Myślę jednak, że jeszcze przyjdzie na to czas podczas zbliżającej się kampanii wyborczej, która tak naprawdę udowodni czy jesteśmy narodem ludzi poważnych czy też nie. Dzisiaj zajmę się bardziej przyziemnymi tematami. Przede wszystkim ze sporym opóźnieniem opiszę moją wycieczkę do Manchesteru. Pokerem i paroma innymi tematami, które mi się zebrały w przeciągu kilkunastu ostatnich dni zajmę się już w kolejnym odcinku. A dziś zapraszam na Old Trafford!!
W najpiękniejszych snach nie wyobrażałem sobie tego, co miało nastąpić w przedświąteczny czwartek. Siedziałem sobie w domu jak gdyby nigdy nic, gdy nagle na GG odezwał się do mnie jeden z moich ?pokerowych? kolegów Glory z pytaniem ?Co robisz w przyszłym tygodniu??. Jako, że moją naczelna zasadą jest ?wstać rano, zrobić przedziałek i mieć fajrant? to na poświąteczny tydzień planów żadnych nie miałem. Miał je za to Glory, który nagle zadał mi pytanie, po którym poczułem się jakbym w ?Milionerach? dostał pytanie za milion i znał od razu odpowiedź. Pytanie brzmiało ?Czy chcesz pojechać ze mną na mecz Manchester United ? Bayern Monachium w Lidze Mistrzów??. WOW!!! Czy ja chcę jechać?? To przecież chyba jest absolutnie jasne, że chcę!! Manchesterowi kibicuję od dziecka i jeszcze nigdy nie byłem na ich meczu, a tu się trafia taka okazja ? mecz w Lidze Mistrzów z Bayernem! Podjęcie decyzji zajęło mi jakieś 0,00001 sekundy, szybko dogadaliśmy szczegóły dotyczące podróży i hotelu i po dwóch godzinach byliśmy w zasadzie gotowi do drogi. Trzeba było jeszcze tylko przeżyć Święta?
Podróżowanie do Anglii wydaje się pozornie bardzo łatwe. Połączeń lotniczych jest przecież wiele i zawsze można coś odpowiedniego dla siebie znaleźć. Teoretycznie to prawda, ale życie pisze czasem ciekawe scenariusze, więc tak łatwo nie było. Po pierwsze nie ma połączeń z Warszawy do Manchesteru, zostają więc loty do Londynu albo Liverpoolu i stamtąd trzeba się jakoś dostać na miejsce. My wybraliśmy lot do miasta Beatlesów, bo stamtąd jest już o wiele bliżej niż z Londynu. Niestety, jedyne rozsądne połączenie mieliśmy ?biedalotem?, czyli tanimi liniami. Leciałem już dokładnie tym samym samolotem, gdy w maju zeszłego roku udaliśmy się na Unibet Open w portugalskim Algarve. Swoje wrażenia opisywałem wtedy w blogu, więc możecie mniej więcej domyślać się co przeżywaliśmy i tym razem. Lot do Anglii, zaraz po Świętach, bladym świtem, wśród ogromnej rzeszy Polaków wracających do swoich zmywaków i łopat? Masakra! Do tego jakaś przerażająca liczba małych dzieci, które o tej godzinie normalnie śpią, więc teraz drą japy jakby je ktoś obdzierał ze skóry? Tak się nam zapowiadały najbliższe 2 godziny lotu. Do tego Airbus należący do Wizzaira to chyba jedyny samolot na świecie, w którego upchnięto dwa razy więcej foteli niż zakładały plany i na nogi miałem mniej więcej tyle miejsca ile jest w warszawskim autobusie w godzinach szczytu, czyli prawie w ogóle. Na szczęście miałem przed oczami wizję zbliżającego się meczu na Old Trafford i kompletnie nic nie było w stanie zepsuć mi mojego doskonałego nastroju. Farciarz Glory w zasadzie od razu zasnął i miał wszystkie te obrazki generalnie w dupie, ja męczyłem się próbując znaleźć sobie pozycję, w której krew dopływa mi do stóp. Tak mijał nam czas, aż wreszcie stewardesy ogłosiły, że podchodzimy do lądowania. Czekałem na ten moment z utęsknieniem z dwóch powodów ? po pierwsze chciałem odzyskać wolność dla moich nóg, a po drugie czekałem co się wydarzy od razu po lądowaniu. Ostatnie kilka moich lotów odbyło się bez klasycznego klaskania i byłem bardzo zawiedziony. Tym razem mogłem liczyć na klientelę ?biedalotu?. Tuż po tym jak samolot dotknął pasa jedna z lansujących się przez całą podróż ?Angielek? wyskoczyła do góry z okrzykiem ?Wylądował!! Brawo!!? i zaczęła kłapać rękami. Oczywiście nie trzeba było długo czekać ? za dwie sekundy brawo bił prawie cały samolot. Po raz kolejny poczułem się jak mieszkaniec kraju Trzeciego Świata?
Atrakcje podróży z polskimi rezydentami na Wyspach nie należą do moich ulubionych rozrywek, więc wspólnie z Glorym podjęliśmy decyzje, że nie będziemy jechali autokarem do Manchesteru tylko jak biali ludzie weźmiemy sobie taksóweczkę i za trochę więcej wydanych funciaków dojedziemy do naszego miejsca przeznaczenia w wygodzie. Angielskie taksówki to ewenement na skalę światową ? kto jechał lub widział wie o czym mówię. Nie są to klasyczne samochody, tylko jakiś taki specjalny pojazd wyprodukowany na tę okoliczność. W zasadzie nie wchodzi się tutaj jak do samochodu tylko raczej jak do przedziału. Z tyłu kanapa, kierowca oddzielony specjalną szybą, dodatkowo dla większej liczby pasażerów są dodatkowe dwa rozkładane siedzenia (wtedy jedzie się tyłem do kierunku jazdy). Nie ma też bagażnika i swoje toboły należy również wrzucić do środka. No cóż, co kraj to obyczaj. Jak do tego dodamy ruch lewostronny i kierowcę, którego dialektu (czytaj: akcentu) za żadną cholerę nie jest się w stanie zrozumieć to mamy pełny obraz tego, że Anglia to dziwny kraj?
Po mniej więcej 40 minutach byliśmy już w hotelu. Od wejścia dało się wyczuć atmosferę zbliżającego się spotkania. W zasadzie nie było innych gości niż kibice zjeżdżający się z całej Anglii, poubierani w klubowe koszulki, z szalikami. Hotel przygotował nawet busy dla swoich gości, które miały zawieźć wszystkich chętnych na stadion i przywieźć ich po meczu. Pełna profeska! Nas na początku spotkał mały bad beat, bo w recepcji zabrakło kart magnetycznych i był problem z wyrobieniem nam klucza do pokoju. Jednak ktoś na górze miał nam otworzyć drzwi i ruszyliśmy windą na swoje piętro. Już pod pokojem przywitało nas swojskie ?dzień dobry? i poczuliśmy się jak w domu. Okazało się, że w hotelu pracowało wielu naszych rodaków, więc czuliśmy się trochę jak u siebie. Do meczu mieliśmy jeszcze parę godzin i można było odpocząć po nieprzespanej nocy.
Na mecz pojechaliśmy pierwszym możliwym busem, bo chcieliśmy pokręcić się trochę pod Old Trafford i chłonąć atmosferę wielkiego sportowego święta. Już na 3 godziny przed meczem wokół stadionu widać było mnóstwo ludzi. Budki z pamiątkami były oblegane przez kibiców kupujących koszulki, szaliki i flagi. My naszą podróż rozpoczęliśmy oczywiście od znanej knajpy kibiców Manchesteru United ? The Trafford. Ten słynny pub przeżywał prawdziwe oblężenie. Do wszystkich wejść kolejki po kilkanaście osób, a w środku ścisk i tłok przeokrutny. Ciekawostką jest fakt, że przy każdym wejściu widnieje tabliczka z napisem ?Man Utd fans only?. Zasada ta jest przestrzegana bardzo rygorystycznie. Pilnuje tego ochrona lokalu, która ?niepewnym? gościom ogląda po prostu bilety i sprawdza czy mają miejsca w sektorach gospodarzy. I tu pierwsza niespodzianka ? jako, że dostaliśmy bilety od firmy Bwin (Maćku, jeszcze raz wielkie dzięki!!), która jest sponsorem Bayernu to nasze bilety były na sektory gości. Na szczęście byliśmy w takich strojach, że chyba nikomu do głowy nie wpadło sprawdzić nasze bilety. Koszulki, bluzy i szaliki mówiły wyraźnie, komu będziemy tego dnia kibicować. Miało się jednak okazać, że to nie koniec naszych przygód z miejscami?
Po wypiciu piwka wśród setek kibiców MU, po wysłuchaniu dziesiątek klubowych piosenek i przyśpiewek ruszyliśmy dalej. The Trafford jest rewelacyjnym miejscem, pełnym pamiątek, zdjęć zawodników itp., ale panował tam taki ścisk, że nie było nawet jak spokojnie postać w jednym miejscu. Wyszliśmy więc po kilkunastu minutach i poszliśmy obejrzeć stadion z zewnątrz. Przeszliśmy się m.in. słynnym tunelem monachijskim upamiętniającym ? nomen omen ? ofiary katastrofy lotniczej z 1958 roku po meczu z Bayernem Monachium. W zasadzie do dzisiaj widać, że na Old Trafford ta tragedia jest nadal żywa i czczona jest przez kibiców nawet po upływie wielu lat. Chodząc dookoła stadionu trafiliśmy akurat na moment, w którym podjechał autokar Bayernu z zawodnikami. Trzeba przyznać, że ten ich pojazd budzi podziw. Taki ?domek na kółkach? dla zawodników. Wygląda to naprawdę imponująco.
No i wreszcie nadeszła ta chwila ? wchodzimy na stadion! Szybka kontrola przed wejściem i już możemy spojrzeć na Old Trafford z perspektywy trybun. Nie na darmo stadion ten nazywany jest Teatrem Marzeń. Jak sobie tylko pomyślę, ile genialnych wręcz spotkań rozgrywano na tym obiekcie, jacy tutaj grali zawodnicy i jakie trofea zdobywano to od razu można dostać gęsiej skórki na całym ciele. Nawet długo przed meczem stadion sprawia wrażenie jakby żył własnym życiem. Po kilku minutach zaczęli się pojawiać pierwsi kibice, głównie ci przyjezdni. Kibicom Bayernu należy oddać jedno ? są fantastycznie zorganizowani, tak typowo po niemiecku. Doping przez nich prowadzony przed meczem, podczas rozgrzewki i potem w trakcie meczu stał na naprawdę świetnym poziomie. Nie dziwię się, że graczom niemieckiej drużyny tak dobrze się gra przy takim dopingu. Mimo, że na trybunach było ich tylko 4.500 to były nawet momenty, gdy byli głośniejsi niż fani MU.
Wreszcie zaczyna się mecz!! Co ja będę pisał? Jak było widział zapewne każdy kibic piłki nożnej w telewizji. Zaczęło się wręcz fantastycznie, potem było jeszcze lepiej, a po trzeciej bramce dla Manchesteru chyba tylko najwięksi pesymiści mogli przypuszczać, że może się jeszcze stać tragedia. Prowadzenie 3:0, genialna gra zawodników Man Utd, huraganowe ataki na bramkę monachijczyków ? jak można było podejrzewać, że Niemcy mogą coś nam zrobić? A jednak? Jedna szybka kontra i bramka z niczego dała Bawarczykom nadzieję, potem głupia czerwona kartka Rafaela (który do tej pory był chyba najlepszym graczem na boisku), w końcu strzał życia Robbena po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zrobiło się 3:2. Żeby było jeszcze gorzej z placu musiał zejść Rooney, który i tak zagrał w tym meczu na własne życzenie, choć nie powinien. Do końca meczu grający w dziesiątkę Manchester nie mógł już zagrozić bramce Bayernu i dramat stał się faktem ? MU za burtą Ligi Mistrzów? Mimo wszystko wrażenia niezapomniane, atmosfera po prostu fantastyczna, ponad 75.000 kibiców na trybunach, emocje sięgające zenitu i fenomenalne spotkanie na murawie. Czego jeszcze można chcieć więcej od piłkarskiego spektaklu?
Wspomniałem o naszych perypetiach z miejscówkami, pora więc wyjaśnić co było dalej. Otóż okazało się, że nasze miejsca są dokładnie na skraju sektora, na którym siedzieli niemieccy fani, a tuż obok miejsca zajmowali już kibice Manchesteru. Gdy po pierwszej bramce dla MU wpadliśmy sobie z Glorym w ramiona siedzący obok Niemcy już się na nas patrzyli spode łba, a po drugim golu, gdy nasza euforia była wręcz olbrzymia jeden ze stewardów zaprosił nas po prostu na miejsca dla miejscowych kibiców w trosce o nasze zdrowie i w obawie o jakieś nieoczekiwane zamieszki. Tak w końcu wylądowaliśmy wśród ?swoich? i do końca mecz oglądaliśmy w towarzystwie kibiców w zloto-zielonych szalikach (tak, tak ? protest przeciwko amerykańskim właścicielom MU trwa w najlepsze i trochę przypomina mi wojenkę kibiców Legii z koncernem ITI?).
Powrót busem do hotelu był bardzo smutny. Nikt nie miał już ochoty na śpiewanie. Na dodatek staliśmy w jakimś dramatycznym korku i jazda do hotelu zajęła nam prawie godzinę. Gdy dotarliśmy już na miejsce zobaczyliśmy bardzo fajny obrazek ? fani ponownie zebrani razem, wszyscy oglądali powtórki meczu w telewizji, przy piwku komentowali poszczególne sytuacje meczowe, analizowali niewykorzystane sytuacje. I pomyśleć tylko, że jeszcze kilkanaście lat temu angielskich kibiców bała się cała Europa i mieli oni opinię stadionowych bandytów?
Pomimo faktu wyeliminowania naszej ukochanej drużyny z dalszych rozgrywek w Lidze Mistrzów następny dzień rozpoczęliśmy w dobrych nastrojach. Zaplanowaliśmy sobie bowiem kolejną atrakcję ? tour po Old Trafford. Udaliśmy się więc ponownie pod stadion i kupiliśmy bilety na wycieczkę po świątyni futbolu. Okazało się niestety, że tego dnia chętnych do zwiedzania było bardzo wielu i na naszą kolej musieliśmy czekać prawie 3 godziny. Naszą eskapadę rozpoczęliśmy więc od zwiedzania klubowego muzeum. Każdy wielki klub w Europie ma na swoim stadionie muzeum. Taki klub jak Manchester United nie jest wyjątkiem. Setki pucharów, koszulek, szalików, zdjęć i innych pamiątek z historii, dziesiątki gablot do oglądania ? raj dla każdego kibica drużyny z dzielnicy Trafford! Jeśli dodamy do tego mnóstwo monitorów z lecącymi nieprzerwanie fragmentami meczów, bramkami i innymi historycznymi dla klubu momentami to mamy doskonały obraz tego, co dzieje się na trzech poziomach tego muzeum. Nam obejrzenie wszystkiego zajęło ponad dwie godziny i jeszcze było nam mało. Chcieliśmy jednak zjeść obiad przed głównym punktem naszego programu.
A jak obiad na Old Trafford to tylko w klubowej restauracji Red Cafe. Tu również były tego dnia tłumy ludzi i na swój stolik musieliśmy trochę poczekać. Gdy w końcu dostaliśmy jakieś miejsca rozpoczęliśmy wybór krzesełek. Na każdym z nich jest bowiem nazwisko i numer gracza Manchesteru United z obecnego składu lub z historii klubu. Ja postanowiłem usiąść na krzesełku Rafaela ? w końcu bądź co bądź to mój imiennik.
Po posiłku mogliśmy udać się już na tour po stadionie. Jest to naprawdę niezwykle ciekawa wycieczka po Teatrze Marzeń. Nasz przewodnik o imieniu Stanley wprowadził od razu bardzo fajną i wesołą atmosferę i przez cały czas sypał żartami na temat klubu, jego zawodników i stadionu. Obejrzeliśmy mnóstwo pomieszczeń na stadionie, zobaczyliśmy ławki rezerwowych, szatnię zawodników, tunel, którym gracze wychodzą na mecz ? dosłownie każde ciekawe miejsce na stadionie. Niesamowite wrażenie Old Trafford robi dopiero z poziomu murawy. Stadion autentycznie wtedy przytłacza. Wyobrażam sobie jak to musi być, gdy na boisko wychodzą piłkarze i 76.000 gardeł zagrzewa ich do walki? Poniżej przedstawiam kilka zdjęć z tej niesamowitej wycieczki po Old Trafford.
Wejście do muzeum
Old Trafford w miniaturze
Część kolekcji pucharów wystawionych w muzeum
Tablica z nazwiskami wszystkich graczy w historii klubu
Jedna z wielu gablot z koszulkami
O tym zawodniku długo w Manchesterze nie zapomną
Trofea z The Triple ? najlepszego sezonu w historii Man Utd
W szatni klubowej
Na ławce rezerwowych
Old Trafford z perspektywy murawy
The United Trinity czyli Wielka Trójka Manchesteru
Pożegnanie z Old Trafford
Na koniec oczywiście zostawiliśmy sobie zakupy w klubowym sklepie z pamiątkami. Czułem się trochę jak dziecko wpuszczone do wielkiego sklepu z zabawkami ? w zasadzie wszystko mi się podobało. Ostatecznie wybrałem sobie całkiem pokaźny zestaw pamiątek, udałem się do kasy, zostawiłem tam trochę funciaków i po prawie 6 godzinach mogliśmy już zakończyć naszą eskapadę. Podsumowując to krótko powiem tylko ? REWELACJA!!
Opisując nasz pobyt w Manchesterze nie można nie wspomnieć o gigantycznym centrum handlowym mieszczącym się akurat koło naszego hotelu. Trafford Center ? bo o nim mowa ? to nieprawdopodobnie wielka budowla. Mieszkańcom Warszawy mogę to opisać w ten sposób: wyobraźcie sobie największe stołeczne centrum handlowe Arkadia, tylko jakieś pięć razy większe! Słabo?? Wierzcie mi, że przejście tego molocha (tym bardziej po ładnych paru godzinach chodzenia po stadionie) to wyczyn na miarę przebiegnięcia maratonu. Ale fakt faktem jest tam mnóstwo fajnych sklepów i jak ktoś ma parę funtów do wydania to tutaj ma pole do popisu.
Na zakupach zakończyła się nasza dwudniowa wycieczka do Manchesteru. Generalnie byliśmy z Glorym bardzo zadowoleni i szczęśliwi ze wszystkiego co zobaczyliśmy i przeżyliśmy. W Anglii futbol to niemal religia i różnice w porównaniu z piłką w naszym kraju są ogromne. Najlepsze określenie tego co nas tu spotkało to chyba ?kultura futbolu?. Żeby tylko ten wynik meczu w środę był jeszcze trochę inny?
W styczniu blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Styczniowi blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (55)
Gregor 25.04.2010 14:46
Co do zwrotu ?jak biali ludzie? to polecam najpierw zapoznanie się z genezą tego zdania,a dopiero później używanie .
Czasem trzeba przyznać się do błędu,chociażby w takim “politycznym” stylu jak “nie to miałem na myśli” Pozdrawiam.
LosAdamos 25.04.2010 07:51
Rafale, “The Treble” nie Triple ;)
Pozdro.
JackDaniels 25.04.2010 01:11
Olej prowokatora daro…
daro 24.04.2010 23:20
widzisz, bo dla mnie problemem nie jest to że JD wyolbrzymił i napisał że jest 5x większe, (choc jest większe bardziej niż to wynika z samej pow. handlowej), bo to centrum może robić takie wrażenie… dla mnie problemem są ludzie, którzy tylko szukają byle pierdoły, żeby tylko się do czegos przypieprzyć, zaatakowałes go twierdząc, że Arkadia jest większa od TC opierając się tylko na kilku na szybko znalezionych w internecie liczbach, kiedy o dziwo nawet w żadnym z tych miejsc nie byłes (sic!)
donk 24.04.2010 23:08
oj dareczku, szkoda, że nie wytknąłeś błędu temu który popełnił go jako pierwszy i co warte podkreślenia temu, który jest jednym z bardziej pieniackich i chamskich autorów na tym forum.
donk 24.04.2010 23:05
ok daro, ale tak czy owak trafford nie jest 5x większe jak pisał autor. nie pierwszy raz okazuje się, że pan jd potrafi dyskutować tylko z tymi, którzy mają takie samo zdanie jak on lub sam ze sobą w braku tych pierwszych. więc daro jak najbardziej się nadajesz. nie jestes trolem, więc popiszcie sobie nawzajem z jd.
może wybierzecie się razem do 5 razy mniejszej od trafford akrkadii. ps. nie bylem w arkadii ani trafford c – i wcale nie mam na tym tle kompleksów, bo już z wieku przedszkolnego wyrosłem. trzymcie się:)
daro 24.04.2010 23:00
spoko, mam ostatnio niezłą frajdę w wytykaniu błędów pieniaczom ;)
JackDaniels 24.04.2010 22:51
Daro, daruj sobie, nie karm…
daro 24.04.2010 22:44
bo raczej Arkadia nie jest większa od Trafford Centre, dokonałes swiadomie lub nie pewnej manipulacji z tymi liczbami, te 137tys m2 to jest właśnie powierzchnia handlowa TC (i nawet nie wiem czy uwzględnia Barton Square – dobudowane 2 lata temu), a jak sam napisałeś Arkadia ma tylko 110 tys. pow. handlowej, zresztą zgaduję że tam nigdy nie byłeś, bo byś w ogóle nie dyskutował na ten temat…
donk 24.04.2010 21:51
witaj wielki jd:) nie wiedziałem, że dyskusja się tak rozwinie. i co tam, nie ustosunkujesz się do tego, że się wygłupiłeś i to jednak nasza stołeczna arkadia jest większa od tak zachwalanego przez ciebie trafford center? i nie wiem po co cytujesz mądrzejszych od siebie? chcesz mnie przekonać, że cytaty cynią cłowieka ocytanym – powodzenia:) ciao