888poker+_728X90
Blogi społeczności

BLOG: "Rafał "Jack Daniels" Gładysz - Blog"

Dobra passa trwa!

Dodano: 24.04.11 | Autor: JackDaniels

DSO W LLORET DE MAR – DOBRA GRA, SŁABY WYNIK

W poprzednim blogu zapowiadałem kilka wyjazdów na turnieje w Europie. Pierwszym z moich zaplanowanych pokerowych wypadów była wizyta na hiszpańskim wybrzeżu Costa Brava, gdzie w miejscowości Lloret de Mar odbył się Chilipoker Deepstack Open. Pierwszy przystanek tegorocznego cyklu nie mógł się chyba odbyć lepszym miejscu. Podczas, gdy w Warszawie było zimno i lało, w Lloret od pierwszej chwili naszego pobytu była piękna pogoda, świeciło słonko i aż chciało się żyć. Do tego widoki za oknem zapierały dech w piersiach, więc od razu zaczął mi się ładować wewnętrzny akumulator. Razem ze mną do Hiszpanii udała się cała ekipa warszawskich głupków i choć nie mieszkaliśmy razem to mimo wszystko życie towarzyskie kręciło się i tak wokół kasyna i miejscowych restauracji.

Tak jak większość naszych graczy do turnieju przystąpiłem w dniu 1A. Jako, że DSO ma strukturę megadeepstackową (50k żetonów na start, godzinne levele) to w pierwszym dniu gra się bardzo długo (około 14 godzin) i w przypadku awansu do dnia drugiego wolałem mieć jeden dzień odpoczynku. Stolik trafił mi się idealny. Większość przeciwników stanowili francuscy i hiszpańscy dawcy, do tego dwóch wyglądających na mocno przestraszonych Polaków (co podejrzewałem od początku gry, ale o czym dowiedziałem się dopiero po kilku godzinach, bo dopiero wtedy odezwali się po polsku przy stole!) i jeden dobrze grający Anglik, któremu jednak kompletnie nie układała się gra i dość szybko odpadł po kilku bad beatach. Mi od początku szło znakomicie i stack rósł przede mną dość szybko. Najpierw wyblefowałem na kilka tysięcy wspomnianego Anglika, który przy asie leżącym na stole zrzucił do mnie KK (sam miałem 6 high na ręku), potem na wojnie blindów moje dziewiątki trafiły seta, a jeden z Żabojadów starał mi się za wszelką cenę udowodnić, że jego siódemki są jednak na mnie wystarczające, spora pula wygrana z Q9 na flopie 9 high przeciwko 96 rywala. Potem jeszcze pierwsze AA w turnieju, full z flopa i już miałem 80 tysięcy.

Jednak po czterech poziomach coś się zacięło. Najpierw oddałem 22k w dużym rozdaniu z damami na ręku. Chyba tylko as na flopie uratował mnie przed większymi stratami, bo rywal miał KK i mogło być słabo. Potem przegrałem z AK 3-betując preflop, betując flop i turn, ale nie trafiając pary przeczekałem river, na którym spadła czwórka, a przeciwnik pokazał mi… 54! Nie wiem, z czym mnie sprawdzał przez wszystkie ulice, bo nie miał nawet ćwierć drawa (oprócz drawa do pary, którą w końcu trafił…). Kolejne kilka tysięcy poszło w cholerę. Zaraz wywaliłem z gry shorta i znowu miałem początkowe 50k. Zabawa zaczynała się od nowa. Nie musiałem jednak długo czekać na odzyskanie strat z nawiązką. Akcja zaczęła się od podbicia gościa od 54, ja siedząc na buttonie sprawdziłem z 86 w drzewkach i razem obejrzeliśmy flopa Q54. On zaczekał, więc i ja chętnie obejrzałem sobie za darmo kolejną kartę, którą okazała się siódemka dająca mi nutsa. Żabojad zagrał zaczepnie za 3,5k, ja przebiłem do 8k i jeszcze nie zdążyłem wsunąć swoich żetonów za linię, gdy już Francuz ogłosił szybki all in. Nie miałem problemu, żeby sprawdzić jego AA i podwoiłem się do 93k.

Chwilę później przegrałem kolejny raz z QQ na ręku oddając na szczęście bardzo niewiele żetonów, gdy do stołu dosiadł się Matt. Zajął miejsce po mojej prawej stronie, co mi osobiście pasowało, bo był niewątpliwie najcięższym przeciwnikiem w tym momencie przy stole. Zanim Matt się wygodnie rozsiadł ja wyeliminowałem z gry kolejnego short stacka. Podbiłem z T9, dostałem trzy calle i razem obejrzeliśmy flopa T87. Zagrałem c-beta, jeden z Francuzów odwinął się przebiciem, więc postawiłem go na all inie. Oczywiście z setem siódemek szybko mnie sprawdził, ale już na turnie spadła szóstka i było nas jednego mniej, a ja miałem 109k. Jednak niedługo pocieszyłem się takim stackiem. Sprawcą mojego nieszczęścia został Matt i jego – według mojego mniemania – mega słabe zagranie. Cała akcja zaczęła się od podbicia preflop od jednego z Francuzów. Dołożył Matt i ja z buttona z QT w treflach. Flop spadł piękny – 963 w treflach! Agresor zagrywa c-beta za pulę ok. 3500, na co Matt przebija go do 8600. Obaj w tym momencie mieli po około 40-42 tysiące przed sobą, więc nie bawiąc się w żadne slowplay’owanie zagrałem po prostu all in. Pierwszy z przeciwników zaczął prawie kipieć, pokazywał karty sąsiadom, myślał, dumał, ale w końcu wyrzucił swoje karty (miał top seta!!), ale Matt nie miał oporów, żeby sprawdzić za cały swój stack z gołym asem treflowym. Oczywiście na river dostał prezent w postaci kolejnego trefla i zabrał mi w ten sposób 40 tysięcy. Po wszystkim skomentował to wszystko tekstem „Myślałem, że masz króla trefl”, czym chyba wpienił mnie bardziej niż tym callem…

Rozdanie z Mattem wyprowadziło mnie szczerze mówiąc na jakiś czas z równowagi, ale nie było czasu na roztrząsanie porażki. Trzeba było odbudowywać stack. Trafiłem więc nutsowy kolor na tripsa i wskoczyłem znowu na 87k. Zaraz miałem fajne rozdanie, w którym trafiłem karetę ósemek, ale niestety żaden z dwóch rywali nie chciał mi jej nawet minimalnie opłacić na riverze. Ostatnie levele to prawdziwa huśtawka nastrojów, przegrywałem duże pule, żeby zaraz odrabiać straty, potem znowu spadałem do niebezpiecznych rejonów, żeby zaliczać kolejne double upy. Suma summarum zakończyłem pierwszy dzień ze stackiem 120k przy średniej około 105k. Całą grę tego dnia mogę skomentować tylko w jeden sposób – to było naprawdę zwariowane lotnisko!

Dwa dni później usiadłem do gry w dniu drugim. Stolik znowu wydawał się bardzo dobry, kilku graczy znałem już z dnia 1A, kilku wyglądało jakby nie wiedzieli co tam w ogóle robią i skąd się wzięli na turnieju pokerowym. Większość grała pasywnie i bojaźliwie co starałem się wykorzystywać kradnąc blindy. W ten sposób wskoczyłem na 165k, ale kart do gry nie dostawałem kompletnie żadnych. Totalna plaża! Wreszcie dostałem AQ i oczywiście natychmiast wpadłem pod AK u najsłabszego gracza na stoliku. Oddałem mu 100k i po chwili spushowałem z buttona AJ. Traf chciał, że na big blindzie jeden z Francuzów znalazł KK i było dla mnie po turnieju. Odpadłem na 140 miejscu na 481 graczy.

Mogę powiedzieć, że zagrałem naprawdę dobry turniej i choć w końcówce pierwszego dnia w wyniku zmęczenia zabrakło mi trochę koncentracji to wykorzystałem chyba wszystkie okazje do zbudowania stacka, jakie podarowali mi rywale. Oczywiście szkoda było kilku pechowo przegranych rozdań (gdybym np. wygrał rozdanie z Mattem miałbym około 170-180k przy średniej 60k!) i możliwości, które miałbym potem przy stoliku, ale nie ma co rozpaczać. Już w środę lecę do Cannes na kolejny turniej z tego cyklu i znowu będzie okazja do pokazania swoich możliwości. Jestem dobrej myśli!

Po wizycie w Lloret de Mar nie sposób oczywiście nie wspomnieć o miejscowych atrakcjach. Akurat w dniu, w którym przyjechaliśmy do Hiszpanii tak naprawdę na dobre zaczynał się sezon wakacyjny. Otwierały się kolejne lokale, sklepy i hotele. Jednym z głównych punktów „obchodów” rozpoczęcia sezonu był też rajd samochodów zabytkowych, którego start i meta znajdowały się akurat tuż pod moim balkonem. Codziennie rano budził mnie więc ryk silników i start kolejnych pięknie zachowanych samochodów, nierzadko sprzed 30-40 lat. Razem z żoną spędziliśmy też wiele godzin na spacerach po okolicy, bo widoki w Lloret są naprawdę nieziemskie. Wieczory spędzaliśmy zazwyczaj w knajpach na pysznym jedzeniu i piciu sangrii, choć wizyty naszej wesołej paczki w pobliskiej knajpie meksykańskiej zaowocowały tym, że skończyła się im wódka w restauracji – wypiliśmy nawet to co stało na wystawie… Przy okazji przestrzegam wszystkich przed miejscowym daniem o nazwie paella!! Tak mnie wszyscy namawiali, żebym spróbował tego gówna, że w końcu jak ten osioł dałem się namówić i wydałem całe 12€ na to danie. Smak tego „specjału” opiszę może tak jak pisałem o tym na Facebooku – potrawa na bazie ryżu śmierdząca brudnym kiblem w miejscowym porcie! Ohyda!! Chociaż i tak nic nie przebije pizzy w samolocie, którą zafundował sobie Wronka w drodze powrotnej. Nazywało się to „delicious pepperoni”, a wyglądało jak stary kapeć wyciągnięty spod szafy, podgrzany w mikrofalówce i owinięty w folię! Masakra!

Poniżej kilka fotek z Costa Brava:

Widok z naszego balkonu :)

 

Przy pięknym zabytkowym zameczku (swoją drogą okazało się, że to teraz prywatna posesja!)


Jeden z samochodów startujących w Costa Brava Rally Historical


Widok na Lloret de Mar


Piwko i kolacja w meksykańskiej restauracji :)


Miejscowe głupki w komplecie


FARTOWNY NEFRYT

Chodząc po sklepikach z pamiątkami w Lloret de Mar kupiłem sobie w jednym z nich kawałek zielonego kamyka. Nefryt – bo o tym kamieniu mowa – wedle tego, co mówiła sprzedawczyni, swojemu właścicielowi przynosi fortunę. No cóż, jako naczelny fetyszysta musiałem oczywiście wypróbować cudowne działanie tego talizmanu, zapłaciłem miłej pani 2€ i wyszedłem z kamieniem w kieszeni. Od tamtej pory noszę go ze sobą cały czas podczas moich turniejowych potyczek. I okazuje się, że te 2€ to były najlepiej zainwestowane przeze mnie ostatnio pieniądze…

Mówiąc krótko – po powrocie z Costa Brava mam w turniejach niesamowity rush! Po wygranej w After Dark Deepstack Cup nie zwalniam tempa i na 10 turniejów, które zagrałem w After Darku w kwietniu aż siedem razy doszedłem do kasy, w tym raz byłem czwarty, trzy razy drugi i aż trzy razy wygrałem! Statystyka powinna być nawet jeszcze lepsza, ale w jednym z turniejów w HU z Milusem miała miejsce taka akcja – Milus przy blindach 3k/6k podbił do 15k, a ja z 77 zagrałem all in za 99k. Milus mający 104k sprawdził z parą dwójek i niestety na turnie trafił swojego seta odbierając mi w ten sposób wygraną. Ale nie ma co marudzić, bo i tak uważam, że seria jest imponująca. Gra mi się ostatnio naprawdę świetnie, doskonale czuję grę, wykorzystuję wszystkie minimalne błędy rywali na swoją korzyść i po prostu gra mi się układa. W jednym z turniejów doszedłem do HU pomimo tego, że już na trzecim levelu grałem all in z AT za resztki żetonów, pokonałem AQ i od tej pory zaczął się marsz w górę. W ostatni poniedziałek również zacząłem turniej od straty połowy stacka w dwóch pierwszych rozdaniach, a i tak zdołałem go wygrać pomimo aż 37 osób w grze.

Nie zawsze układało się jednak po mojej myśli. Do After Darka wpada ostatnio sporo nowych graczy i ich poziom momentami mnie przeraża. Nie dalej jak w środę odpadłem z turnieju po takiej oto akcji: podbijam z 55, gracz za mną (często raisujący, agresywny, ale mimo wszystko słaby zawodnik) przebija moje zagranie, co ja sprawdzam. W puli jest około 6k, na flopie spadają same blotki i widzę po jego zachowaniu, że nic kompletnie nie trafił. Nie wiedział za ile zagrać, przekładał żetony, w końcu zagrał jakiegoś donk beta za niecałe pół puli (2800). Moje 55 w tej sytuacji wyglądało całkiem nieźle, więc zagrałem szybko all in za 15k. Mongoł oczywiście się zmarszczył, zaczął coś kwękać pod nosem, po czym po chwili zastanowienia sprawdził za cały swój stack (13,5k!!) mówiąc „for fun” z AK. Oczywiście trafił króla na river i zaczął mnie przekonywać jakim jest świetnym graczem, bo online robi ponoć super wyniki i jak ja mu mogę mówić, że jest debilem??? Skwitowałem to krótkim „Wpadaj częściej” i nie wdawałem się w dalsze dyskusje z idiotą…

Live idzie mi więc całkiem nieźle, trochę też pogrywam sobie online na Chilipoker, bo takiej bandy pokerowych pajaców jak tam to nie ma chyba nigdzie. W zasadzie to cały czas uczę się grać sieci, bo przecież nigdy dużo nie grałem, ale zaczynam powoli rozgryzać jak grać z takimi graczami. Zacząłem przede wszystkim korzystać z dobrodziejstwa Sharkscope’a i podczas jednego z turniejów znalazłem taki oto „kwiatek” – gracz zagrał ponad 10.000 gier na iPoker, jego średni buy in to 32$, a wynik… minus 124.000$!!! Jego wykres przypomina najlepsze zjeżdżalnie w aquaparku!!

Grałem z tym zawodnikiem przez 40 minut na jednym stole podczas turnieju z rebuyami po 5$ i przez ten czas gracz ten „wpompował” w stół jakieś 300$! Nabudowałem się tylko na nim z 1500 do 24.000, bo sprawdzał zawsze i do końca bez względu na posiadane karty! Prawdziwy donk!

AMERYKAŃSKA AWARIA I POLSKA NORMA

Ostatni piątek był dla pokera prawdziwie czarnym dniem. Najpierw rano Wojewódzki Sad Administracyjny totalnie olał starania PFPS i PZP i oddalił wniosek o uznanie pokera jako gry umiejętności, a już kilka godzin później w Stanach miało miejsce prawdziwe trzęsienie ziemi i FBI dobrało się do tyłków pokerowych gigantów. O ile pierwszego wydarzenia można się było spodziewać to kilka słów komentarza muszę napisać. Otóż dosłownie kilka dni wcześniej media poinformowały o umorzeniu dochodzenia przeciwko sprawcom całego nieszczęścia, jakie na nas spadło, czyli Mira, Rycha i Zbycha. Według naszej prokuratury „nie ma dowodów na naruszenie prawa i korupcję”. Zazwyczaj nie używam na swoim blogu wulgaryzmów starając się trzymać jako taki poziom językowy, ale teraz muszę to napisać: jedno wielkie skurwysyństwo w biały dzień!! Każdy ślepy, każdy głuchy i każdy idiota w tym kraju wie doskonale, że w tej sprawie od korupcji aż kipiało na każdym kroku!! Każdy, ale nie szanowni prokuratorzy, którzy jak widać też wiedzą jak „swoim” myć rączki. Rząd Tuska w moich oczach ucierpiał już dawno i nic mnie nie zmusi do głosowania na PO, ale teraz miarka się naprawdę przebrała i zaczynam tęsknić za działaniami CBA za czasów rządów PiS. Nie jestem oczywiście żadnym fanem Jarka K. i nie zamierzam głosować na Pisiorów, ale przynajmniej w tej jednej dziedzinie rząd Kaczyńskiego miał dobre rezultaty – dobierał się do dupy wszystkim łapówkarzom. Wyszło jednak na to, że my mamy ustawę, mamy zakaz pokera live, zaraz będziemy mieli zakaz pokera online, a kilku sprzedawczyków po całej aferze ląduje na czterech łapach. Mało tego, Drzewiecki wraca do polityki w szeregach PO! Skandal, kurwa!! Skandal!! A i tak Tusk się z nas wszystkich śmieje tak jak na tym obrazku poniżej…

Z kolei w Ameryce, która była dotąd najlepszym dostarczycielem pokerowych idiotów na największe pokerowe softy świata, doszło do Armageddonu. FBI doszło do wniosku, że ich UIGEA działa już na tyle długo, że wszystkich, którzy jej nie przestrzegają należy postawić do pionu, w związku z czym zapakowano wszystkich pokerowych bossów do pudła, zablokowano konta w bankach i jednym słowem wyjęto pokerową wtyczkę z kontaktu. W USA pewnie prędzej spodziewano by się kolejnych ataków Al Kaidy niż takiej akcji. No cóż, można chyba powiedzieć, że zarówno PS, AP, jak FTP mają to, co sami chcieli. UIGEA obowiązuje w Stanach od – o ile się nie mylę – 2006 roku, a jednym z jej podstawowych punktów jest uniemożliwienie niekontrolowanych transferów pieniężnych. Ktoś się w końcu musiał wkurzyć. Takie Party Poker w reakcji na wejście UIGEA w życie po prostu zawinęło się z rynku amerykańskiego i choć wyraźnie było widać, że firma straciła na tym majątek to jednak wolała działać całkowicie legalnie (sprawa jest jasna, bo Party Poker jest na giełdzie i nie może sobie pozwolić na takie zagrywki). Ani Poker Stars, ani Full Tilt Poker, ani Absolute Poker z amerykańskich komputerów nie zniknęły i teraz po prostu zbierają tego owoce. Przez całe lata zarabiały ciężką kasę na amerykańskich graczach i nie wierzę w to, że nie myśleli o tym, co będzie jak ktoś w końcu powie im „Stop!”. Przecież taki dzień nadejść musiał…

Według mnie możliwe są teraz wszystkie scenariusze. Pierwszy to taki, że dzięki wielkiej kasie, którą posiadają wspomniane firmy da się załatwić wszystko, nawet konflikt z FBI i amerykańskim rządem. Drugi, mniej optymistyczny, to potencjalny upadek tych firm spowodowany wielkim spadkiem dochodów. Trzeci to taki, że broniąc się przed takim zagrożeniem wszystkie te firmy zaczną poważną ofensywę na rynki europejskie i azjatyckie szukając nowych klientów. Jak będzie – zobaczymy. Jedno jest pewne, zaczęły się złe czasy dla pokera zarówno po tej, jak i po tamtej stronie oceanu… Oby trwało to wszystko jak najkrócej!

NOWA WYZWANIE

A jak już jesteśmy przy scenariuszach…Pisałem ostatnio o nowych projektach, które zaplątują mi ostatnio głowę i powodują, że nie mam za dużo czasu, choćby na regularne pisanie bloga. Tym najważniejszym jest dla mnie obecnie pisanie scenariusza do serialu! Pewnie część z Was pamięta jeszcze moje blogi, w których wspominałem swoje windykacyjne przygody podczas kilku ładnych lat pracy w tym zawodzie. Ostatnio wróciłem do tych odcinków, z sentymentem czytając o tych wydarzeniach i zupełnie przypadkowo zainteresowałem tym tematem branżę filmową. Od słowa do słowa powstał projekt napisania serialowego scenariusza opartego na tamtych wydarzeniach. Już wtedy, w 2008 roku, kilka osób pisało w komentarzach, że to dobry materiał na książkę lub film, więc mam nadzieję, że będzie tak rzeczywiście. Pierwszy odcinek-pilot, który jest już w całości gotowy dałem do przeczytania kilku osobom i opinie były bardzo pozytywne, co mnie bardzo cieszy. Oczywiście scenariusza nie piszę sam, bo zwyczajnie nie potrafię tego robić na zawodowym poziomie, ale współpracuję z bardzo dobrym scenarzystą, który tworzy główną linię serialu, a ja dbam o dialogi, szczegóły poszczególnych scen i akcję w kolejnych odcinkach. Mam nadzieję, że od samego projektu i scenariusza droga do jego sfilmowania nie będzie zbyt długa i uda się doprowadzić wszystko do szczęśliwego końca. Trzymajcie kciuki!

Brnąc dalej w światek filmowy zostałem ostatnio - również dość przypadkowo – konsultantem od spraw pokerowych w nowej europejskiej produkcji filmowej, której akcja w znacznym stopniu dotyczyć będzie właśnie naszej gry. W tym tygodniu miałem spotkania z producentami tego filmu, którzy przyjechali do Warszawy aż z Berlina, żeby dogrywać sprawy związane z nakręceniem tego filmu, w tym na spotkanie ze mną. Cała fabuła wygląda dość ciekawie, główny bohater będzie grał w pokera w różnych miejscach w Europie, w tym również w Warszawie (co pozwoli pokazać w tle różnice w możliwościach gry w różnych krajach), więc może doczekamy się europejskiej wersji „Rounders”?? Czas pokaże, o kolejnych postępach będę Was na pewno informował.

SERIALOWA PROFANACJA!!

Idąc dalej w temacie seriali – ostatnio wpadł mi w oko trailer nowego (???) serialu produkcji rosyjskiej. Chyba każdy fan seriali komediowych na świecie zna słynny „How I Met Your Mother” i piątkę bohaterów z Barneyem na czele. Otóż Rosjanie wpadli na genialny pomysł, że na bazie amerykańskiego formatu nakręcą swoją własną wersję tego serialu. Nie będę tego komentował, zobaczcie to sami… Ja spadłem z fotela!!

BOSKA REKLAMA!

Na koniec proponuję obejrzenie genialnej reklamy firmy Nike z Kobe’m Bryantem w roli głównej. Ciekawostką jest fakt, że całość reżyserował Roberto Rodriguez, a udział w niej wzięli tacy gwiazdorzy jak Bruce Willi, Danny Trejo i Kanye West. Dla mnie bomba!!

A na zakończenie życzę wszystkim Wesołych Świąt! Oby minęły Wam spokojnie i przyjemnie! A w drugi dzień Świąt wieczorem zapraszam do After Darka, zrobię Wam lany poniedziałek!! :)

Dodaj artykuł do:
Ocena:
Oceń:

Poprzednie wpisy w tym blogu

Zemsta Kapicy

14.11.11
Dziś będzie trochę mniej o pokerze, zajmę się za to sprawami społeczno-politycznymi, które w jakimś sensie nas, pokerzystów, dotykają ostatnio najmocniej....

czytaj więcej » 44

Hello! To znowu ja!

07.11.11
Pogmatwane są moje blogerskie losy. Po różnych perypetiach postanowiłem po dłuższym namyśle wrócić ponownie na łamy Pokertexas z moimi tekstami, bo jakoś nie...

czytaj więcej » 55

Duży sukces w After Darku

21.03.11
FERIE W ZAKOPANEM Zacznijmy jednak od początku. Ostatnio zapowiadałem swój familijny wyjazd do zimowej stolicy Polski na ferie. Wyjazd z rodziną nie zdarza mi się...

czytaj więcej » 40

Pracowity luty

20.02.11
Pracy mam ostatnio dużo, cały czas pracuję nad różnymi projektami, zarówno pokerowymi jak i kompletnie niezwiązanymi z kartami i musiałem sobie wydłużyć dzień...

czytaj więcej » 53

W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400

Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »

Komentarze (64)

Ocena:
Oceń:

daniz 14.05.2011 23:51

zrób se kuźwa avatar ;) tylko nie małpuj mojego
Ocena:
Oceń:

zakid 01.05.2011 11:37

Dobry blog, jest co poczytać, w przeciwieństwie do niektórych innych blogów cough*MMP*cough



Ocena:
Oceń:

JackDaniels 27.04.2011 15:20

Pozdrawiam wszystkich z Cannes! Od jutra gram w Chilipoker Deepastack Open, trzymajcie kciuki :)



Ocena:
Oceń:

stempler87 27.04.2011 13:31

No dobra Jack to twój blog piszesz co chcesz, co do calla to sie zgadzam i jak zapewne sądzę z takimi zagraniami nie wygrał tego turnieju;) Pozdro.



Ocena:
Oceń:

JackDaniels 26.04.2011 23:22

Stanko, rozwaliłeś mnie!! :)



MMP, Ciebie nigdy, bo nie miałem okazji, nie widziałem dobrego zagrania w Twoim wykonaniu :)



@stempler – ja nie piszę w blogu, że zagranie z 55 było świetne, ale wiem, że call z AK za 25BB na flopie 962 (czy jakoś tak) był mega słaby…



Ocena:
Oceń:

brt 26.04.2011 23:01

@Stanko

hahahah N1



Ocena:
Oceń:

Stanko 26.04.2011 22:53

Sam widziałem jak Dżeku chwalił jednego gracza mówiąc mu “graj tak dalej” .



Ocena:
Oceń:

MMP1980 26.04.2011 22:39

Zagranie z 55 raczej słabe… powiedz lepiej Dżeku, kiedy kogoś pochwaliłeś za dobre :)



Ocena:
Oceń:

stempler87 26.04.2011 22:31

Po w powyższym blogu powiedz mi które zagranie było dobre? Bo ja osobiscie uwazam ze twoje zagranie z tymi 55 było preflop rownież słabe po tylko robisz call i tak naprawde nie masz dalej żadnych informacji i rozumiem że wykluczyłeś wszystkie over pary po flopie??



Ocena: -1
Oceń:

JackDaniels 26.04.2011 21:34

Nigdy w życiu nie robiłem z siebie Phila I., ani Phila H. ani nawet Daniela N. Wiem, że moja gra ma jeszcze braki i nie jestem perfekcyjny. Ale to chyba cecha każdego z nas, że woli siebie chwalić niż krytykować, prawda? Pokaż mi takiego co sam o sobie pisze, że gra jak donk! Ale jak widzę, że ktoś zasługuje na miano donka i debila to właśnie tak go nazywam, bo nie będę się bawił w eufemizmy typu “słaby gracz”. Ci, którzy ze mną grają wiedzą dobrze, że do równie dobrze skrytykuję idiotyczne zagranie, jak pochwalę bardzo dobre. Co poradzę, że tych słabych zagrań trafia się więcej niż tych dobrych??



Aby dodać komentarz musisz się zalogować!

$600 PokerStars
$500 bwin
€1.000 ParadisePoker
$500 PartyPoker
$500 BetClic
€1.000 CardCasino
$400 888 Poker
€500 Unibet
$2.500 BetFair
$2.000 HeyPoker
$2.000 Poker770