A pierwszy to oczywiście taki, iż w klasyfikacji generalnej sezonu ligi ostatecznie uplasowałam się na miejscu drugim, co moje zeszłotygodniowe dojście do HU tylko punktowo umocniło. Niestety pomimo prób ulepszenia mojej gry w starciu 1 na 1 karty nie dopisały, a i mój skill w tej dziedzinie żaden, znowuż zatem musiałam zadowolić się miejscem następnym po pierwszym ? widać tytuł ?vice? jest już na stałe wpisany w moją ?karierę?. Na podium stanął za to przemiły kolega z Sosnowca, czego szczerze mu gratuluję.
Drugi sukces z kolei opiewa na wywalczenie sobie miejsca trzeciego w czwartkowej loteryjce w Hiltonie, gdzie stosunek szczęścia do pecha był mimo wszystko z przewagą na rzecz tego pierwszego i choć w finale trzykrotnie podwoiłam shorty mając za każdym razem lepszą rękę i sama stając się pierwszą kandydatką do wylotu, doprawdy narzekać nie mogę: zanim bowiem na ten finałowy stół w ogóle trafiłam, udało mi się wygrać kluczowy all-in z KQs vs QQ vs 88, co oczywiście umożliwiło mi dalszą grę. To tyle w kwestii beretów. Przy okazji pragnę nadmienić, iż wszelkie nadwyżki szczęścia w turniejach live oczywiście opłacam słono w grze online ? ostatnimi czasy za każdym razem mój lepszy układ przegrywa ze skompletowanym na riverze drawem, przez co poziom mojej frustracji rośnie, a liczba BI maleje, czyli niech się malkontenci nie martwią, bo naprawdę dobrze mi się NIE powodzi.
No i właśnie, skoro już płynnie przeszliśmy do zagadnienia nie-powodzenia, chciałam się pochwalić dwoma donk foldami, które w przeciągu ostatniego tygodnia wykonałam. Prywatnie jestem z nich zadowolona, ale że przez wszystkich zostały jednomyślnie okrzyknięte jako tragiczne, racja musi się znajdować po stronie większości. Do rzeczy...
Pierwszy miał miejsce w trakcie wtorkowego turnieju WLP inaugurującego nowy sezon. Niedawno zaczął się drugi poziom blindów (50/100), przede mną leży stack liczący sobie około 5200 żetonów, jestem na dużym blindzie, a tu Deebo otwiera ze środkowej pozycji raisem do około 300. Siedzący za nim Baca przebija tymczasem do 850. Patrzę w karty i mam wielką ochotę nie zobaczyć tam nic angażowania się w tę pulę wartego, oczom moim jednakże ukazują się dwa czarne króle. Myślę więc tak: raise Deebo nie musi znaczyć wiele, reraise Bacy może świadczyć o jakimś przyzwoitym asie bądź co najmniej średniej parze, lecz jeśli tylko callnę, po pierwsze nadal nie będę wiedzieć, na czym stoję, a po drugie daję oddsy Deebo do scallowania i skazuję się na grę bez pozycji w 3-osobowym dużym pocie. Postanawiam więc zrobić kontrolny re-re-raise do 2500 w sprawie asów, z intencją ewentualnego foldu po postawieniu mnie na all-inie. All-in zaś faktycznie ze strony Bacy wychodzi; po namyśle i bijatyce z myślami rzeczone króle ostatecznie zrzucam. Mam jeszcze połowę wyjściowego stacka, blindy nie są przesadnie wysokie, a cały turniej przede mną, po co zatem porywać się na 80% vs 20% już na samym początku? Wszak nie wyobrażam sobie, aby z jakąkolwiek inną ręką miał się po 4-becie decydować na all-in...
Drugi fold miał z kolei miejsce na stole finałowym w turnieju czwartkowym. Zostało nas 10 osób (wypłata od 8-go miejsca), ja akurat wywindowałam swój stack do około 40 tysięcy przy blindach 600/1200 ante 100, gdy nagle na średniej pozycji znalazłam się w posiadaniu AK. Otworzyłam pot podbiciem do 3000, co oczywiście sprawdził ze swoim dosyć imponującym stackiem Stanko na buttonie oraz z równie okazałą liczbą żetonów mały blind. Tymczasem flop okazał się być doprawdy pyszny: K 8 4 tęcza, no po prostu miód na moje skołatane nerwy. Ale cóż to, dlaczego mały blind śmie nagle wrzucać 6 tysięcy do MOJEJ puli? Moim pierwszym odruchem jest oczywiście chęć natychmiastowego zraisowania go, wypada jednakże zastanowić się najpierw choćby przez chwilę, z jaką to ręką inicjatywę przejmuje przeciwnik i co ja właściwie wiem o jego grze. Cóż... Do tej pory sprawiał wrażenie solidnego i konserwatywnego, co to woli pozostawać z dala od kłopotów i spokojnie czekać na kolejne porcje żetonów. Nie widziałam żadnych brawurowych zagrań w jego wykonaniu, w dodatku oburzał się na moją strategię allinowania się na shorcie z każdą co przyzwoitszą ręką, czyli raczej do graczy przesadnie agresywnych nie należy. Ma duży stack i jest w rozdaniu z innymi dwoma niemałymi, pula zrobiła się zacna, w dodatku ośmiela się zabetować prosto do agresora z gry przed flopem, nieobca zatem musi mu być świadomość, iż potencjalnie ryzykuje utratą prawie wszystkiego. A jednak zagrał tak jak zagrał... Wobec tego czuję się wewnętrznie i niechętnie zmuszona obstawić go co najmniej na top parę z niezłym kickerem, może dwie top pary, względnie seta, z zastrzeżeniem, iż ta ostatnia możliwość jawi mi się mimo wszystko jako najmniej prawdopodobna. Nie mogę jednakże odpuścić w tej sytuacji tak zupełnie bez walki...!
Liczę sobie jeszcze raz wszystkie swoje żetony i wychodzi mi, że jeśli przebiję go do 15 tysięcy, a on zdecyduje się postawić mnie na all-inie, nadal mogę ewentualnie wyrzucić karty pozostawiając sobie około 20 tysięcy na dalszą grę, czyli prawie tyle, ile wynosi średni stack. Takoż i czynię. Stanko oczywiście szybko pozbywa się kart, na co mój przeciwnik natychmiast zagrywa all-in wyglądając przy tym tak, jakby był przekonany o swojej przewadze i w bonusie planował jeszcze dorzucić nerkę. Dlaczego solidny i mało agresywny gracz miałby po reraisie ryzykować prawie wszystkie swoje z trudem uzbierane żetony mając tylko jedną parę i chrapkę na miejsce w kasie? (wcześniej dopytywał się, ile jest płatnych miejsc). Cóż, pewnie każdy na moim miejscu krzyknąłby głośno ?call?, wszak pula i top para z top kickerem zobowiązują, nie wspominając o końcowej fazie turnieju, kiedy to takie zagrania są oczywiste, żeby nie powiedzieć - konieczne - niemniej ja mu w te dwie pary uwierzyłam... Dla mnie jego bety były spójne i przekonujące (nie wspominając o determinacji malującej się na twarzy), cóż więc z tego, że oddsy, że gram o zwycięstwo, a takie podwojenie się byłoby niemalże gwarancją pierwszego miejsca, facet ewidentnie value betuje bez zbędnych sztuczek i meta-przemyśleń, tym razem muszę więc zwyczajnie odpuścić. Po turnieju (który notabene wygrał) powiedział mi, że faktycznie dwie pary trafił, ale czy to rzeczywiście prawda... Nie wiem i w zasadzie niczego to dla mnie nie zmienia. Uważam, że fold był słuszny. Miałam wszelkie przesłanki po temu, aby uwierzyć w rękę silniejszą niż moja i zagrałam zgodnie z tym przekonaniem. A teraz możecie bluzgać.
Oczywiście nie sposób również nie wspomnieć przy tej okazji o wydarzeniach z poniedziałku, kiedy to dane mi było partycypować w bankiecie z okazji turnieju gwiazd. I rzecz jasna już na samym początku zaznaczam, iż zostałam tam zaproszona dla równowagi: w turnieju miało zagrać sporo pań, stąd chęć organizatorów do umożliwienia im kontaktu z pokerzystą płci żeńskiej, dlatego też w żadnym razie nie poczuwam się do tytułu ?zawodowa pokerzystka?, którym to tytułem zostałam na miejscu obdarzona, i miejmy już tę kwestię czym prędzej z głowy.
A zatem sama impreza należała do udanych, bufet do smacznych, drinki do upajających, a towarzystwo do doborowych, który to właśnie przedostatni aspekt przyczynił się zresztą do wyeliminowania z turnieju jednej ze słuchających moich porad pań: zachciało mi się bowiem blefować... Tak, tak, takie kolorowe i słodkie drinki mogą z mózgu zrobić równie kolorową i słodką papkę, w wyniku czego człowiek przestaje sobie zdawać sprawę, że ma przecież do czynienia z grupą ludzi, z których część nie zna nawet zasad gry. No i poradziłam mojej podopiecznej, aby z późnej pozycji otworzyła pot raisem opiewającym na 3 blindy (czyli w sumie 180) mając na ręce 32 off. Byłyśmy już trochę znudzone, wcześniej wygrałyśmy kilka potów dzięki agresywnym betom/raise?om niemalże podwajając nasz stack, uznałam zatem, iż pora na kilka ciekawszych eksperymentów. Sprawdził nas mały i duży blind. Flop nie wzbudził we mnie entuzjazmu: AJT tęcza, mały blind czeka, a tymczasem duży betuje do puli liczącej ponad 500 żetonów za...50. Wcześniej dokonał już podobnego donk betu i na solidny raise czym prędzej zrzucił karty, zasugerowałam więc mojej pani, aby i tym razem zagrała mocno za 500 reprezentując silną rękę. Mały blind oczywiście szybko stracił chęć na kontynuowanie rozdania, a tymczasem duży po długim namyśle postanowił sprawdzić. Niedobrze... Na turnie spadł król. Tym razem nasz przeciwnik wrzuca 100 do puli przekraczającej 1000. My mamy przed sobą niecałe 800, mówię więc do mojej towarzyszki, że w tej sytuacji albo odpuszczamy blef i foldujemy, albo też konsekwentnie gramy za wszystko. Wybrała opcję drugą... Cóż, nasz przeciwnik nie zastanawiał się długo ? sprawdził z 9 8 off ($%@$#%@). Wygrał na high, na riverze bowiem wylądowała 6-tka.
Jeszcze tylko poradziłam innej osobniczce, aby na shorcie zagrała all-in przed flopem z AJ (wyeliminował ją K8), i czym prędzej zaprzestałam wszelkich porad. No ale przynajmniej intencje miałam dobre...
Teraz natomiast choruję, na Betfair non stop wysiaduję, pozdrawiam Was wszystkich czule i niech żyją under fulle.
Miau.
W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (58)
piotrek 06.06.2008 02:22
Chetnie poczytam Twojego maila. Co slychac kiedy nie grasz? piotr thinkhouse pl
Kartka 03.06.2008 18:10
notka wysłana, teraz wszystko w rękach Pawcia (który musi ją wrzucić)
ad Hrabia
!!!
Kto by pomyślał :-) Może jakieś namiary, żebyśmy mogli na priva pogadać?
piotrek 03.06.2008 17:56
Szukam sobie informacji na necie o tym jak sie gra w pokera bo w rece wpadla mi gra na niezawodne w chwilach nadmiaru wolnego czasu Wii a znajduje bloga staaaarej (a przynajmniej juz nie tak mlodej;P) znajomej. Wyglada na to, ze natrafiam na Ciebie z precyzja szwajarskiego zegarka co bodaj 5 lat. Jak za kolejne 5 lat znow trafie na jakis Twoj blog poczuje sie dziwnie;)
Gorace pozdrowienia. Takze od synka, uderza (a raczej wytrwale i z pasja wali) raczkami w klawiature wiec chyba probuje sie dolaczyc;)
piotrek kiedys hrabia;)
anonim 02.06.2008 23:17
przepraszam za słowa – nie obraź się prosze, ale “dajesz dupy” z tym blogiem… bierz przykład z jacka – pisz, pisz jeszcze raz PISZ nie musisz wygrać WLP żeby zrobić wpis…
Jack_Daniels 02.06.2008 04:57
I ponownie nic… Chyba Kartce się już nie chce pisać bloga…
Jack_Daniels 01.06.2008 16:23
Ja się może nie znam na kalendarzu, ale dziś chyba jest Dzień Dziecka…
Jack_Daniels 01.06.2008 06:48
A kolejny odcinek w październiku, tak? To my już wolimy od razu wszystko za jednym zamachem!!
Kartka 01.06.2008 01:28
Będzie w odcinkach, żeby nie przynudzić przesadnie ;-)
Jack_Daniels 31.05.2008 16:59
Hurra!! To już jutro!! Rozumiem, że rozpoczniesz od swojej wizyty w Monte Carlo, tak? :) Czekamy!!
Jack_Daniels 26.05.2008 14:14
No to pewnie nowy odcinek będzie długi jak Amazonka… :)