśli potrafisz”, „Infiltracja”, „Krwawy diament”, „W sieci kłamstw” czy choćby niesamowita „Wyspa tajemnic”). Sam trailer jest tak zakręcony, że spodziewam się niezłego odjazdu podczas oglądania filmu.
W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (55)
suchy 10.05.2010 14:07
popieram cię stasiek w 100%
stasiek_L 10.05.2010 13:16
Jacku, piszesz bloga na stronie pokerowej. Stronie, która między innymi uczy grać ludzi w pokera. Wiele wpisów, filmów, artykułów tłumaczących od podstaw zasady poprawnej gry w pokera. I każdy średnio zorientowany wie, że po to, aby na pokerze systematycznie zarabiać należy podejmować dobre decyzje zwane inaczej EV+. Oczywiście każdy oprócz tych, którzy widzą w pokerze tylko i wyłącznie grę szczęścia i zabawę. Ustawa, która weszła w życie w dniu 1.01.2010 zrobiła z pokera grę EV-. Czyli zgodnie z naukami poprawnej gry, wykluczyła z udziału w turniejach zawodowych pokerzystów. Nowe zasady spowodowały, że gra ta stała się mniej opłacalna niż ruletka, black jack, czy ruski poker. Dlatego też zdecydowana większość pokerzystów odpuściła sobie udział w turniejach. Wcale nie oznacza to, że w związku z tym pokerzyści bojkotują kasyna. Przecież zdają sobie zdanie z tego, że to nie ich wina iż takie przepisy powstały. Dowodem na to jest to, że wielu pokerzystów bywa w różnych kasynach na innych grach niż poker turniejowy. Sam w tym roku zawitałem kilka razy do kasyna. Oczywiście w każdej chwili sytuacja może się zmienić. Bo ja będę pierwszym z tych, którzy już nigdy nie pójdę do jakiegoś kasyna, jeśli się dowiem, że ktoś z jego pracowników uprzejmie doniósł do Służby Celnej o turnieju w ……
Bo celnicy sami z siebie nigdy i nigdzie nie pójdą.
To pierwsza kwestia.
Kwestia druga. Czy gra w kasynach, nawet ta z przed wejścia ustawy, w sposób naturalny rozwija(ła) pokera w Polsce ? Moim zdaniem nie. Ograniczenie gry w pokera do samych kasyn nigdy nie rozwinie tej gry w sposób masowy ! Poker w Warszawie istniał już w końcu lat 90-tych. Ilu pokerzystów, takich stałych, dorobiła się Warszawa w przeciągu 10 lat ? 300? 400? 1000? Nawet 2000 to śmiech na sali. Zamknięcie pokera tylko i wyłącznie w kasynach skazuje ten sport na wymarcie. Kasyn mamy w kraju bardzo ograniczoną (ustawami) ilość. Wiekszość z nich to małe lokale nie nadające się do organizowania turniejów. Dużo bardziej opłaca się w miejsce stołów pokerowych wstawić te do innych gier. Dlatego tez zamkniecie Warszawy w dwóch kasynach, w których można w pokera pograć nie jest na dłuższą metę żadnym rozwiązaniem. Tylko wyjście pokera turniejowego z kasyn, do klubów odpowiednio do tego przystosowanych, jest możliwością masowego rozwoju tej gry. I o to powinna walczyć tak PFPS jak i PZP. Jest jednak jedno ale. To nie prezesi tych firm, nie zarządy tych firm mogą o pokera poza kasynami walczyć. Do tego potrzebne jest poparcie WSZYSTKICH czynnych (w jakikolwiek sposób pokerzystów plus na każdego z nich jeszcze z 5 osób z poza środowiska) pokerzystów. Nie może być sytuacji, że przychodzi prezes do ministra i mówi, że występuje w imieniu polskich pokerzystów, po czym na pytanie ministra, a ilu Was jest w tym związku pada odpowiedź
no, 350. Na to minister mówi, że 400 to on ma kobiet w kółku gospodyń wiejskich w Garwolinie i one chcą dotacje na dwadzieścia talii kart do makao, a nie zmian w ustawie. Zamiast nawoływać do gry EVskup się na powiększeniu grona członków związków (może sam się zapisz, jeśli jeszcze Cie nie ma). Czekanie na efekty bez malutkiej inicjatywy nic nie przyniesie. Co do działania konkretnych osób (np opisywanego prezesa) mijają kadencje, są walne zebrania, wybory. Z każdego ruchu, czy złego, czy dobrego należy się wytłumaczyć i jeśli tłumaczenia są koślawe, wybrać kolejnego.VENIX 10.05.2010 12:17
w tych turniejach w hyatt rebuy’a możesz dopiero wziąć jak masz 0 żetonów, więc nie masz 10k na start tylko 2× 5k. Wczoraj graliśmy i było 12 osób :D
Axtezim 10.05.2010 12:03
to ja mam takie pytanko, jestem pokerowym żółtodziobem, ale chciałbym liznąć gry live, z tego co przeczytałem to jest możliwość zagrania w kasynach jakiegoś turnieju za 50, 100 zł?? Jeśli tak to czy taka możliwość będzie w Poznaniu(chyba najbliżej mam :P), pewnie wszystko przegram w 5min, ale po prostu chce zobaczyć jak to jest :>
Swoją drogą blog czytam od dłuższego czasu i naprawdę przyjemnie się go czyta, głównie tematy pozapokerowe, ciężko mi ogarnąć sytuację pokera w Polsce i na świecie! :P Co do filmów z tego co zauważyłem to mamy podobne gusta, ja bym jednak proponował czasem wspomnieć o filmach nieco starszych(najczęściej widzę opinie o nowych filmach), albo o perełkach w TV, tak tak zdarzają się takie np. na “Ale kino”, albo TVP2. Może ktoś odkryje filmy naprawdę wartościowe, np. ja ostatnio widziałem świetny film “Eternal Sunshine of the Spotless Mind” w tv, jak i przypomniałem sobie “Pulp Fiction” z 10 raz chyba :P
pozdrawiam
DuzyJot 10.05.2010 11:53
tez czekam na Robina i Machete
a i naprawde dobrze czyta sie te twoje wypociny =)