Pracy mam ostatnio dużo, cały czas pracuję nad różnymi projektami, zarówno pokerowymi jak i kompletnie niezwiązanymi z kartami i musiałem sobie wydłużyć dzień pracy o dodatkowych kilka godzin. Po całym dniu przy laptopie i po przeprowadzeniu kilkudziesięciu rozmów telefonicznych dziennie wieczorem jestem zmęczony jak koń po westernie i mam już wszystkiego serdecznie dosyć… I wtedy jadę na pokera…
BOGATE PLANY NA MARZEC I KWIECIEŃ
Oczywiście od razu odbiło się to wszystko na moich wynikach turniejowych. W lutym nie osiągnąłem w zasadzie żadnego dobrego rezultatu, bo kilka miejsc na stołach finałowych to dla mnie żadne wielkie osiągnięcie. Generalnie kończyło się wszystko dla mnie dość szybko, we wstępnych fazach turniejów. Nawet jakoś specjalnie nie narzekałem, bo mogłem pojechać do domu spać, ale zawsze gdzieś tam w środku tkwi mały żal, że się odpadło. Czasem udało się dojść gdzieś dalej, ale ani razu nie doszedłem nawet do TOP3, więc wyniki nie powalają. Nie chciałem jednak sobie odpuszczać gry live, bo w marcu szykuje mi się prawdziwy maraton pokerowy i chciałem pograć jak najwięcej przed moim poniedziałkowym wyjazdem na ferie do Zakopanego. Tam sobie raczej nie pogram, a zaraz po powrocie z gór zaczynam marzec od wyjazdu na HESOP do Ostrawy. Jeszcze nie grałem w tym turnieju, a słyszałem od uczestników raczej pochlebne opinie, więc pora w końcu zobaczyć jak to wszystko wygląda. W turnieju ma zagrać około 200 osób – 100 Polaków i 100 Czechów, wpisowe przystępne, a Ostrawa ma opinię dość melanżowego miasta (Stodolni!!), więc pewnie i na jakiś balet się człowiek załapie. A że z Wawy jedzie kilku miejscowych głupków z Pawciem i Łysym na czele to powinno być wesoło…
Następny weekend to najprawdopodobniej wizyta w „Śledzikowie” czyli wyjazd na Puchar Ducha Puszczy do Białegostoku. Znając ziomków z Podlasia to turniej ten będzie świetną okazją do wspólnego imprezowania i poker będzie stał gdzieś na drugim planie, ale wersja oficjalna jest taka, że jadę grać w pokera. Przynajmniej tak powiem żonie, żeby się za bardzo nie martwiła o moją wątrobę… Białostoczanie słyną ze swej gościnności, więc zapewne i podczas tego turnieju wszyscy uczestnicy będą przez organizatorów odpowiednio dopieszczeni. Ostatnio nie udało mi się dotrzeć na ten turniej, ale teraz zrobię wszystko, żeby na miejsce dojechać. Tym bardziej, że turniej zapowiada się fajnie – 15k na start, 45-minutowe levele i cap 100 osób. Nic tylko grać i balować!
Turniej w Białymstoku będzie doskonałym przetarciem przed dwoma kolejnymi imprezami czekającymi na mnie w marcu. Kolejny weekend to After Dark Deepstack Cup w Warszawie. Event ten to kolejna okazja po moim urodzinowym JD Poker Cup na zagranie w pokera w dobrym towarzystwie w warszawskim After Darku. Struktura też będzie świetna, bo na start gracze dostaną po 30.000 żetonów, a levele będą trwały aż godzinę. Będzie więc mnóstwo gry. Zapraszam wszystkich do zapisów – czekam na maile pod adresem jdpoker@wp.pl. Przypominam też, że do tego turnieju odbędą się dwie satelity w dniach 05.03 i 12.03 (dwie soboty przed turniejem).
Ostatni tydzień kwietnia spędzę na hiszpańskim wybrzeżu Costa Brava. W miejscowości Lloret de Mar odbędzie się bowiem pierwszy tegoroczny przystanek cyklu Chilipoker Deepstack Open. Turniej ten wspominam bardzo miło, bo ostatnio w Wiedniu byłem w kasie i grało mi się rewelacyjnie. W tym roku cykl przygotowany jest również świetnie, bo po pierwsze struktura pozostaje bez zmian (aż 50k na start i godzinne levele!), a po drugie organizatorzy wybrali świetne miejsca na turnieje – Costa Brava, francuskie Cannes, dwa razy Marrakesh w Maroku (latem i zimą), Malta, Paryż i Wiedeń. A że ja lubię trochę pozwiedzać przy okazji moich pokerowych wyjazdów to miejsca te wydają się idealne również pod względem turystycznym. Za wypadem na ten turniej przemawia również fakt, że wpisowe nie jest zbyt drogie (550€), cap jest wysoki (aż 600 graczy!), więc pula będzie spora, a poziom miejscowych graczy nie powala na kolana. Od kilku dni zbieram mocną grupę na ten turniej i jest już sporo chętnych, więc mam nadzieję, że na miejscu zrobimy małe polskie piekiełko!
Kwiecień również zapowiada się ciekawie, bo w Tallinie odbędzie się Betfair Live i też chciałbym się wybrać na ten turniej. Wpisowe początkowo miało wynosić 1100€, ale zostało obniżone do 550€, co naszym graczom powinno akurat pasować. Początkowo turniej ten miał się odbyć w styczniu w Kijowie, ale z powodu kłopotów organizacyjnych został przeniesiony do stolicy Estonii na kwiecień. Tam również struktura jest bardzo fajna, bo na start jest 20k, a levele trwają po 45 minut. Ostatni tydzień kwietnia to kolejny Chilipoker Deepstack Open, tym razem w moim ukochanym Cannes na Lazurowym Wybrzeżu. W europejskiej stolicy filmu nie byłem już dość dawno i chętnie się wybiorę ponownie, choćby po to, żeby przejść się słynnym Boulevard de la Croisette i zobaczyć jak Cannes przygotowuje się do słynnego majowego festiwalu filmowego. A przy okazji trzeba będzie wpaść do Monaco czy Saint Tropez!
Jak widać plany mam naprawdę bogate i mam nadzieję, że nic złego się nie wydarzy i będę mógł zrealizować je w 100%. Jakby tak jeszcze poszło dobrze w turniejach to w ogóle byłoby super! Trzymajcie kciuki!
ZAKOPANE, ZAKOPANE!!
Zanim zacznę wygrzewać gnaty w słońcu Costa Brava czy francuskiej Riwiery jutro jadę odmrozić moje stare kości w polskich Tatrach. Szczerze mówiąc to osobiście nie znoszę gór! Jak sobie pomyślę, że tam jest wszędzie pod górkę to robi mi się niedobrze. Ale co zrobić? Po pierwsze to jadę do moich bliskich przyjaciół, którzy mają dom pod samym Nosalem i zapraszają mnie do siebie już chyba ze dwa lata, a ja cały czas mam „coś”. Wstyd tyle czasu odmawiać… Po drugie moje dzieci mają ferie i im też należy się trochę odpoczynku i kilka zimowych atrakcji. Moja córka chce się nauczyć jeździć na nartach, syn od kilku lat szaleje na desce, więc gdzie jechać z nimi zimą? Na Mazury nie pojadę, trzeba w góry! Ja do nart mam mniej więcej taki sam stosunek jak do pływania synchronicznego, czyli nigdy nie próbowałem. Od dziecka bowiem nienawidzę zimy, jestem stworzeniem ciepłolubnym i nie narażam się nigdy z premedytacją na wszechobecny mróz i śnieg, co podczas jazdy na nartach czy desce jest raczej nieuniknione. Z drugiej jednak strony ostatni mój pobyt w Zakopanem wspominam bardzo fajnie (oczywiście zabłąkałem się tam podczas pokerowego festiwalu Wiśniewski Open). Trzeba będzie zaliczyć kilka spacerków na Krupówki, wypić kilka grzańców, spróbować specjałów góralskiej kuchni i jakoś człowiek przeżyje. Mam tylko nadzieję, że zapowiadane mrozy po -25 stopni pozostaną jedynie w północnej i wschodniej Polsce, a w górach świecić będzie śliczne słonko! Relacja z gór w najbliższym blogu! A póki co zdjęcie mojego Kuby podczas zeszłorocznych szaleństw na desce!
PFPS/PZP KONTRA MF
Pora wrócić do bardziej przyziemnych tematów i do pokera. Zacznijmy od tego, co ostatnio najbardziej interesowało polskich graczy, czyli do sądowej rozprawy z tytułu skargi złożonej przez PFPS na Ministerstwo Finansów. Tematem skargi jest oczywiście nie uznanie pokera jako gry umiejętności przez MF. Zacznę może tak – to dobrze, a nawet bardzo dobrze, że po niepomyślnych dla naszego środowiska decyzjach ministerstwa, szefostwo Polskiej Federacji Pokera Sportowego nie załamało rąk i postanowiło walczyć o swoje przed sądem. Uważam to za dobry krok pokazujący również panu Kapicy, że tak łatwo mu z pokerzystami nie pójdzie. Dobrą stroną całej tej sprawy jest również fakt, że tematem zainteresowały się media i sporo informacji (zazwyczaj pochlebnych dla naszej dyscypliny) pojawiło się w prasie i telewizji. Inna sprawa, że media zainteresowały się tą sprawą wyłącznie dlatego, że do skargi „podłączył się” Polski Związek Pokera pod dowództwem Michała Wiśniewskiego, a nasz prezes jak wiadomo dziennikarzy wszelkiej maści przyciąga jak nikt inny (wyszło z tego małe „łubudubu”? hehe!). Należy jednak powiedzieć o tym, co mi się w tej całej sprawie nie podobało. Oczywiście szef federacji, Paweł Abramczuk, zapewne zaraz pomyśli, że mój tekst jest kolejnym bezpośrednim atakiem na jego osobę, ale od razu uprzedzam, że nie mam w tym takiego celu. Muszę jednak wyrazić moje prywatne wątpliwości, które nurtują mnie od dnia pierwszej rozprawy. Budzi je bowiem przygotowanie się ludzi występujących w imieniu PFPS przed Sądem Administracyjnym i ich postępowanie w momencie złożenia przez PZP wniosku o dopuszczenie do sprawy. Od dłuższego czasu było bowiem wiadomo, że PZP będzie chciał włączyć się do tej rozprawy i wspomóc PFPS w walce w naszej wspólnej – jakby nie było - sprawie. Wymagało to jednak odroczenia sprawy, bowiem nikt ze strony PFPS nie przesłał do PZP przygotowanej dokumentacji do wglądu. Czy naprawdę było to takie trudne czy jednak prezes Abramczuk z premedytacją nie chciał tej dokumentacji przekazać? Nie wiem i wolę się nad tym głębiej nie zastanawiać. Wiem za to, że poziom merytoryczny „wniosków dowodowych” przygotowanych przez PFPS wołał o pomstę do nieba! Bo co tak naprawdę ma udowadniać wydrukowana z internetu relacja z pokerowego meczu Austria – Polska i kilka zdjęć z tego wydarzenia? Co wspólnego z tą sprawą mają wydrukowane loga federacji pokerowych z innych państw? Nie wiem! I chyba nikt tego nie wie! Nawet sędzina zrobiła ponoć okrągłe oczy, gdy zobaczyła te kilka karteczek. O ile referat doktora Mikołaja Czajkowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego mówiący o pokerze jako grze umiejętności to na pewno dobry dowód, to reszta „dokumentów” to według mnie jakaś parodia. Na szczęście do sprawy dopuszczono PZP i materiały przygotowane przez Związek powinny zostać podczas następnej rozprawy potraktowane trochę poważniej niż wydruki przygotowane przez prezesa Abramczuka…
Swoją drogą nie mogę sobie darować wbicia kolejnych dwóch szpilek we wrażliwy tyłek PFPS. Po pierwsze to przygotowywana pod patronatem federacji impreza pokerowa w słowackich górach pod nazwą Tatra Series Of Poker była tak „świetnie” organizowana i reklamowana (w tym również przez PFPS), że aż została odwołana, a na słowackich forach pokerowych przez kilka dni trwała prawdziwa burza. Opinie o niekompetencji i amatorszczyźnie polskich organizatorów to tylko te najbardziej delikatne zdania padające ze strony słowackich i czeskich graczy, którzy zdążyli się już na ten turniej zapisać i przygotować. Jak widać przykre doświadczenia z Tobetem niczego Pawła Abramczuka i spółki nie nauczyły i dalej bawią się we współpracę z kolejnymi dziwnymi „krzakami” pojawiającymi się na polskiej scenie pokerowej. No cóż, można i tak… Druga szpileczka dotyczy składu reprezentacji PFPS na spotkanie z sejmową Komisją Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Skład ten wygląda następująco: prezes PFPS Paweł Abramczuk, wspomniany wyżej doktor Czajkowski z UW, arcymistrz szachowy Bartosz Soćko oraz arcymistrz brydżowy Janusz Połeć. Jak widać miejsca dla pokerzysty już zabrakło… Bez komentarza…
DEBIUT JAKO RZECZNIK PZP
Z okazji ogłoszenia przez redakcję Super Expressu „Złotej Setki”, czyli listy stu najlepiej zarabiających sportowców w Polsce w roku 2010 i pojawienia się na niej po raz pierwszy w historii dwóch nazwisk naszych kolegów pokerzystów zostałem nieoczekiwanie poproszony przez TVP o krótki komentarz do tej sprawy. Nie ukrywam, że zrobiło mi się miło, że poproszono o komentarz właśnie mnie jako rzecznika prasowego PZP. Wszystko zajęło nie więcej niż 7-8 minut, panowie przyjechali z kamerą pod mój dom, zadali kilka pytań i pojechali. Wszystko pojawiło się w sporcie po głównym wydaniu Wiadomości, co uważam za olbrzymi sukces, bo poker chyba po raz pierwszy został potraktowany przez publiczną telewizję jako prawdziwy sport. Mało tego, w samym newsie pojawienie się na liście pokerzystów zostało wyraźnie zaakcentowane i uwypuklone. Miejmy nadzieję, że wyniki naszych graczy w tym roku również spowodują, że w następnej „Złotej Setce” pojawią się nazwiska polskich pokerzystów. A gdyby tak któryś wygrał Main Event WSOP to i TOP3 jest w zasięgu!
Dla tych, co nie widzieli - materiał przygotowany przez Cohera stojącego przed telewizorem, więc jakość nie powala… :)
SPOCZYWAJ W SPOKOJU JACK!!
Kilka dni temu pokerowy świat obiegła informacja o śmierci najstarszego uczestnika Main Eventu WSOP. Jack Ury zmarł w Terre Heute w stanie Indiana na kilka tygodni przed swoimi 98 urodzinami. Każdy, kto oglądał kiedykolwiek relacje ESPN z World Series Of Poker wie, kim był Jack Ury i jakim szacunkiem graczy cieszył się przy pokerowych stołach. Pomimo bardzo podeszłego wieku i wielu problemów ze zdrowiem, Jack co roku stawał w szranki z najlepszymi i uczestniczył w pokerowych mistrzostwach świata. Od kilku lat wraz z nim udział w grze brali jego zięć i wnuk – co ciekawe to zazwyczaj „Jumping Jack” zachodził w turnieju najdalej z nich. Co prawda sympatyczny staruszek nigdy nie ukończył gry nawet na miejscach płatnych, ale i tak został doceniony przez świat pokera i był sponsorowany przez Full Tilt Poker.
Poniżej chyba najsłynniejsze zagranie Jacka podczas WSOP – slowroll, po którym chyba nikt nie mógłby się obrazić na przemiłego oldboya!
KĄCIK SPORTOWY
W świecie sportu dzieje się mnóstwo ciekawych rzeczy, a że dawno nic na ten temat nie pisałem to dziś mała dawka tematyki sportowej. Oczywiście dla mnie najważniejszym wydarzeniem jest okropny wypadek Roberta Kubicy podczas rajdu we Włoszech. Powiem krótko – gdy dowiedziałem się o całej sprawie to krew zmroziła mi się w żyłach! Jeszcze niedawno rozmawiałem z Robertem i umawialiśmy się na jakieś spotkanie przed sezonem Formuły 1, bo on potem zazwyczaj cały czas lata po świecie i ciężko się nam złapać, a tu taka przykra i szokująca informacja… Szczerze mówiąc miałem ciarki na plecach przez cały dzień i oczekiwałem informacji ze szpitala z wielkim niepokojem. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że z Robertem już coraz lepiej i jego zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Jak znam Roberta to absolutnie nie wierzę w to, że cokolwiek powstrzyma go przed powrotem do F1. To po prostu nierealne, żeby przestał się ścigać! Mało tego, jestem wręcz przekonany, że wróci jeszcze w tym sezonie i to szybciej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. To po prostu niesłychanie twardy facet, który zna swoją wartość i do celu dąży za wszelką cenę. A jego celem jest mistrzostwo świata w Formule 1 i jestem głęboko przekonany, że ten cel już wkrótce osiągnie! Wracaj do zdrowia Robert!! Trzymam kciuki!!
W angielskiej Premiership po kolejny tytuł mistrzowski spokojnie podąża Manchester United. Jest to dziwny sezon w wykonaniu chłopców Fergusona. Niby cały czas osiągają dobre wyniki, niby w całym sezonie zanotowali dopiero dwie porażki (za to moim zdaniem obie kompromitujące – w Pucharze Ligi aż 0:4 ze średniakiem West Ham United i 1:2 w lidze z ostatnim w tabeli Wolverhampton), niby walczą cały czas na trzech frontach (liga, FA Cup i Liga Mistrzów), ale swoją grą nie powalają na kolana. Rewelacyjny sezon ma Berbatow, który po poprzednim sezonie był przeze mnie spisywany na straty. Genialnym graczem staje się też Nani. Jednak duża grupa graczy zwyczajnie rozczarowuje i gra poniżej swoich możliwości. Nawet Rooney w tym sezonie zagubił gdzieś swój strzelecki instynkt i nie zdobywa tylu bramek co w poprzednim sezonie. Za to jak już strzelił w derbach z City to taką, że wszystkim piłkarskim kibicom na świecie opadła kopara do ziemi!!
Jednak sukces Man Utd polega na zdobywaniu punktów nawet w słabych meczach. Poza tym wszyscy najwięksi rywale robią wszystko, żeby tylko Manchesteru w tabeli nie dogonić. Man City gra przynajmniej o klasę poniżej swoich możliwości, a graczy mają naprawdę dobrych. Chelsea tak słaba jak teraz nie była odkąd klub objął we władanie Roman Abramowicz. O Liverpoolu nawet nie ma co pisać, bo na tym klubie jeszcze długo ciążyć będzie klątwa pracy Beniteza. Za to miłą niespodzianką jest postawa Arsenalu i Tottenhamu, które grają naprawdę fajną piłkę. Świadczą o tym też ich ostatnie wyniki w pucharach – Arsenal pokonał Barcelonę po świetnym meczu, a Tottenham wygrał z AC Milan na San Siro! Końcówka sezonu będzie w Anglii na pewno ciekawa!
KĄCIK FILMOWY
Za kilka dni wielka gala Oscarów. Powiem szczerze, że jeśli chodzi o te najbardziej znane nagrody filmowe to kilka ostatnich lat mnie zdecydowanie rozczarowuje. W zeszłym roku mocno kibicowałem „Bękartom wojny” Tarantino i „Avatarowi” Camerona, a w zasadzie pełną pulę wzięła Kathryn Bigelow i jej „The Hurt Locker”, film na pewno dobry, ale nie genialny i niczym się nie wyróżniający. Zwycięzcy z dwóch lat poprzednich – „Slumdog” Danny’ego Boyle’a i „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Coen też mi się jakoś bardzo nie podobały. Ot, dobre produkcje, ale bez fajerwerków. W tym roku oglądam po kolei nominowane filmy i oprócz „Incepcji” Christophera Nolana powalił mnie ostatnio film „127 godzin”. Obraz zrealizowany bardzo niskim budżetem naprawdę bardzo mi się podobał i moim zdaniem jest jedna z ciekawszych pozycji na liście nominowanych. Tak się też złożyło, że reżyserem tego filmu jest właśnie wspomniany Danny Boyle, a z kolei bracia Coen są nominowani za swoje „Prawdziwe męstwo”, które chyba do tej pory rozczarowało mnie najbardziej. Owszem, western ze wszystkimi swoimi kanonami wraca w dobrym stylu, ale nie jest to na pewno styl świetny czy doskonały. Spodziewałem się czegoś więcej. Jest też oczywiście „The Social Network” Davida Finchera, czyli opowieść o naszych czasach zdominowanych przez internet i portale społecznościowe, wśród których Facebook jest zdecydowanym numerem jeden. Historia ciekawa powstania tego portalu jest na pewno w pewnym sensie inspirująca. A kto zdobędzie w tym roku główne statuetki? Zapewne większość z nich i tak przypadnie w udziale filmowi „Jak zostać królem”, który zdobył w tym roku aż 12 nominacji i jest głównym faworytem do wygranej. Jak będzie zobaczymy 27 lutego!
W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (53)
brt 08.03.2011 17:17
Rafał dajcie newsa na PT o tym turnieju jeszcze raz
JackDaniels 08.03.2011 17:09
Przypominam, że w tę sobotę odbędzie się satelita do turnieju After Dark Deepstack Cup!! Turniej już w następny piątek, czekam na zapisy!!
Angelus_vel_Sztorm 05.03.2011 23:20
Właśnie wróciłem z Sali Samobójców i generalnie film warty obejrzenia. Jak na polskie warunki to efekty specjalne [wirtualna rzeczywistość] naprawdę genialne !
Fajny głos ma tajemnicza różowowłosa Sylvia oraz spodobała mi się pisownia imienia Dom!n!k.
walesa 05.03.2011 15:26
Troche z innej beczi…co powiecie o Wszystko Co Kocham Borcucha? Mnie szczegolnie interesuje Jakub Gierszał grajacy tam Kazika chyba, kolegoe Janka – glownego bohatera.
Koles byl kapitalny, najlepsza postac z calego filmu. Ciekawe co pokaze w Sali Samobojcow.
Kosciukiewicz i Chyra tez dali rade (scena jak rozmawiaja razem na podworki po smierci babki Janka).
Ola Frycz – hmmm.
Scena milosna na plazy – mega zonk i anemia.
Angelus_vel_Sztorm 05.03.2011 00:22
@ JackDaniels
Bękarty wojny – Tarantino – miodzio ! ale na jego filmy idę w ciemno , uwielbiam takie poczucie humoru, dialogi i niestandardową wyobrażnię. Koleś grający tego wygadanego niemieckiego pułkownika powalił mnie na kolana, nie wyobrażałem sobie żeby nie zgarnął Oskara za rolę drugoplanową .
Avatar – Camerona – wielki przegrany, trochę to dziwne, niemal każdy kojarzy co to za film, prawie wszyscy się nim zachwycają i taki film nie łyka Oskarów jak spragniony wielbłąd tylko przegrywa z filmem, o którym już prawie nikt nie pamięta. Ja obejrzałem go na kompie więc bardzo dużo straciłem jeśli chodzi o efekty, w kinie bym chyba spadł z krzesła :)
@ Zwycięzcy z dwóch lat poprzednich – „Slumdog” Danny’ego Boyle’a i „To nie jest kraj dla starych ludzi” braci Coen też mi się jakoś bardzo nie podobały.
Mi się oba filmy podobały , ciekawe historie :)
Na braci Coen tak jak na Tarantino i Woody’ego Allena chodzę jak tylko wypuszczą nowy film.
Angelus_vel_Sztorm 05.03.2011 00:05
@ Stanko
Forrest Gump —-> super film !
Cztery wesela i pogrzeb —-> nie jest zły, ale ja za nim nie przepadam
Pulp Fiction —-> jeden z moich ulubionych filmów !!!
Skazani na Shawshank —-> jeden z moich ulubionych filmów !!!
Angelus_vel_Sztorm 05.03.2011 00:00
Skyline – to jakaś kosmiczna bzdura, siedząc w kinie marzyłem żeby się skończył.
The Social Network – kapitalny film !!!
Prawdziwe męstwo – fajny western, sympatycznie się ogląda, niestandardowe zakończenie , ale faktycznie wybitnym filmem nie jest. Kiedyś jak obejrzałem w kinie Tańczącego z wilkami to , aż kipiałem od emocji.
Na 127 godzin wybieram się niebawem.
Z tego co widziałem w zapowiedziach zapowiada się świetnie.
JackDaniels 01.03.2011 02:43
No niestety, cały dzień wracałem dziś z Zakopanego, nie dałem rady… :(
reyjohnny11 28.02.2011 23:42
15 minutes left (luty ma 28 dni w tym roku).
NESSIE_RK 28.02.2011 23:12
No JD – zostało Ci jeszcze z 47 minut albo flaszka nie Twoja … :)
pozdrawiam