Nigdy nie zamierzałem być najaktywniejszym blogerem na świecie. Zdecydowanie preferuję formę trochę dłuższych wpisów ale rzadszych. Jedna czas jaki upłynął od mojego ostatniego wpisu jest grubą przesadą, nawet jak na mnie. Miałem silne postanowienie pisać jeden odcinek na miesiąc, a tu proszę, już po pół roku "kariery blogowicza" pierwsza wpadka. Miejmy nadzieję, że ostatnia. Z resztą mam się na kim wzorować na tym portalu, regularność wpisów Warsawa jest naprawdę imponująca i pokazuje, jego profesjonalne podejście to wszystkiego za co się zabiera. Nic tylko naśladować.
ŻYJĘ I MAM SIĘ DOBRZE
Część z Was zapewne zauważyła mój spadek aktywności, szczególnie w grach on line. Prawda jest taka, że z Nowy Rokiem musiałem zabrać się za parę spraw, które od dawna leżą na mojej liście TO DO i były przekładane wielokrotnie. Nowy Rok zmusił mnie jednak do uporządkowania pewnych mniej lub bardziej prozaicznych aspektów mojego życia rodzinnego (np. remont domu!). A ponieważ, w 2010 i w 2011 grałem naprawdę dużo i intensywnie, stwierdziłem, że dwumiesięczny urlop pokerowy jak najbardziej mi się należy. No i się urlopuję... Jednak już z tą grą tak jest, że nie da się od pokera odciąć całkowicie. Wieczorami przeglądam strony coachingowe, oglądam filmiki, bo chcę być cały czas na bieżąco.
Dodatkowo większość mojej uwagi jest skoncentrowana na jednym z ważniejszych dla mnie projektów nad którym, wraz z grupą fajnych ludzi, pracuję od listopada - naprawdę intensywnie. Wspominałem Wam w jednym z ostatnich odcinków o organizacji, która naprawdę ma szansę zmienić parę rzeczy w naszym pokerowym świecie na lepsze. Premiera tuż, tuż! W każdym razie stowarzyszenie ma już nr KRS! i jest legalnie działającym podmiotem z osobowością prawną.
TROCHĘ PRZEWROTNY TYTUŁ
W dzisiejszym wpisie zależy mi na podsumowaniu roku 2011, który był absolutnie najważniejszy w dotychczasowej karierze. Proszę, spróbujcie powstrzymać w tym momencie ironiczne uśmieszki w stylu "Hello! Kolego mamy luty, chyba na Kamczatce spędziłeś ostatni miesiąc!?". Miniony rok był dla mnie na tyle istotny, że niezależnie od momentu, w którym jestem, sam dla siebie powinienem go podsumować i dodać do tego odrobinę refleksji. Jeśli będziecie mi towarzyszyć w tej retrospekcji do końca, będzie mi niezmiernie miło. Zapraszam.
ZMIERZCH
Nastąpił dla mnie w ostatnich dniach listopada 2010 roku. Aby w pełni móc zobrazować stan i miejsce w jakim się znajdowałem należałoby się cofnąć jeszcze trochę w czasie. Jak większość z Was moją przygodę z pokerem zaczynałem od gier live. Byłem stałym bywalcem kasyna w Hayacie i pokochałem to miejsce szczerą miłością i naprawdę bardzo żałuję, że nie będzie mi dane tam zagrać w najbliższym czasie. W grach na żywo radziłem sobie prawie od początku całkiem nieźle i myślałem o sobie jako o graczu wygrywającym. Miałem sukcesy i sukcesiki zarówno w turniejach jak i w grach cashowych, które w pewnym momencie grałem nawet na stawkach 5/10 i 25/25 jeśli były takie dostępne w formule tylko Hold'em. Jednak w 2010 roku przyszła sławetna ustawa i wymiotła pokera z kasyn dosłownie w ciągu sekundy. Co mi pozostało? Całkiem pokaźny bankroll przeniosłem do netu i rozpocząłem grind. Gra w internecie bardzo szybko wprawiła mnie w stan permanentnego szoku, szczególnie wtedy kiedy uważałem, że dobrze gram - a przegrywam. I nie mam tu na myśli pojedynczych rozdań tylko całe miesiące gdy byłem z gry breakeven, a czasem na minus. Kompletnie nie potrafiłem tego zrozumieć, mimo że wspierało mnie swoją wiedzą kilku dobrych graczy. Lompletnie nic to nie pomagało i to nie zależnie od formuły gier jakie wybierałem - wszędzie byłem po prostu słaby.
Jednym z większych aktów mojej desperacji była próba analizowania regularności wyników najlepszych graczy na stawkach, które wtedy grałem. W tym celu ściągałem historie pojedynczych turniejów z całego roku wybranych graczy i importowałem je do zaprojektowanej przez siebie bazy danych. Potem napisałem program, który analizował te wyniki aby sprawdzić czy Ci najlepsi to każdą sesję kończą "na plus", czy jak mają downswing, to czy tak jak ja oddają większość profitu wypracowanego w poprzednich sesjach, czy w końcu grają dziennie więcej ode mnie, itd, itd. Tego typu raportów robiłem mnóstwo i siedziałem nad nimi próbując wyczytać i zrozumieć znaczenie wariancji. Oczywiście to co robiłem to była jedna wielka głupota, i odpowiedzi w tych raportach tak naprawdę nigdy nie było. Ale co z tego, kiedy ja o tym nie wiedziałem i byłem blisko teorii, że wygrywający zawodnicy są albo półbogami albo jednostkami, które mają więcej szczęścia od innych. A ja takim wybrańcem losu nie jestem i chyba czas zająć się czymś innym.
Apogeum nastąpiło pod koniec 2010 roku w listopadzie kiedy wybrałem się z Przemkiem, Kacprem i JD na Chili Deepstack do Wiednia. Z turnieju głównego odpadłem w końcówce dnia pierwszego po takim o to rozdaniu (stacków już nie pamiętam):
Mam około 1.5 średniego stacka. Otwieram z cutoff'a JJ i sprawdza mnie niezły gracz na pozycji, blindy pasują. Flop raczej z tych nutsowych JT2. Betuję go grzecznie i zostaję przebity. Robię 3bet i dostaję instant all in od przeciwnik. Oczywiście z moim nutsem sprawdzam i widzę TT u zawodnika. Komfortowo się czuję aż do river, po którego wyłożeniu wstaję od stołu i udaję się zszokować na świeże powietrze.
Następnie poszedłem na dużym tilcie przegrać ze dwa wpisowe na gry cash i do hotelu spać. Oczywiście w side eventach też mi nie poszło za dobrze i odpadłem w dniu drugim po dużym flipie. Koniec końców zwątpiłem w siebie. Nie miałem pieniędzy na grę na żywo, nie miałem kasy na grę w necie, byłem absolutnym pokerowym bankrutem. I zupełnie nie wiedziałem dlaczego.
Droga powrotna z Wiednia to był koszmar dla mnie. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać i kompletnie nie wiedziałem co robić. Taki stan utrzymywał się przez tydzień do momentu kiedy kilka spraw w końcu zrozumiałem. Chyba potrzebne mi było takie wewnętrzne trzęsienie ziemi, które zmusiło mnie do całkowitego zburzenia mojego pokerowego "ja". Dzięki temu mogłem fundamenty "wylać" ponownie, tym razem dostałem szansę, żeby były one naprawdę solidne.
PRZED WSCHODEM
Gdy ten cały "szlam" ze mnie spłynął siadłem i poczyniłem pewne zobowiązania wobec samego siebie, których z pełną determinacją zamierzałem się trzymać:
Byłem więcej niż przekonany, że to moja ostatnia szansa, jeśli cały plan nie wypali, wtedy po prostu przestanę grać. Ja mam w sobie naprawdę mało z hazardzisty i przegrywanie/nie wygrywanie pieniędzy mnie zupełnie nie interesowało, jakkolwiek fajny był to sposób na spędzanie wolnego czasu.
Dosłownie po dwóch tygodniach opisanego powyżej trybu życia, zacząłem widzieć efekty i byłem w ciężkim szoku. Tylko tym razem był to szok pozytywny, cieszyłem się jak dziecko. Gdy udało mi podtrzymać dobre, a przede wszystkim regularne wyniki, byłem tak bardzo szczęśliwy, że chciałem podzielić się tą nowiną z całym światem. Między innymi dlatego powstał cykl Bankroll Builder.
ŚWIT
Cały plan realizowałem z absolutnie żelazną konsekwencją. W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować mojemu coachowi mentalnemu Agnieszce Piechowskiej, która wzięła mnie pod swoje skrzydła i pracowała ze mną przez prawie pół roku po kilka razy w tygodniu!! W jej gabinecie spędzałem godziny tygodniowo, ale mogę śmiało powiedzieć: "było warto". Otworzyła mi oczy na wiele spraw i pomogła wypracować wiele ważnych zachowań:
W mojej opinii to są umiejętności, które większość zawodowych wygrywających pokerzystów po prostu opanowała. A ja chciałem dołączyć do nich za wszelką cenę.
W marcu 2011 roku podniosłem sobie poprzeczkę i wymyśliłem cykl Bankroll Builder. Wiedziałem, że zmusi mnie to do jeszcze większej regularności w grze oraz poddam się ocenie społeczności co do wiedzy i stylu pokerowego jaki prezentuję. Były to dla mnie jedne z najfajniejszych miesięcy w roku, gdy pisałem ten cykl, a to oczywiście za sprawą niezwykle ciepłego przyjęcia mojej osoby przez czytelników jak i bardzo aktywnego udziału społeczności praktycznie od 1 do 10 odcinka.
Ogólne cele jakie postawiłem sobie na rok 2011:
Obecnie mam solidne podstawy aby spełnić założenia z mojego pierwszego wpisu bloga (maj 2011). Jestem bliżej niż kiedykolwiek przejścia na pełne zawodostwo, odrzucając inne stałe sposoby zarabiania pieniędzy. Dlatego w tym miejscu wstrzymuję się jeszcze od rozpisania celów na rok 2012, jednakże nie uniknę tego i w następnym odcinku bloga na pewno to ogłoszę. Mój pokerowy urlop sprzyja pewnym przemyśleniom i snuciu planów na najbliższe miesiące.
TROCHĘ FAKTÓW
Czymże byłby blog podsumowujący rok, bez garści statystyk i faktów. Uprzedzając pytania celowo nie podaję avg. bi. Zatem zaczynajmy:
Wynik ogólny:
Liczba gier: 8119
Stawki: 2$ - 20$
ROI: 47%
Wykres:

Sit'n'go ogólnie:
Liczba gier: 6790
Stawki: 2$-12$
ROI: 44%
Wykres:

Sit'n'Go Normal Speed
Liczba gier: 5358
Stawki: 2$-12$
ROI: 40%
Dodatkowe info: 7 miejsce w rocznym ogólnoświatowym rankingu SharkScope na stawkach 2-4$. Odznaczenie srebrną gwiazdką.
Wykres:

Sit'n'Go Turbo
Liczba gier: 1432
Stawki: 2$
ROI: 56%
Dodatkowe info: turbosy okazały się dla mnie mega profitowe. Nie spodziewałem się, że osiągnę na nich takie wyniki nawet biorąc pod uwagę stosunkowo mała próbkę bo zaledwie niespełna 1.5k gier. Jednak miałem tutaj mały problem. Nie potrafię grać turbosów łącząc je z MTT. Ponieważ nie gram na tych sitach postflop praktycznie wcale, powodowało to, że przy dużej ilości stołów w MTT grałem zbyt tight. Muszę pogadać choćby z Woy'em jak on sobie z tym radzi, bo mi to zabijało sesję praktycznie.
Wykres:

MTT
Liczba gier: 1329
Stawki: 2$-20$
ROI: 70%
Dodatkowe info: stosunkowo mała liczba turniejów MTT wynika z tego, że dołączyłem je do swoich sesji dopiero od września 2011.
Wykres:

Gry na żywo:
Liczba turniejów: 69
Stawki: 300zł - 3 000zł
ROI: 190%
Dodatkowe info: Ze względu na sytuację prawną w kraju w przeciwieństwie do gier online, mogę sobie tutaj pozwolić na podanie także profitu.
Profit: 47 000 zł
Ogólnie finansowo, gra w pokera pozwoliła mi na godne życie i nie martwienie się o każdą złotówkę pod koniec każdego miesiąca. Co ważne, pamiętajcie, że mam rodzinę i dziecko na utrzymaniu, więc potrzeby wcale nie są małe. Szczególnie jeśli chcecie wszystkiego najlepszego dla swoich bliskich.
Dziękuję wszystkim, którym udało się dotrwać w tej retrospekcji razem ze mną do tego miejsca. Do przeczytania niebawem i do zobaczenia przy stolikach! Good luck in the long run!
W maju blogerzy PokerTexas walczą o nagrody warte $400
Aktywni w maju blogerzy zagrają we freerollu z pulą $100, a najlepszy otrzyma bilety do turniejów za $120 Sprawdź szczegóły »
Aby dodać komentarz musisz się zalogować!
Komentarze (46)
VinMcQueen 15.02.2012 16:42
Btw. świetne wyniki, gratulacje! I dzięki za opracowanie Bankroll Buildera, już niedługo mam go zamiar przetestować ;-)
brt 16.02.2012 16:06
Crim44 14.02.2012 02:57
whiteeaglepl 12.02.2012 12:53
brt 16.02.2012 16:05
michu1987 12.02.2012 01:07
2.Dwa czego chcecie od tych prosów jak Ivey?i dlaczego nie możecie pojąc ze dobry pokerzysta moze
byc tez cięzkim gamblerem?Jedna notka z (przejętego)pokerroomu który zrobił tylu pokerzystów w H*ja niszczy wizerunek graczy którzy osiagneli naprawde dużo w tej dziedzinie...bo ma debet na full tilt lol,przeciez oni jak maja swing to traca grube siano włączcie sobie czasem stawki 200/400 $cash omahy z isudorem zobaczycie ile kosztuje jeden blef i duży swing.. tam w minute idzie w pizdu tys. dolców pozdrawiam kumatych, aha i jeszcze jak zwykle polecam teorie czerwonej królowej tam gdzie jest dużo fushy zlatują się rekiny a jak jest już dużo rekinów to zaczynją odpływac znów jest ich mało pojawiaisię więcej rybek i tak w kółko to jest cykl,rozkład normalny i właśnei Pani wariancja,
aha no i najważniejsze Gratulacje za wyniki Pozazdroscić;-)tak tzrymać
Kocurr 12.02.2012 12:46
Marski 10.02.2012 20:33
Rion 10.02.2012 16:58
"tak dobrać zestaw gier aby każdy miesiąc z gry był na plus -> zrealizowano
osiągnąć regularność w swoich wynikach -> zrealizowano"
Moim zdaniem to są kluczowe cele po osiągnięciu których jest naprawdę super :)
brt 10.02.2012 15:36