NAJPIERW O TYM, CO BYŁO DOBRE?
W poprzednim blogu pisałem o wygranym donkfeście w Hiltonie i był to na pewno jeden
z bardziej niespodziewanych ?sukcesów? w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
Ale kolejne dni również były dość udane. W piątek wygrałem ? a jak piszą niektórzy nasi
blogerzy ? zmasakrowałem (czy też zmiażdżyłem) satelitę do finału Strefy Live. Naprawdę
szło mi świetnie i w momencie, gdy zostało pięciu graczy (cztery wejściówki) miałem
więcej żetonów niż reszta graczy w sumie. Był to miły wstęp do samego finału, w którym
tez poszło mi całkiem dobrze. Niestety, grałem w nim dopiero drugi raz (podczas pierwszego
finału byłem na EPT, podczas trzeciego trwał USOP) i w klasyfikacji generalnej nie mogę
raczej odegrać już jakiejś znaczącej roli, ale przynajmniej do TOP8 będę się starał wejść.
Krótko o samym turnieju. Trafiłem na niezwykle mocny stolik z samymi warszawskimi
regularsami turniejów live i wiedziałem, że łatwo nie będzie. Znalazł się wśród nas tylko
jeden gracz, który prezentował poziom rodem z freerolli, to znaczy nie bawiąc się w żadne
inne akcje jak coś miał to walił po prostu all in od samego początku turnieju. No cóż, można
i tak. Prym na stole od samego początku wiódł Tomek, syn Karelliego, który chyba w trzecim
czy czwartym rozdaniu turnieju zgarnął olbrzymiego pota i potem terroryzował resztę stołu.
Karta jakoś mi nie szła, więc siedziałem sobie i czekałem na lepsze czasy. W końcu trafiłem
gościa od all inów (klasyczny piękny suckout JJ v QQ i walet na river), potem wygrałem
wielką pulę przeciwko Sadamowi (moje KQ z królem kier na flopie Q63 w kierach na seta
trójek u Sadama) i wreszcie wyeliminowałem Tomka z moim AQ na jego AT. I nagle zrobiło
się całkiem nieźle. Do niedzielnego finału wchodziłem z piątym czy szóstym stackiem.
Jednak w niedzielę nie było już tak dobrze. Karty zero! Dobre było jednak to, że zaczynałem
z pozycji małego blinda, a zanim doszedłem do dużego to już byłem w kasie! Po drodze
eliminacje nastąpiły bardzo szybko i można było się już cieszyć z paru złotych. Ostatecznie
zająłem w turnieju piąte miejsce odpadając z moim A7 przeciwko KT w piku, do którego mój
przeciwnik skompletował sobie royal flusha!! Jak odpadać to z hukiem!!
? A TERAZ O MOICH KOSZMARACH!
Od tamtej pory jednak w grze nastąpił pewien zastój i nic nie udaje się wygrać. W Hiltonie
słabo idzie zarówno w Terminatorach jak i innych turniejach. Chyba trochę brakuje mi
koncentracji ostatnio. Muszę bardziej popracować podczas gry nad bieżącym analizowaniem
sytuacji na stole, co zawsze było moją mocną stroną, a ostatnio coś się zacięło i nie wyciągam
odpowiednich wniosków z moich obserwacji. Innymi słowy ? mam dobre ready, a sam im nie
ufam, więc podejmuję złe decyzje w kluczowych momentach. Nikomu nie muszę mówić, że
to się mści?
W związku ze słabymi rezultatami na żywo postanowiłem po raz tysięczny przeprosić się z
siecią i pograć online. Trochę mnie wciągnęły te różne wyzwania, które stawiają przed sobą
niektórzy nasi gracze, cały ten challenge Pawcia i Łysego itp. Ja osobiście mam swoje zdanie
co do tych wyzwań i uważam, że żaden gracz mający nad sobą dodatkową presję w postaci
side beta, zakładu o jakąś większa kasę czy inne psychiczne obciążenia wcześniej czy później
przestanie grać swoją najlepszą grę i w przypadku, gdy mu nie będzie szło zacznie tiltować
i popełniać błędy. Ale to tylko taka moja mała teoria? W każdym razie ja sobie nie chciałem
narzucać żadnych wyzwań, limitów, walki w TLB czy innych cudów. Po prostu chciałem dać
kolejną szansę softowi Poker Stars. Jak zawsze wnioski mam takie same ? TAM SIĘ NIE DA
NORMALNIE GRAĆ!!!
Wyrosłem już (mam taką nadzieję!) z szukania przyczyn słabych wyników online w spiskowej
teorii dziejów w stylu ?zawsze przegrywam coin flipy? albo ?jak mam KK to ktoś zawsze ma
AA?. Mój problem polega raczej na tym, że nie mogę przejść do porządku dziennego z faktem,
że na PS gra taka ilość nieprawdopodobnych idiotów! Zaraz się podniosą głosy, że obrażam
graczy, że się mazgaje po paru bad beatach itp. Trudno, mam taką opinię i nic jej nie zmieni.
Jeśli w jednym turnieju, który grałem dzisiaj, za 10$ z rebuyami, trzykrotnie goście łamią mi
moje asy wchodząc w raise (lub reraise) preflop odpowiednio z J8 off, 56 off i 78 off, a potem
dokładają do końca (lub grają od razu all in na flopie) z gutshotem lub trzecią parą i oczywiście
trafiają swoje dwa czy trzy outy na river to co innego można powiedzieć?? Myślałem najpierw,
że takie rzeczy zdarzają się po prostu na niskich stawkach (turnieje za 3$ czy 5$ z rebuyami
lub freezouty do 11$). Ale nic bardziej mylnego! Rebuye po 10$, turnieje za 33$ czy za 55$
i te same akcje! Po prostu ten soft, jako najbardziej popularny i znany na świecie, przyciąga
tych pajaców tak jak światło przyciąga ćmy! Ktoś następny powie mi zaraz, że to właśnie
dzięki takim słabym graczom ci lepsi sobie dobrze żyją. Kolejna prawda! Tylko nasuwa mi
się tu pytanie ? jak farta tych donków można przezwyciężyć?? Zaraz się znowu podniosą
krzyki, że to wszystko wariancja i w długim terminie? itd. Powiem tak ? zanim mi ten ?długi
termin? w końcu zapłaci to co powinien, to albo wypieprzę kiedyś laptopa za okno albo
dostanę zawału serca po kolejnej chorej akcji w wykonaniu jednego z tych ?pokerzystów?!
Historię takich rozdań mógłbym tutaj prezentować w nieskończoność, ale nie o to tu chodzi.
Najważniejszy jest tu schemat, który funkcjonuje na tym sofcie. Nawet słynne Sunday Million
to jeden wielki donkfest, tyle że za większą kasę.
No dobra, dość narzekania. Chwilę o wynikach. Grałem głównie turnieje z rebuyami po 3, 5 i
10 dolarów oraz freezouty od 3 do 55 dolarów (w zależności od tego co akurat ?leciało? na
sofcie). Zagrałem również Sunday Milion, w którym zająłem niezłe 117 miejsce na 7200
graczy oraz satelitę do WSOPa za 370$, która poszła mi fatalnie i szybko odpadłem AK v AJ.
Przez te niecałe trzy tygodnie czerwca wyszło mi nawet niezłe ROI, ale próbka jest oczywiście
mała, bo obejmuje tylko kilkadziesiąt turniejów. Nie gram S&G ani cash games tylko same
MTT i na tym staram się skupić. Najlepszy wynik to szóste miejsce w turnieju za 11$ na 1530
graczy. Kasy z tego oczywiście wielkiej nie ma, bo wypłaty na PS są tak beznadziejne, że w
zasadzie tylko pierwsza piętnastka ma jako takie nagrody (a i to nie zawsze!). W zasadzie to
większość miejsc ?płatnych? to po prostu zwrot wpisowego z niewielkim dodatkiem.
Cała ta akcja pod nazwą ?poker online? kosztowała mnie dużo nerwów, więc w najbliższych
dniach wracam do gry na żywo. W sobotę zagram freezout w Olympicu, w poniedziałek
kolejnego Terminatora, w którym nadal walczę w klasyfikacji generalnej, a już w czwartek
wyjeżdżam do Wrocławia na następny turniej USOP. I w końcu zagram w turnieju!! Czekałem
na tę chwilę długo, ale wreszcie ona nastąpi. Komentuję turniej w piątek, a w sobotę siadam
do stolika i powalczę z resztą graczy. Mam nadzieję, że podejmę walkę w tym turnieju i będę
mógł po nim być zadowolony. Przy okazji w sobotę odbędzie się turniej w pokera tajskiego,
w którym niestety uczestniczyć nie będę mógł, ale polecam wszystkim fanom tej gry! Szykuje
się naprawdę świetny weekend!
FILMOWO
Przy okazji siedzenia w domu obejrzałem ostatnio mnóstwo filmów i seriali. Z tych ostatnich
rozwalił mnie Entourage, którego wszystkie pięć sezonów łyknąłem w 3 noce. Potem przyszła
pora na seriale Castle i Harper?s Island oraz cały pierwszy sezon The Mentalist. Doskonała
rozrywka! Z filmów wpadły mi 12 Rounds, The Curious Case of Benjamin Button (tak BTW
to fajne nazwisko!) czy The Wrestler, ale najlepszy jaki oglądałem to akurat Angels and
Demons, na którym byłem w kinie. Już kiedyś pisałem, że uwielbiam prozę Dana Browna,
ale Kod da Vinci w kinie mnie nie zachwycił, bo omijał bardzo dużo akcji z książki. Tym
razem było już o wiele lepiej i filmowa adaptacja była bardziej szczegółowa i film bardzo mi
się podobał. Ostatnio pojawiło się też mnóstwo nowych trailerów do nowych hitów prosto z
Hollywood. Oprócz The Talkin of Pelham 123 (rezyseria Tony Scott, w rolach głównych
Jon Travolta i Dezel Washington), Knowing (Nicolas Cage) czy Public Enemies (reżyseria
Michael Mann, w rolach głównych Johnny Deep i Christian Bale) obejrzałem również trailer
do nowego hitu kasowego jakim niewątpliwie będzie film 2012 Rolanda Emmericha. Efekty
w tym filmie już teraz można uznać za zdobywcę Oscara w tej kategorii. Zresztą zobaczcie
sami!
I NA KONIEC DAWKA HUMORU
Ostatnim razem przedstawiłem klip Carlosa Mencii, dziś kolejny komik, który moim zdaniem
zasługuje na wyróżnienie. To Pablo Francisco, który obok swego niewątpliwego poczucia
humoru posiada jeszcze niesamowity dar naśladowania wszelkich dźwięków, co często
wykorzystuje w swoich skeczach. Dobrej zabawy!
W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (70)
turystyczny 20.06.2009 15:37
Zgodzę się z tym, że na PS istną plagą jest wchodzenie do gry ze rożnego rodzaju śmieciami mimo podbicia preflop. To niestety cena dużej popularności tego softu. Nie miałbym oczywiście nic przeciwko temu, gdyby nie to, że zazwyczaj takiemu delikwentowi idealnie układa się flop i człowiek przegrywa duże pule, bo kompletnie nie wie co może się po takim graczu spodziewać.
Dwa przykłady z brzegu z turniejów na PS w ostatnich kilku dniach:
Na wczesnej pozycji dostaje AK podbijam 3BB, dwóch calluje. Flop: A25. Wale beta za pule, jeden pasuje, a drugi all in. Wchodzę, a gość pokazuje 35 i odpadam.
Inna sytuacja – na buttonie mam QQ, podbicie 4BB, dwóch na średniej call. Flop: 567. Jeden mini-raise, drugi wali o pule, ja call, ten pierwszy również. Turn Q. Mordka mi się uśmiecha na myśl, że zbiorę solidną pulę. Pierwszy check, drugi daje all in, no to wchodzę, ten pierwszy o dziwo też. Co się okazuje? Jeden ma AK i nie mając nic wchodzi all ina, drugi pokazuje 84 off(!). River mi nie pomaga i odpadam.
Takich sytuacji można wyliczać w nieskończoność. Trzeba chyba odpocząć od Starsów ;)
Baart 20.06.2009 13:58
W zeszłym tygodniu był za 330. Część graczy nawet grała finał rebuy i freezout jednocześnie lol
abdul 20.06.2009 13:58
entourage – zajebisty
smiechen 20.06.2009 13:53
Film “Knowing” nie bardzo pasuje do pozostałych wymienionych tytułów ponieważ po pierwsze jako jedyny z nich miał już premierę w polskich kinach (jakieś 2 miesiące temu), a po drugie jest naprawdę słaby. Jest to oczywiście moja subiektywna opinia, ale wg mnie szkoda Twojego czasu: ) Z kolei pozostałe tytuły mają zadatki na hity i nie wierze żeby zawiodły. Pozdrawiam, kinooperator ;)
MMP1980 20.06.2009 13:28
Pisałem gdzieś już parę dni temu w tej sprawie, odpowiedź była taka: “jest satelita i nie wiem, czy uda się zagrać turniej za 300”.
JackDaniels 20.06.2009 12:19
Ale to chyba wcześniej ta satelita? A potem normalnie turek za 330?
yearmix 20.06.2009 12:07
Jack’u, nie ma freezeout’a w hiltonie dzisiaj bo jest mega zajebista satelita z 22+R (smiech na sali)
Kpt_Zbik 20.06.2009 11:54
Jak moge cos zasugerowac odnosnie gry na PS , na wodach gdzie kroluja wszelkiej masci DONKI… otoz jak mowi madre powiedzenie… nie dyskutuj z idiota bo sprowadzi Cie do swojego poziomu i pobije doswiadczeniem ..
Otoz granie “grubo” b.mocnych ukladow tylko zaprasza tych idiotow do gry w stylu…Pewnie ma AK ,moje 53 ,lapiemy niskiego flopa i jadymy..
Osobisice zauwazylem ze tym durniom lampa sie zapala w momencie gdy ktos gra odwrotnie do nich… check-raise zamiast c-beta,itp
A juz sprobuj pograc headsupy sng systemem Negreanu… bajka,zupelnie przestaja lapac gre,bo jest inna od tego co sami graja…
Mialem podobne odczucia do Twoich grajac na PS,jednak zmiana kliku detali i roznica ogromna..
pzdr
LukeLasko1 20.06.2009 11:42
“że żaden gracz mający nad sobą dodatkową presję w postaci side beta, zakładu o jakąś większa kasę czy inne psychiczne obciążenia wcześniej czy później przestanie grać swoją najlepszą grę” – patrz Phil Ivey:]
“Nawet słynne Sunday Million to jeden wielki donkfest, tyle że za większą kasę.” – to wlasnie jest piekne w SM. Grasz turniej za ponad 200 dolarow, gdzie gdzieki satelitkom masz poziom turka za 5 dolarow. Chyba wolalbym, zeby w w GrandPrix strefy live ludzie grali jak w czwartkowym 100zl hiltonowskim niz jak w EPT.
“ale najlepszy jaki oglądałem to akurat Angels and Demons, na którym byłem w kinie. “ – cmon, sugerujesz, ze A&D>The Wrestler?:] Przeciez ten film polegal na tym, ze Hanks biegal po prostu od miejsca do miejsca i zawsze sie spoznial:)
prawiczek 20.06.2009 11:09
“ W każdym razie ja sobie nie chciałem narzucać żadnych wyzwań, limitów, walki w TLB czy innych cudów “ – Aż Ty “ Łysa Pało “ jak to nie chciałeś narzucac sobie wyzwań ? A dwa side bety kto dalej dojdzie w 11 i 3 R ???? BTW. Oba przegrane przez Ciebie Narcyzie :D